Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granat. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

RÓŻOWA SAŁATKA Z ŁOSOSIEM

Dzisiaj mam dla Was propozycję na pyszną, kolorową, wiosenną sałatkę z łososiem. Moja słabość do tej królewskiej ryby przekłada się na sporą przewidywalność mojego menu i dlatego dzisiaj, po raz kolejny wylądowała ona na moim stole i blogu. Dobrze przynajmniej, że to od łososia jestem uzależniona, a nie od frytek i fast foodów!







Składniki na 1 sałatkę:
  • 2 garści mieszanki sałat, 
  • 2 rzodkiewki, 
  • 2 łyżki kremowego sera koziego w kawałku, 
  • 100 g łososia wędzonego na ciepło, 
  • 1/4 czerwonej cebuli, 
  • 1 łyżka pestek granatu, 
  • 1 łyżeczka orzeszków piniowych, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • odrobina cytrynowego octu balsamicznego.

Przygotowanie:

Sałatę umyć i odwirować. Rozłożyć na talerzu. Rzodkiewkę pokroić na drobne plasterki, cebulę posiekać na cienkie piórka i dodać do sałaty. Wkruszyć ser kozi, a łososia oderwać widelcem i ułożyć na sałatce. Posypać pestkami granatu i orzeszkami piniowymi. Skropić oliwą z oliwek i octem balsamicznym.


U nas na stole zagościły już pierwsze wiosenne dekoracje - świeże owoce, tulipany, wesołe serwetki i zielone ozdoby, wiszące z abażurów nad stołem. Dzięki temu, nawet w pochmurne dni czujemy się naładowani pozytywną energią, którą dają nam kolory. Przez otaczanie się wesołymi przedmiotami i my jesteśmy weseli. Barwy wpływają na nasze samopoczucie i aktywność. Niektóre mogą stymulować do działania, a inne usypiać, drażnić i odbierać energię. Uważajmy, szczególnie przy wyborze koloru ścian (może czarny to nie najlepszy pomysł do pokoju dziennego?) i tapet. Tych zmian nie da się aż tak szybko odwrócić. Najbezpieczniejszym wyborem jest oczywiście biel. Ta może być jednak nudna i zachowawcza. Jeśli już decydujemy się na nią, szalejmy z dodatkami, wzorami i kolorami akcesoriów - ostatecznie nikt nie chce mieszać w szpitalu.

Pamiętam, kiedy my wybieraliśmy kolory ścian. Staraliśmy się wybierać stonowane odcienie, które dobrze współgrałyby z kremowym piaskowcem, bielą i brązem. Postanowiłam przełamać nieco śmietankowe ściany zgaszonym, brudnym brązem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ściany okazały się być właściwie... fioletowe. Podobnie było z malowaniem garderoby, która wyszła dwadzieścia razy ciemniejsza, niż faktycznie powinna. Na szczęście przy kolorze elewacji nie daliśmy się już zmylić i celowo wybraliśmy jaśniejszy odcień, który i tak wyszedł wyraziście i nienudno.Teraz wszyscy są zadowoleni, a dom wygląda fantastycznie.


Nawiązując do przepisu, to sałatka z łososiem jest częścią mojego w miarę zdrowego jadłospisu, który ułożyłam sobie na dzisiaj. Postanowiłam zaostrzyć nieco dietę i pozbyć się części zdrowych, ale nieco grzesznych przyjemności. Moje dzisiejsze menu to:

Późne śniadanie
Płatki żytnie bio, namaczane przez noc w wodzie z tarkowanym jabłkiem, 200g serka greckiego lekkiego, łyżką miodu i 5 orzechami pecan.

Wczesny lunch
 Sałatka z łososiem z powyższego przepisu.

Lekki deser 
 Mus z mango (przepis wkrótce).

Wczesna kolacja 
Dwa małe kawałki długo pieczonej wieprzowiny z łyżką sosu winnego, 50g kaszy gryczanej i łyżką grzybków marynowanych.

Wieczorka przekąska 
 Mała sałatka caprese i 2 cienkie wafle ryżowe.

Nieco dziwna, przesunięta pora posiłków wynikła stąd, że wstałam dzisiaj nieco później, niż zwykle, a śniadanie zjadłam praktycznie już w porze I przekąski. Poza tym chodzę spać dość późno i po wczesnej kolacji, wieczorem, czułabym się głodna. Nieprawdą jest, że ostatni posiłek należy jadać o 18 czy 19. Jego porę należy dostosować do godziny, o której normalnie kładziemy się do łóżka. Spokojnie możemy pozwolić sobie na późniejszą kolację, jeśli po posiłku będziemy na nogach jeszcze minimum 2 - 3 godziny. Generalnie, zawsze powtarzam wszystkim, że unikanie lub omijanie kolacji jako sposobu na redukcję wagi jest ogromnym błędem. Nasza przemiana materii nie dostaje pobudzającego bodźca i zwalnia. Organizm stara się też na siłę zmagazynować przyjęte dotychczas jedzenie, w obawie przed długim niedostarczaniem pożywienia. Poza tym, po długiej przerwie między posiłkami, nasze wystraszone ciało może zaabsorbować z kolejnej potrawy więcej, niż powinno. 

