Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2015

WEGAŃSKIE TRUFLE Z RUMEM

Podobno naukowcom z Oxfordu udało się ustalić, że muzyka oddziałuje na odczuwanie smaku jedzonych potraw. Gorzkie delikatesy mają smakować lepiej przy głębokich i ostrych tonach. Idealnym utworem do kosztowania kawy i czekolady ma być "Nessun Dorma" w wykonaniu Pavarottiego.  Tak więc w porządku, Luciano prowadzi melodię, ja mam przed sobą trufle, próbuję... jest dobrze. Jest naprawdę wspaniale!



Składniki na 25 - 30 trufli:
  • 1 i 3/4 szklanki posiekanych i wydrylowanych suszonych daktyli, 
  • 1/2 szklanki suszonej żurawiny, 
  • 1/3 szklanki rodzynek, 
  • 1/4 szklanki wiórków kokosowych, 
  • 1/5 szklanki posiekanych nerkowców, 
  • 1 łyżeczka cynamonu, 
  • 2 łyżki gorzkiego kakao, 
  • 4 łyżki ciemnego rumu, 
  • 4 łyżki wody, 
  • szczypta soli morskiej.
dodatkowo należy przygotować gorzkie kakao, wiórki kokosowe, pestki dyni i płatki migdałów do obtoczenia trufli.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i zmiksować na gładką masę. Jeśli mamy wolny blender lub taki, który może nie może sobie poradzić z tak gęstą konsystencją, możemy dwukrotnie przepuścić ją przez elektryczną maszynkę do mielenia. Z gotowej, jednolitej masy formować małe kuleczki. Obtaczać je w kokosie, kakao, pestkach dyni lub migdałach i układach w małych papierowych papilotkach. Przechowywać do kilku dni w lodówce lub w zamrażarce.


Moje badania nad wymyślaniem i tworzeniem deserów, które nie powodowałyby wyrzutów sumienia wciąż trwają i nie wiem, czy zostaną kiedykolwiek zakończone. Wynikami i tak dzielę się z Wami na bieżąco. W ogólnie ciężko mi sobie wyobrazić, abym miała kiedyś zakończyć swoją podróż z przepisami i gotowaniem. Codziennie się rozwijam, poznaję nowe smaki i techniki gotowania. Ciężko mi pojąć, że pewnego dnia miałabym zdecydować, że od dzisiaj nie wymyślam już nic więcej i gotuję jedyne znane mi potrawy. Do tego przygotowałabym jeszcze ogromny dokument i stosowną pieczątkę na tą okazję, żeby wszystko odbyło się odpowiednio ceremonialnie. Nie, raczej byłoby to niemożliwe. Zdecydowanie jestem typem osoby, która w gotowaniu woli sięgać po nowe smaki, niż odtwarzać te już dobrze znane, aczkolwiek na wszystko jest czas i miejsce.



Okazało się, że tym razem miałam więcej chętnych do pomocy. Moi bliscy zazwyczaj zaczynają się interesować jedzeniem i gotowaniem w momencie, kiedy danie trafia na stół i przychodzi moment próbowania efektu końcowego. Niestety, jeśli chodzi o pasję do gotowania i poszukiwania nowych smaków to jestem w tym temacie odosobniona. Odkąd pamiętam, moi rodzice nigdy nie interesowali się kuchnią. Dzięki temu swoje pierwsze kroki poczyniłam już w szkole podstawowej, gotując niezwykle skomplikowane spaghetti z sosem pomidorowym z proszku. Odpowiednie okoliczności, dobrały się z zainteresowaniami i powstała z tego prawdziwa pasja i miłość, która podparta pewną ideologią stała się ogromną częścią mojej osoby. Dzisiaj mogę powiedzieć, że gotowanie może być sposobem na życie. Naturalnie, nie samo przyrządzanie potraw, ale to wszystko, co temu towarzyszy. Zawsze utrzymuję, że gotowanie, fotografia kulinarna, food blogi to sztuka nowoczesna, która jest na tyle świeża, że nie została jeszcze być może zdefiniowana jako sztuka i nie jest odbierana przez społeczeństwo w ten sposób. Nie szkodzi, w końcu w słowniku języka polskiego istnieje słowo pionier. 


 



czwartek, 19 lutego 2015

CZEKOLADOWY PUDDING CHIA

Wzorowe śniadanie i przepyszny deser dla wszystkich ceniących sobie zdrowe (i smaczne!) odżywianie. Wyraźnie czekoladowy smak jest przełamany ricottą i słodkim granatem. Niebo w gębie i na talerzu.









Składniki na 1 porcję:
  • 3 łyżeczki nasion chia (szałwii hiszpańskiej),
  • 4 łyżki mleka sojowego, 
  • 1 łyżka dobrej jakości kakao,
  • 1 łyżka syropu z agawy, 
  • 1 łyżka sera ricotta,
  • pestki z 1/4 granatu, 
  • 1 garść orzeszków piniowych.

