Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

PIECZONY OMLET Z MALINAMI

Nieśmiało do Was pukam i przedstawiam Wam dzisiaj wspaniałą propozycję śniadaniową, idealną na leniwe soboty. Nie wymaga dużo pracy, zachodu, wymyślnych składników. To zwykły omlet z malinami, za to podany - po królewsku!






Składniki na 3 porcje:
  • 3 jajka, 
  • 3 łyżka wiórków kokosowych, niesiarkowanych, 
  • 6-8 łyżek mąki orkiszowej (lub dowolnej, wg uznania),
  • 1 szklanka mleka roślinnego, 
  • 1 szklanka malin,
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, 
  • kilka kropel aromatu ajerkoniakowego, 
  • szczypta soli morskiej.
do podania: wiórki kokosowe, kokosowy cukier puder, jogurt naturalny, grecki lub syrop klonowy


Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Żółtka oddzielić od białek i umieścić w dużej misce. Do żółtek dodać wiórki kokosowe, mąkę, mleko i cynamon. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Delikatnie wymieszać ubite białka z pozostałą masą. Przełożyć do delikatnie natłuszczonych olejem kokosowym foremek żaroodpornych. Na masie ostrożnie ułożyć po 1/3 malin i zapiekać 30 minut. Po upieczeniu pozostawić jeszcze na kilka minut w ciepłym piekarniku. Ochładzać stopniowo (poprzez uchylanie drzwiczek piekarnika). 

Podawać na ciepło lub po całkowitym ostudzeniu. Omlet doskonale smakuje bez niczego, ale warto podkręcić jego smak dodatkową porcją kokosa, jogurtu czy syropu klonowego.


Trochę o przepisie

Inspiracją dla tego wspaniałego śniadania był przepis, który znalazłam na blogu A Navy Kitchen. Użyłam podobnych proporcji i produktów do tych proponowanych w przepisie i omlet wyszedł bardzo smaczny, więc należy się szacunek do własności intelektualnej autorki bloga. Zapraszam do czytania i przeglądania - ciekawe miejsce.

Warto także zwrócić uwagę, że w przepisie nie ma ani odrobiny cukru (poza świeżymi owocami, które dodajemy). Delikatne dosłodzenie nie wpłynie na konsystencje omleta. Najlepiej dosładzać go (w wersji do pieczenia) cukrem palmowym, kokosowym, brązowym nierafinowanym, ewentualnie ksylitolem (ale nie należy dodawać go za dużo, bo ciasto może stać się zbyt wilgotne). Jeśli decydujemy się na słodzenie w płynie, dobrze powstrzymać się od dosładzania ciasta i polać omlet słodkim płynem już po upieczeniu (będzie prezentował się naprawdę wspaniale!). Tu niezastąpione będą: syrop klonowy, z agawy, miód czy syrop z daktyli. 

Wspaniałym pomysłem jest także podanie omleta z płatkami kokosowymi czy uprażonymi płatkami migdałów.


Jak być może sygnalizowałam wcześniej, przez najbliższe trzy miesiące będę przebywać w Miami, FL (konkretnie w okolicach Pompano Beach). Jestem w Stanach już od zeszłego piątku, a z dostępem do stałego łącza jest różnie, z wolnym czasem - tym bardziej, więc przepisy będą pojawiać się odpowiednio rzadziej. Póki co, po wstępnym zaklimatyzowaniu się i pokonaniu jet lag'u mogę jedynie podzielić się tym, co jadłam na ostatnie śniadanie przez przyjazdem Alvaro do Polski. Potem zaczęło się życie na znacznie szybszych obrotach...

Na pytania o Stany nie mogę odpowiedzieć jeszcze zbyt obszernie. Mogę jedynie podzielić się naprawdę kilkoma wrażeniami (kulinarnymi) ze Stanów. Po pierwsze, Amerykanie w większości jedzą syf. Sorry, ale taka jest prawda. Wszystko tu jest tak uproszczone i tak ułatwione, nie wiem, przystępne (!?), że przepis na ten omlet wydaje mi się ogromną sztuką kulinarną. Poza tym, że o pokrojone, umyte, obrane warzywa jest łatwiej, jak o te zwykłe to jeszcze nic. W sklepach dominuje głównie żywność bardzo wysoko przetworzona. Nie mówię tu już jedynie o samych gotowych produktach, jak np. mrożona propozycja śniadaniowa - parówka zawijana w jagodowego pancake (!), ale o same warzywa. Na Florydzie można dostać np. Slimcado (tak, nie pomyliłam się). To zmutowana wersja awokado, które jest 4 razy większe, nie brązowieje po rozkrojeniu, ma rzekomo 35% mniej kalorii i 65% mniej tłuszczu (jeśli dobrze pamiętam). Poza tym, jest relatywnie drogo, żywność nie jest bardzo tania.

