Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2015

AROMATYCZNA KAWA PO ARABSKU

Zastanawialiście się kiedykolwiek nad Waszym ulubionym deserem? Ja, zapytana o to jakieś 5 lat temu, być może wskazałabym na świeże owoce, tort bananowy albo gofry z Nutellą. Nawet nie pomyślałabym o żadnych napojach, a już na pewno nie o kawie. Wydaje mi się, że miłość do niej przychodzi z rozwagą i dojrzałością. Kiedy mówimy, że są produkty, do których trzeba dorosnąć do zazwyczaj mamy na myśli brukselki i szpinak (no i oczywiście alkohol :), a jak jest z tą kawą? Czy ten boski napój zawsze smakuje tak samo?





Składniki na 6 małych filiżanek:
  • 3 kopiaste łyżki zmielonej kawy (najlepiej z upraw ekologicznych), 
  • 2 laski cynamonu, 
  • 1 laska wanilii, 
  • 1/3 łyżeczki mielonego kardamonu, 
  • 1/3 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej,
  • 1 łyżka goździków,
  • 2 łyżki syropu daktylowego (lub więcej, jeśli lubicie słodką kawę), 
  • 3 szklanki wody
do podania: mleko ryżowe, sojowe, migdałowe, kokosowe, owsiane lub krowie.


Przygotowanie:

Laskę wanilii przeciąć na pół i wyskrobać z niej nasiona. Umieścić wraz ze wszystkimi przyprawami w rondelku lub czajniczku, w którym będziemy przygotowywać napój. Dodać kawę, wodę i syrop daktylowy. Dokładnie wszystko wymieszać i szybko zagotować. Kiedy kawa zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień, a napar pozostawić jeszcze na 8 - 10 minut. Po upłynięciu tego czasu, czajnik ściągnąć z ognia, a kawę przecedzić do czystego naczynia. Podawać ciepłą z odrobiną mleka.



Po raz pierwszy (i właściwie ostatni) próbowałam takiej kawy na wycieczce w Kenii. Pojechałam tam w wieku 14 z rodzicami. Już od pierwszych minut, kiedy fala gorącego powietrza uderzyła mnie na płycie lotniska pokochałam to miejsce. Był to też mój pierwszy kontakt na żywo z krajem rozwijającym się (trzeciego świata, jak ktoś woli). Mogłam zobaczyć, dotknąć i powąchać tego wszystkiego, co dotychczas oglądałam jedynie w książkach i telewizji. Z całą pewnością było to jedno z tych głębokich doświadczeń, które odcisnęły na mnie swoje piętno i w jakiś sposób ukształtowały wewnętrznie. Kenijska noc i podróż do hotelu nie szczędziły mi wrażeń. Kolorowo ubrani ludzie snuli się wolno po ulicach, gwar, tłok na promie i wszechobecny... zapach Afryki. I przede wszystkim bieda, która zdawała się tam dotyczyć wszystkich, ogarniać przekrojowo całe społeczeństwo i oblepiając je z niesamowitą dokładnością, ciągnęła je na dno.

Jednym ze sposobów na wsparcie kenijskiej ludności było oczywiście korzystanie z usług lokalnych biur podróży. Wybraliśmy się na kilka różnych wypraw, w tym na wyspę Wasini, o czym właśnie chciałam wspomnieć. Wycieczka obejmowała, nieco sztampowo, rejs statkiem, nurkowanie na środku oceanu oraz obiad i zwiedzanie ww. wyspy. Kiedy wysadzono nas z małych łódek kilkadziesiąt metrów od brzegu, już tylko chwila relaksującego spaceru oceanem dzieliła nas od tego raju na ziemi. Czekał tam na nas lunch w wybranej formie (my postawiliśmy na owoce morza) i niecodzienny deser. Podano kawę - i tak właśnie zaczęła się całą historia. Mocną i aromatyczną, która wręcz hipnotyzowała swoimi zapachami. W tamtym wypadku była ona przyprawiana świeżo startym imbirem i podana z tłustym mlekiem. Gwarantuję Wam, coś niesamowitego. Takie kawy pije się tylko raz w życiu. Mnie na szczęście, udało się napić jej jeszcze dzisiaj, po raz drugi. Postanowiłam jednak pójść w nieco innym kierunku i dodać do niej trochę więcej korzennych przypraw, rezygnując z dodatku rozgrzewającego imbiru. 

Tak zaparzana kawa występuje w wielu kuchniach na całym świecie, ale jest pierwotnie kojarzona z wpływami arabskimi. Ci, przyrządzają ją z dużą dawką cukru (czasem nawet w proporcjach 1:1) i oczywiście bardzo mocną. Takie połączenie silnej, słodkiej kawy jest niesamowitym kopem energetycznym na dobrych kilka godzin. Zaręczam Was, że zachwyci Was zarówno w formie deseru, jak i porannej dawki kofeiny. Mnie oczarowała, mimo, że osobiście nigdy nie słodzę kawy i preferuję raczej te słabsze, niż przysłowiowe siekiery, choć wiadomo, na wszystko jest czas i miejsce.