Przygotowanie:

2 z 3 łyżek nasion chia namoczyć w kilku łyżkach wody i pozostawić na parę godzin lub na całą noc. W dniu serwowania puddingu, dodać mleko, kakao i syrop z agawy i wymieszać. Dodać kolejną łyżkę chia i pozostawić na minimum 30 minut. W międzyczasie wyłuskać pestki granatu i odłożyć do podania. W momencie serwowania pudding posypać orzeszkami piniowymi, pestkami granatu i udekorować łyżką sera ricotta.

Wykonanie puddingu można też nieco uprościć, rozpuszczając nasiona chia od razu w mleku, wymieszanym z kakao. Pomijamy wtedy wodę i możemy ewentualnie zwiększyć ilość mleka, jeśli chcemy uzyskać nieco rzadszą konsystencję. 


Po krótkim, ale niezwykle intensywnym pobycie z Madrycie i Lizbonie przyszedł czas na powrót do Krakowa. Przywiozłam ze sobą wiele pięknych wspomnień, przeżyć, pamiątkowych zdjęć i nieproszonego gościa, który przyjechał razem ze mną, mimo overbookingu i braku miejsca w walizce - problemy żołądkowe. Niestety, w trakcie urlopu zdarzały mi się chwile zapomnienia i odstępstwa od mojej codziennej diety, co od razu odbiło się na moim samopoczuciu. Jest w tym jednak jakaś perwersyjna radość - wiem przynajmniej, że to, co spożywamy, faktycznie ma wpływ nie tylko na nasze ciało od zewnątrz, ale także od wewnątrz oraz na nasze samopoczucie. Musiałam dać żołądkowi nieco odpocząć i po, bagatela, dwóch dniach wszystko wróciło do normy. Ze zdwojoną czujnością przygotowałam dzisiaj lekkie śniadanie, bogate w składniki, które miały mi pomóc powrócić do dobrej formy, odżywić i wzmocnić mój organizm. 

Nasiona chia czyli podstawa mojego puddingu to roślina pochodzenia Amerykańskiego. Mówi się, że już Aztekowie znali i korzystali z jej magicznej mocy. Dzięki łyżeczce szałwii hiszpańskiej mogli maszerować dobę bez odpoczynku (i wyrywać bijące serca z żywego ludzkiego ciała). Tak czy inaczej, wierząc lub nie w Indiańskie legendy warto chia docenić. To przede wszystkim bogate źródło kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6, witamin i minerałów. Nasiona są także źródłem białka i błonnika. Nadaje się do przygotowywania wielu ciekawych potraw: puddingów, koktajli, ciast, naleśników, babeczek, jako chrupiąca posypka lub ekwiwalent jajka. Tak, chia to doskonały sposób na żelowanie potraw dla wszystkich, którzy nie mogą lub nie chcą spożywać jaj. W moim przypadku jest to o tyle istotne zastosowanie, że mogę przygotowywać ulubione potrawy mojej mamy, która poza nietolerancją na jaja ma silne uczulenie na siemię lniane (inny popularny zamiennik jajek) bez utraty walorów smakowych potrawy. Nie traci dzięki temu ani na smaku, ani na zdrowiu.

Nasiona chia bez problemu dostaniecie w sklepach internetowych, stacjonarnych ekologicznych, ze zdrową żywnością i coraz częściej - w dużych marketach.


Tymczasem, czas na szybki powrót do formy, bo moje wakacje jeszcze się nie skończyły. W piątek wybieram się na Kubę i tu - znowu - staję przed wyzwaniem. Jak się okazało w samolocie podczas dziesięciogodzinnego lotu nie serwują żadnego kateringu ani napojów. Co do tego pierwszego, to nawet lepiej, bo wiadomo, jaka jest jakość jedzenia serwowanego w liniach lotniczych ale za wodę też trzeba sobie zapłacić? Z tego, co mi wiadomo człowiek bez wody umiera, więc czarter PLL LOT naraża mnie na pośrednie zagrożenie zdrowia i życia?! (podobno ciężko się jest także doprosić o możliwość zakupu butelki wody). Dlatego właśnie jutro rozpoczynam moją akcję zdrowa podróż i zabieram się za przygotowywanie zbilansowanego prowiantu na czas drogi (która zajmie nam naturalnie znacznie dłużej niż sam lot netto). Nie wiem, czy będą modne papierowe opakowania i chusteczki z recyklingu, bo jak nie to przecież niezdrowo, a jak niezdrowo to niemodnie... Będą za to kanapki z ciemnego pieczywa, zdrowe batony, pożywne sałatki i orzechy. Wszystko, czego nasz organizm potrzebuje, żeby godnie przetrwać dobę czy nawet dwie bez konieczności kupowania wody w proszku, którą rozpuścimy... śliną.



poniedziałek, 1 grudnia 2014

PODWÓJNIE CZEKOLADOWE CIASTKA PALEO

Wiecie, jak wygląda miłość od pierwszego wejrzenia? Niby niepozornie, ale kiedy jej skosztujecie, to rozumiecie, dlaczego jest taka słodka i dlaczego piali o niej najwybitniejsi tego świata. Kiedy serce mocniej zabije, logika wylatuje oknem. Czy można było piękniej opisać... ciastko?