Jest też oczywiście druga strona. W markecie typu Whole Foods można dostać naprawdę wszystko. Można kupić warzywa, owoce ekologiczne, wolne od GMO, bez konserwantów itd. Oprócz tego dżemy na chia, specjalne jedzenie dla kobiet w ciąży, shake proteinowe i ogromne stoisko ze zdrowym jedzeniem gotowym. I co tam jeszcze można sobie wymarzyć - wszystko (słownie: wszystko). Oczywiście za cenę, która przyprawia o zawrót głowy. Konkluzja jest prosta - Ameryka zdecydowanie ma dwie twarze. Szkoda tylko, że Amerykanie zazwyczaj wybierają tą złą stronę, bo dostęp mają równie łatwy do obu form żywności.



Jeżeli chodzi o wrażenia restauracyjne, to nie mam jeszcze nic do powiedzenia. Najbliższe knajpki to oczywiście mnóstwo dań a la parilla i każdego rodzaju kuchni latynoskiej. Dotychczas miałam jedynie okazję napić się owocowego koktajlu w centrum handlowym, który był w prawdzie bardzo smaczny, ale jego zamówienie niezwykle skomplikowane. Jak się okazuje, w Miami ciężko dogadać się po angielsku. Znajomość hiszpańskiego jest wręcz niezbędna. Nawet, jak widać, przy zamawianiu smoothie w shopping mall'u. Na moje szczęście język hiszpański znam, więc z tym problemu nie było, ale zawsze jednak...

Poza tym miejsce jest wspaniałe, bardzo inspirujące. Upał i wilgoć jest niemiłosierna, ale ostatecznie od czego są klimatyzowane pomieszczenia i samochody? Tymczasem zostawiam Was z przepisem, a sama idę pilnować mojego chleba z dodatkiem protein konopnych. Jak wyjdzie? Zobaczymy, trzymajcie kciuki!


poniedziałek, 1 grudnia 2014

PODWÓJNIE CZEKOLADOWE CIASTKA PALEO

Wiecie, jak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? Niby niepozornie, ale kiedy jej skosztujecie, to rozumiecie, dlaczego jest taka słodka i dlaczego piali o niej najwybitniejsi tego świata. Kiedy serce mocniej zabije, logika wylatuje oknem. Czy można było piękniej opisać... ciastko?

Składniki na 6 dużych lub 12 małych ciastek:

Masa:
  • 2 szklanki płatków migdałowych, zmielonych na mąkę, 
  • 1/4 szklanki dobrej jakości kakao, 
  • 1/2 szklanki mleczka kokosowego, 
  • 2 jajka wiejskie, 
  • 1/4 szklanki cukru brzozowego, 
  • kilka kropel aromatu migdałowego, organicznego, 
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej, 
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia.

Nadzienie*:
  • 1 dojrzałe awokado, 
  • 2 pełne łyżki dobrej jakości kakao, 
  • 3 łyżki syropu z agawy (lub klonowego).

* - ja połowę ciastek przełożyłam masą czekoladową, a połowę domowym masłem orzechowym. Jeśli zechcecie przełożyć wszystkie ciastka czekoladą, zróbcie podwójną porcję kremu.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać na 175 stopni (góra - dół). Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać w misce (jeśli chcecie, aby migdały były u was wyraźnie wyczuwalne, możecie "nie domielić" nieco mąki). Ciasteczka formować za pomocą łyżki do lodów, aby miały podobny rozmiar. Jeśli masa wychodzi wam dość rzadka, to może się rozlewać (nie wpłynie to na smak ciasteczek, a jedynie na ich maxi rozmiar - mogą nawet podwoić swoją średnicę). Piec ok. 15 minut. Ostudzić i przełożyć kremem czekoladowym i/lub masłem orzechowym. Przechowywać w lodówce.