Ostatecznie kawa wychodzi wspaniała. Poprzez dość długie jej gotowanie wszystkie przyprawy mają szansę uwolnić swój aromat, który głęboko wypełnia cały napój. Z podanej ilości kawy, wody i syropu daktylowego wychodzi idealnie. Słowo daję, nigdy dotąd nie piłam tak dobrze wyważonej kawy, jeśli chodzi o jej balans pomiędzy mocą, goryczką a nutą przypraw. Dużo robi także temperatura samego napoju. Nigdy nie pijam gorącej kawy, bo nie jestem w stanie w pełni docenić jej walorów smakowych. Pita na ciepło jest wspaniałym wywarem, pieszczącym nasze zmysły. Do tego dochodzi też dość sporna kwestia mleka. Kawosze dzielą się na tych, którzy piją kawę z mlekiem i mleko z kawą. Ja znajduję się mniej więcej po środku. Lubię od czasu do czasu napić się delikatnego latte, ale doceniam też moc silnego espresso. W przypadku tej kawy (i trzymania się składników podanych w przepisie!) proponuję jedynie dopełnić ją mlekiem lub pić bez dodatków.


Tak wspaniały napój najlepiej smakuje oczywiście w towarzystwie dobrej książki albo nóg wyłożonych na sofie. Ta kawa to królowa, która nie toleruje dzielenia uwagi między nią i kogokolwiek lub cokolwiek innego (co najwyżej może działać w godnym jej duecie, który nie przyćmi jej majestatu).

Po tych wszystkich zuchwałych słowach i reklamach nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do wypróbowania tej kawy. Gdybyście mogli pobrać darmową próbkę do spróbowania, to podesłałabym Wam pdf'a z jej demo, ale, że taka technologia jest zarezerwowana dla XXII wieku, zapraszam Was do kuchni na filiżankę małego szatana.


sobota, 8 listopada 2014

MAKOWO - KAWOWE PLACUSZKI Z JABŁKIEM

Doskonała propozycja śniadaniowa utrzymana w jesiennym stylu. Uwielbiam nadawać moim potrawom sezonowy charakter - przez użyte produkty, dodatki czy metody gotowania. Jesień kojarzy mi się z jabłkami, orzechami, miodem, suszoną śliwką, a do tego odrobiną kawy czy ciepłego kakao. I tak się akurat złożyło, że to wszystko znalazło się na moim stole śniadaniowy - z nie byle powodu. Potrzebowałam dużego zastrzyku energii, bo wróciłam z porannej wyprawy na giełdę kwiatową. No tak, już rano! :)





Składniki na ok. 15 średnich placuszków:
  • 1 szklanka mąki orkiszowej,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 2 łyżeczki kakao,
  • 1 pełna łyżka kawy sproszkowanej,
  • 1 jajko wiejskie,
  • 1 szklanka maślanki,
  • 2 łyżki syropu z agawy,
  • 1/2 szklanki maku,
  • szczypta soli morskiej,
  • oliwa z oliwek/tłuszcz kokosowy/masło klarowane do smażenia*
do podania: miód palmowy, suszone śliwki, kawałki jabłek, migdały, cynamon

* - placki nie potrzebują dużej ilości tłuszczu, wystarczy 1 łyżka, placuszki mają się zarumienić, a nie kąpać w oleju.


Przygotowanie:

Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia, solą, kakao i kawą i dokładnie wymieszać. Jajko, maślankę i syrop z agawy wymieszać w drugiej misce. Składniki suche wsypać do mokrych, dodać mak i wymieszać do połączenia się składników. Smażyć na średnio gorącej patelni po ok. 1 minucie na stronę. Podawać na ciepło z miodem palmowym, kawałkami jabłek, suszonymi śliwkami, migdałami i oprószone cynamonem.











sobota, 4 października 2014

DYNIOWE CAPPUCCINO

Ciepła kawa to na pewno jeden z moich jesiennych faworytów. Kiedy potrzebny mi dodatkowy kop energii albo po prostu chcę się rozkoszować wspaniałym smakiem dobrej kawy, lubię wypić kawę z mlekiem, wiecie, taką delikatną, z pianką... :) no, a skoro mamy naszą złotą porę roku, to postanowiłam podkręcić trochę smak mojej cafe!
Dynia + cynamon + mleczna pianka  = rozkosz






Składniki na 2 kawy (po 80 kcal):
  • 4 łyżki musu z dyni, 
  • 2 łyżki syropu klonowego, 
  • 1 szklanka mleko sojowego, 
  • 2 podwójne espresso, 
  • cynamon do posypania.

Przygotowanie:

Do szklanek nałożyć musu z dyni. Wlać syrop klonowy. Mleko podgrzać i spienić, przelać do szklanek. Uzupełnić espresso i udekorować mleczną pianką. Posypać cynamonem.