Składniki na 6 dużych lub 12 małych ciastek:

Masa:
  • 2 szklanki płatków migdałowych, zmielonych na mąkę, 
  • 1/4 szklanki dobrej jakości kakao, 
  • 1/2 szklanki mleczka kokosowego, 
  • 2 jajka wiejskie, 
  • 1/4 szklanki cukru brzozowego, 
  • kilka kropel aromatu migdałowego, organicznego, 
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej, 
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia.

Nadzienie*:
  • 1 dojrzałe awokado, 
  • 2 pełne łyżki dobrej jakości kakao, 
  • 3 łyżki syropu z agawy (lub klonowego).

* - ja połowę ciastek przełożyłam masą czekoladową, a połowę domowym masłem orzechowym. Jeśli zechcecie przełożyć wszystkie ciastka czekoladą, zróbcie podwójną porcję kremu.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać na 175 stopni (góra - dół). Dwie blachy do pieczenia wyłożyć papierem. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać w misce (jeśli chcecie, aby migdały były u was wyraźnie wyczuwalne, możecie "nie domielić" nieco mąki). Ciasteczka formować za pomocą łyżki do lodów, aby miały podobny rozmiar. Jeśli masa wychodzi wam dość rzadka, to może się rozlewać (nie wpłynie to na smak ciasteczek, a jedynie na ich maxi rozmiar - mogą nawet podwoić swoją średnicę). Piec ok. 15 minut. Ostudzić i przełożyć kremem czekoladowym i/lub masłem orzechowym. Przechowywać w lodówce.


 

Czekoladowy krem z awokado, to naprawdę dobry pomysł, prawda? Pierwszy raz zetknęłam się z nim kilka lat temu w jednym z magazynów kulinarnych przy artykule w stylu 1000 pomysłów na awokado. Nieco się skrzywiłam, ale niezwykle rozbudziło to moją wyobraźnię. Wiedziałam o zastosowaniu tego owocu, jako do bazy musów i kremów, ale nigdy się na to nie skusiłam. Po prostu awokado za szybko nam schodziło do innych potraw! Wczoraj zrobiłam ten krem po raz pierwszy i szczerze mówiąc, zwalił mnie z nóg. Był rewelacyjny! Niezwykle delikatny i intensywny w smaku (też za sprawą fantastycznego kakao, którego użyłam). 

Dopiero od niedawna zaczęłam doceniać domowe wyroby czekoladowe, bo szczerze powiedziawszy to za nią nie przepadam. Oczywiście jem, lubię, ale mając wybór między deserami białymi/jogurtowymi/kokosowymi, zawsze wybiorę właśnie te, a nie czekoladowe. Coś na kształt faktu, że nie lubię frytek (nie dlatego, że są niezdrowym fast foodem, tylko autentycznie nie smakują mi; wolę wybrać ziemniaki gotowane, duszone czy pieczone).

Wszystko zmieniło się właśnie od przygód z domowymi wyrobami czekoladowymi. Myślę, że stoi też za tym wysoka jakość używanych produktów (dlatego właśnie nigdy nie znosiłam hiszpańskich pseudo - słodyczy, pachnących plastikową cytryną; nie tyle, że sztuczne barwniki, aromaty i konserwanty, to jeszcze beznadziejne!). Polecam wam wszystkim, niezależnie, czy jesteście wege, paleo, zdrowo czy jecie absolutnie wszystko. Awokado doskonale zastępuje tłuszcz, którego musielibyście użyć w kremie czekoladowym. Zadbacie nie tylko o doskonały smak deseru, ale także jego walor zdrowotny i jakościowy.



Ciasteczka śmiało możecie zrobić dla wszystkich. Uwierzcie, goście je pokochają! Przetestowałam je na kilku skrajnie różnych osobach, o odmiennym podejściu do żywienia. Co powiedzieli?

Ewa {je zdrowo i niezdrowo, trochę wszystkiego, docenia dobrej jakości produkty} : wow, jakie to dobre! Co to jest? (o musie czekoladowym)

Jacek {samiec mięsożerny, polska kuchnia najlepsza, byle tłusta i dużo} : przekochany uśmiech zadowolenia

Duda {wegetarianka, bardzo dużo wie o dobrym jedzeniu, odżywia się niezwykle zdrowo} : z czekoladą lepsze, niż z masłem orzechowym!


 Oryginalny przepis znajdziecie tutaj. Przepis na część pieczoną ciasteczek poddałam jedynie kosmetycznym zmianom, natomiast z ich przełożeniem poszłam w zupełnie inną stronę. Wy także możecie wymyślić wasze własne wersje. Dobrym pomysłem może być np. ubicie stałej części mleczka kokosowego z cukrem.