 

Czekoladowy krem z awokado, to naprawdę dobry pomysł, prawda? Pierwszy raz zetknęłam się z nim kilka lat temu w jednym z magazynów kulinarnych przy artykule w stylu 1000 pomysłów na awokado. Nieco się skrzywiłam, ale niezwykle rozbudziło to moją wyobraźnię. Wiedziałam o zastosowaniu tego owocu, jako do bazy musów i kremów, ale nigdy się na to nie skusiłam. Po prostu awokado za szybko nam schodziło do innych potraw! Wczoraj zrobiłam ten krem po raz pierwszy i szczerze mówiąc, zwalił mnie z nóg. Był rewelacyjny! Niezwykle delikatny i intensywny w smaku (też za sprawą fantastycznego kakao, którego użyłam). 

Dopiero od niedawna zaczęłam doceniać domowe wyroby czekoladowe, bo szczerze powiedziawszy to za nią nie przepadam. Oczywiście jem, lubię, ale mając wybór między deserami białymi/jogurtowymi/kokosowymi, zawsze wybiorę właśnie te, a nie czekoladowe. Coś na kształt faktu, że nie lubię frytek (nie dlatego, że są niezdrowym fast foodem, tylko autentycznie nie smakują mi; wolę wybrać ziemniaki gotowane, duszone czy pieczone).

Wszystko zmieniło się właśnie od przygód z domowymi wyrobami czekoladowymi. Myślę, że stoi też za tym wysoka jakość używanych produktów (dlatego właśnie nigdy nie znosiłam hiszpańskich pseudo - słodyczy, pachnących plastikową cytryną; nie tyle, że sztuczne barwniki, aromaty i konserwanty, to jeszcze beznadziejne!). Polecam wam wszystkim, niezależnie, czy jesteście wege, paleo, zdrowo czy jecie absolutnie wszystko. Awokado doskonale zastępuje tłuszcz, którego musielibyście użyć w kremie czekoladowym. Zadbacie nie tylko o doskonały smak deseru, ale także jego walor zdrowotny i jakościowy.



Ciasteczka śmiało możecie zrobić dla wszystkich. Uwierzcie, goście je pokochają! Przetestowałam je na kilku skrajnie różnych osobach, o odmiennym podejściu do żywienia. Co powiedzieli?

Ewa {je zdrowo i niezdrowo, trochę wszystkiego, docenia dobrej jakości produkty} : wow, jakie to dobre! Co to jest? (o musie czekoladowym)

Jacek {samiec mięsożerny, polska kuchnia najlepsza, byle tłusta i dużo} : przekochany uśmiech zadowolenia

Duda {wegetarianka, bardzo dużo wie o dobrym jedzeniu, odżywia się niezwykle zdrowo} : z czekoladą lepsze, niż z masłem orzechowym!


 Oryginalny przepis znajdziecie tutaj. Przepis na część pieczoną ciasteczek poddałam jedynie kosmetycznym zmianom, natomiast z ich przełożeniem poszłam w zupełnie inną stronę. Wy także możecie wymyślić wasze własne wersje. Dobrym pomysłem może być np. ubicie stałej części mleczka kokosowego z cukrem. 



środa, 19 listopada 2014

ORKISZOWE PIEROGI ZE SZPINAKIEM I FETĄ

Słowo pierogi to niemalże tak silny magnez jak pieniądze czy skandal. Jest to rytuał powszechnie znany i kultywowany we wszystkich polskich domach, a szczególnie w tych, w których znajduje się jednostka społeczna nazywana babcią. Te zawsze znają tajemne receptury na najlepsze, pulchne ciasto i tradycyjny, pyszny farsz. A co robimy my, młodzi, ci, co nie znają życia? Profanują te idealne pierogi!
 Składniki na około 35 - 40 pierogów:

Ciasto:
  • 300 g mąki orkiszowej,
  • 200 ml ciepłej wody,
  • szczypta soli morskiej.
Farsz:
  • 450 g szpinaku świeżego lub mrożonego,
  • 100 g prawdziwego sera feta,
  • 1 łyżka ghee,
  • 1 duży ząbek czosnku,
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki,
  • świeżo zmielony pieprz,
  • sól morska (uwaga, ser jest słony!).
do podania: świeżo zmielony pieprz, ser ricotta, śmietana, masło

Przygotowanie:

Masło rozgrzewamy na patelni. Podsmażamy na nim szpinak. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. Zdejmujemy z ognia, mieszamy z serem fetą (niezbyt dokładnie, rozgniatając ser widelcem, dzięki temu kawałki sera będą wyraźnie wyczuwalne). Doprawiamy papryczką, pieprzem, solą i odstawiamy.
Do przesianej mąki dodajemy szczyptę soli i ciepłą wodę. Zagniatamy ciasto i wyrabiamy przez chwilę, aż będzie odchodzić od ręki (warto mieć odrobinę mąki pod ręką "do podsypania"; ciasto nie powinno dużo jej potrzebować, składniki są naprawdę dobrze wyważone). Ciasto dzielimy na porcje, nakładamy farsz i lepimy pierogi. Gotujemy od razu w gorącej wodzie do wypłynięcia i "w imię ojca" lub mrozimy na surowo (na papierze do pieczenia w zamrażarce; po ok. 30 minutach są gotowe do przełożenia do plastikowych woreczków). Pierogi podajemy z odrobiną masła, posypane świeżo zmielonym pieprzem, z ricottą.


Jak najlepiej wyporcjować ciasto?

To w moim przypadku bardzo trudne pytanie. Pewnie większość z nas robi to tak, jak robiła to babcia. Problem w tym, że obie moje babcie robią to inaczej.

Sposób I: Otóż: Babcia Małgosia zawsze rozwałkowuje duże kawałki ciasta na kilku milimetrowy placek i wykrawa z niego szklanką równe kółeczka. Ma to swoje plusy - wszystkie pierogi wychodzą jednakowo duże, a więc wyglądają niezwykle estetycznie i łatwo rozdzielić pomiędzy nie farsz. Problemem w tym, że jest nieco bardziej pracochłonne niż sposób II i zawsze zostaje nam kawałek nieużytego ciasta, który wraca do puli rozdziału.

Sposób II: Czyli sposób babci Helenki. Kulę ciasta należy podzielić na małe kuleczki, które potem pojedynczo rozwałkowujemy. Dzięki temu w mgnieniu oka jesteśmy w stanie ulepić X pierogów, ale nie zawsze wychodzą nam one jednakowo równe (pod względem grubości i wielkości).

Ja osobiście robię pierogi na oba sposoby, jak mi danego dnia w duszy zagra. Ciężko spierać się, który jest lepszy, bardziej wydajny, ekonomiczny. Po prostu - z pierogami babci się nie dyskutuje.


Jeśli natomiast chodzi o lepienie pierogów, to nie przepadam za plastikowymi maszynkami, które sklejają pierogi, nadając im idealny, równy kształt. Wolę lepić je ręcznie. Wychodzą większe, mniejsze, bardziej równe lub mniej. Czasem się rozkleją, czasem rozpadną, ale są to moje pierogi, a nie maszyny. Od czasu do czasu posiłkuję się widelcem przy klejeniu pierogów, aczkolwiek jest to u mnie rzadkość. Nie mam jednego, ukochanego sposobu na robienie pierogów od A do Z. Lubię, jak wyglądają naturalnie, nawet, jeśli czasem są nieco kulfoniaste czy nierówne.


O co właściwie chodzi z tym ciastem?

Dlaczego warto porzucić tradycyjną mąkę pszenną, tak atrakcyjnie wybieloną w młynie? Przecież ten produkt zawsze działa, jest sprawdzony, tani i wręcz epatuje pewnością siebie, mówiąc: jestem sexi. Otóż, Zastępujemy zwykłą mąkę pszenną mąką orkiszową! Jest dużo zdrowsza, ma więcej białka, zawiera więcej witamin, cynku, miedzi i ma dużo błonnika. Mąka orkiszowa jest także łatwiejsza w trawieniu.

Jeśli natomiast chodzi o proporcje w cieśnie, to tu dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa. W mojej kuchni przetestowałam już 3 różne rodzaje ciast pierogowych: to z przepisu, jedynie z mąki i wody, ciasto z dodatkiem jajka (lub jedynie żółtka) oraz bez jajeczne z pokaźnym dodatkiem tłuszczu (masła). 
To pierwsze jest bardzo smaczne, nie można mu nic zarzucić. Jest delikatne i relatywnie najzdrowsze (ma najmniej tłuszczu i mogą je spożywać weganie i osoby uczulone na jaja). 
Drugie ciasto jajeczne, to ciasto mojej babci (Helenki). Pierogi wychodzą dobre, nieco twardsze, niż z dwóch pozostałych, nie rozklejają się, a ciasto jest pewniejsze, porządniejsze
Natomiast pierogi z ciasta z masłem wychodzą bajeczne, bardzo delikatne, ale są dość kaloryczne i mają sporo tłuszczu.

Które z tych ciast uważam za najlepsze? Ciężko stwierdzić. Gotując dla siebie, na zdrowo, wybieram ciasto z przepisu (300-200), gdybym miała gotować dla popisu, wybrałabym ciasto z masłem (cicho!)





sobota, 8 listopada 2014

MAKOWO - KAWOWE PLACUSZKI Z JABŁKIEM

Doskonała propozycja śniadaniowa utrzymana w jesiennym stylu. Uwielbiam nadawać moim potrawom sezonowy charakter - przez użyte produkty, dodatki czy metody gotowania. Jesień kojarzy mi się z jabłkami, orzechami, miodem, suszoną śliwką, a do tego odrobiną kawy czy ciepłego kakao. I tak się akurat złożyło, że to wszystko znalazło się na moim stole śniadaniowy - z nie byle powodu. Potrzebowałam dużego zastrzyku energii, bo wróciłam z porannej wyprawy na giełdę kwiatową. No tak, już rano! :)





Składniki na ok. 15 średnich placuszków:
  • 1 szklanka mąki orkiszowej,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 2 łyżeczki kakao,
  • 1 pełna łyżka kawy sproszkowanej,
  • 1 jajko wiejskie,
  • 1 szklanka maślanki,
  • 2 łyżki syropu z agawy,
  • 1/2 szklanki maku,
  • szczypta soli morskiej,
  • oliwa z oliwek/tłuszcz kokosowy/masło klarowane do smażenia*
do podania: miód palmowy, suszone śliwki, kawałki jabłek, migdały, cynamon

* - placki nie potrzebują dużej ilości tłuszczu, wystarczy 1 łyżka, placuszki mają się zarumienić, a nie kąpać w oleju.


Przygotowanie:

Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia, solą, kakao i kawą i dokładnie wymieszać. Jajko, maślankę i syrop z agawy wymieszać w drugiej misce. Składniki suche wsypać do mokrych, dodać mak i wymieszać do połączenia się składników. Smażyć na średnio gorącej patelni po ok. 1 minucie na stronę. Podawać na ciepło z miodem palmowym, kawałkami jabłek, suszonymi śliwkami, migdałami i oprószone cynamonem.











czwartek, 2 października 2014

KLOPSIKI W STYLU ORIENTALNYM Z HUMMUSEM I PLACKIEM GRYCZANO - RYŻOWYM

     Po dwóch miesiącach spędzonych w Hiszpanii bez czasu i okazji na ambitne gotowanie marzył mi się hummus. Tak więc powstał i hummus, a skoro miałam już pastę z ciecierzycy, to na czym ją rozsmarować? O, placuszki! A właściwie, skoro już tak dobrze mi szło to dlaczego nie dodać do tego odrobiny mięsa i warzyw? ... i tak to właśnie było, naprawdę. Nie zmienia to faktu, że danie jest przepyszne i bardzo zdrowe! Szkoda tylko, że już się skończyło...
Składniki na 4 porcje (po 590 kcal):

Klopsiki
  • 150 g jagnięciny, 
  • 250 g cielęciny,
  • 1 duża cebula, 
  • 1 jajko, 
  • duża garść świeżej mięty i pietruszki, 
  • 1 łyżka pieprzu cytrynowego, 
  • 1 łyżeczka kuminu, 
  • 1/2 łyżeczki tymianku, 
  • 1/4 łyżeczki ostrej papryczki chilli, 
  • sól morska, 
  • 4 łyżki mąki ryżowej to obtoczenia klopsików, 
  • masło klarowane do smażenia.

Placuszki 
  • 1 szklanka mąki ryżowej, 
  • 1 szklanka mąki gryczanej, 
  • 1/2 szklanki kaszy manny, 
  • 7 g suchych drożdży, 
  • 1/2 szklanki mleka sojowego, 
  • szczypta cukru, 
  • 1 jajko wiejskie, 
  • 2 szklanki wody.
do podania: domowy hummus, zielone oliwki, świeże pomidory, ostra pasta chili.

Przygotowanie:

     Drożdże wymieszać z ciepłym mlekiem i cukrem. Odłożyć na około 15 minut. W tym czasie zmieszać mąki, kaszę mannę, jajko i wodę. Dodać zaczyn drożdżowy i odstawić w ciepłe miejsce na około godzinę. W tym czasie przygotować klopsiki. Mięso umyć i zmielić w maszynce wraz z cebulą, dodać posiekaną miętę i pietruszkę, przyprawy oraz jajko. Dokładnie wymieszać (najlepiej rękami). Uformować małe kuleczki i obtoczyć w mące ryżowej. Usmażyć na maśle klarowanym na złoty kolor. 
     Pity smażyć na suchej patelni z nieprzywierającą powłoką z obu stron (około 1-2 minuty) na średnim ogniu. Podawać na ciepło z hummusem, warzywami i pikantną pastą z chili.






sobota, 22 marca 2014

SCONES PEŁNOZIARNISTE

     Pyszne angielski bułeczki śniadaniowe. W swojej tradycyjnej odsłonie robione są z białej mąki, z dodatkiem proszku do pieczenia. W naszej kuchni występują ich nieco zmodyfikowane kuzynki - z mąki pełnoziarnistej i brązowego cukru. Są idealne na śniadanie (szczególnie dla większej liczby osób), a małe niejadki i wielkie łasuchy spałaszują je zanim ostygną! :)






Składniki na 6 scone'ów: (250 kcal każdy):

  • 225g mąki pełnoziarnistej do pieczenia,
  • 50 g zimnego masła,
  • 25 g nierafinowanego cukru brązowego,
  • 100 ml mleka,
  • 2 jaja wiejskie, 
  • 2 łyżki jagód goji.
do podania: kremowy serek kanapkowy, marmolada.

Przygotowanie:

     Piekranik nagrzać do 220 stopni. Mąkę wymieszać z drobno pokrojonymi kawałkami masła i cukrem. Miksować na wolnych obrotach, aż powstanie jednolita masa. W osobnym naczyniu zmiksować 1 jajko z mlekiem i dodać je do mąki. Wszystko dokładni wymieszać z jagodami goi. Masę rozłożyć równomiernie do 6 silikonowych form (mogą być na tradycyjne muffiny). Każdy scone posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec 10-15 minut do suchego patyczka. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Podawać rozkrojone z kremowym serkiem i marmoladą. 





poniedziałek, 17 marca 2014

NALEŚNIKI ORKISZOWE BEZ JAJEK

     Te naleśniki powstały specjalnie dla mojej Mamy. Było to o tyle trudne zadanie, że nie tylko ma wybredne podniebienie, ale także nietolerancję pokarmową na pszenice, żyto, jaja (wszystkie) i mleko krowie. Największym problemem było oczywiście jajko, na które wprost proporcjonalnie ma najsilniejsze uczulenie. Poszukałam w internecie i natrafiłam na odpowiedni przepis w kulinarnym atelier. Polecam wszystkim!
Składniki na ok. 10 naleśników (100 kcal każdy):
  • 2 szklanki mąki orkiszowej ekologicznej,
  • 1 szklanka mleka (użyłam sojowego),
  • 1 szklanka wody,
  • 1 pełna łyżka mąki kukurydzianej,
  • szczypta soli.
do podania: ser biały ze szczypiorkiem, pomidor.

Przygotowanie:

     Mąkę kukurydzianą rozrobić z 2 łyżkami mleka i solą. W osobnym naczyniu wymieszać pozostałe składniki na naleśniki i wyrobić mikserem na gładką masę (będzie dosyć rzadka). Dodać rozrobioną mąkę kukurydzianą i ponownie wymieszać. Smażyć na suchej patelni na złoto z obu stron. Podawać z pastą z białego sera, pieprzu i szczypiorku.