To, czego jednak powinniśmy unikać wieczorem to cukry. Darujmy sobie owoce, a już w ogóle zapomnieć należy o słodyczach i deserach - na nie miejsce było przed południem lub najpóźniej wcześnie po obiedzie.


To, co także działa na naszą korzyść to fakt, że wiosną przestrzeganie zdrowej diety staje się łatwiejsze. Wszędzie dookoła nas są świeże owoce i warzywa, a słońce i temperatura odbierają nam apetyt na ciężkie i tłuste jedzenie. Wystarczy przestrzegać kilku prostych wskazówek, aby poczuć się świeżo, lekko i zdrowo. 

  • Zamień napoje farbowane i gazowane na wodę, herbatę, świeżo wyciskane soki. Pij dużo. Niech ciągłe picie stanie się Twoim znakiem rozpoznawczym!
  • Zjadaj ok. 75% porcji, którą spożywasz obecnie. Często ulegamy łakomstwu i zjadania zbyt wiele. Warto przed dokładką zrobić sobie 10 minut przerwy, aby zweryfikować, czy jest nam ona niezbędnie potrzebna, czy to jedynie kaprys.
  • Poszukaj dobrych zamienników - zamień chleb pszenny na pełnoziarnisty, majonez na jogurt, ciastka maślane na te owsiane. Dzięki temu krok po kroku, prawie niezauważalnie możesz wykluczyć wszystkie tuczące produkty.
  • Ruszaj się! Aktywność fizyczna jest najistotniejszym elementem dbania o siebie. Podkręca metabolizm, który spala tłuszcze nawet do 24h po treningu!
  • Usuń z kuchni niezdrowe produkty, które mogłyby Cię kusić (słodycze, wysoko przetworzona żywność, słodzone napoje). Dzięki temu, będziesz mieć pewność, że na pewno po nie nie sięgniesz.
  • Nie omijaj posiłków, nie głódź się, doprowadzi to tylko do spowolnienia metabolizmu i odkładania się tłuszczu, a przecież nie o to Ci chodzi?
  • Przestań na siłę liczyć kalorie! Jeśli lubisz matematykę, to śledź ilość białka, węglowodanów i tłuszczów w posiłkach oraz indeks glikemiczny. 
  • Obserwuj swoje ciało, jego reakcje, zmiany w nim zachodzące i ciesz się sukcesami, żyj zdrowo z uśmiechem na ustach :)



poniedziałek, 9 marca 2015

GRILLOWANY ŁOSOŚ NA CYTRYNOWYM RISOTTO Z SOSEM SPIRULINOWYM

Ostatnio byłam pod wpływem wielu inspiracji. Podróże, ciekawe wydarzenia, znajomi, wiele interesujących odkryć w blogosferze (i to polskiej), poszukiwań kulinarnych. Wszystko, co dzieje się wokół mnie mnie, to co mnie otacza, wpływa na mnie i na mój styl gotowania. Nadal jest swojsko i zdrowo, ale w nieco inną stronę. Mam jedynie nadzieję, że moje otwarcie na lewo nie będzie mnie kosztować tak drogo, jak Aldo Moro.






Składniki na 2 porcje:

Ryba:

  • 300 g filetu z łososia ze skórą, 
  • 1 łyżka mąki ryżowej,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • sól morska, 
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy, 
  • szczypta zmielonych goździków.

Ryż:
  • 2 szklanki ugotowanego ryżu brązowego, 
  • 2 pełne łyżki serka kremowego,
  • 1 łyżka startej skórki z cytryny, 
  • szczypta soli morskiej.

Sos spirulinowy:
  • 1 łyżka spiruliny, 
  • 1 łyżka syropu klonowego, 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek, 
  • szczypta soli morskiej. 

oraz
  • 1 łyżka prażonej quinoa (quinoa puffs)
  • garść pestek granatu, 
  • liście świeżej bazylii, 
  • kilka nitek szczypiorku.

Przygotowanie:

Ugotowany ryż wymieszać dokładnie z serkiem, skórką z cytryny i solą. Przełożyć na patelnię z nieprzywieralną powłoką i podgrzewać powoli na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Łosia umyć, wytrzeć i pokroić na 2 kawałki. Posypać obficie solą, pieprzem i odrobiną goździków. Oba filety obtoczyć dokładnie w mące ryżowej. Usmażyć na łyżce oliwy na patelni grillowej z każdej strony. 

W międzyczasie uprażyć quinoa na suchej patelni przez ok. 20 sekund i przygotować sos. Spirulinę wymieszać ze szczyptą soli i syropem klonowym, dolewać oliwę z oliwek cały czas mieszając. Sos będzie miał konsystencję gęstej pasty; jeśli chcemy, aby był rzadszy wystarczy dodać nieco mniej spiruliny. 

Podawać zaraz po upieczeniu się łososia. Ryż wyłożyć na talerze, umazać je odrobiną sosu, nałożyć rybę i oprószyć quinoa i granatem. Udekorować listkami świeżej bazylii i szczypiorku.


 

Sposób, w jaki "montujemy" nasze talerze ma ogromny wpływ na sam proces jedzenia. Przede wszystkim, estetycznie podane danie będzie cieszyć nie tylko podniebienie, ale też oczy (Alvaro zawsze twierdzi, że ja jem oczami). Ponadto, już na starcie sugerujemy, co w naszej potrawie jest istotne, a co jest jedynie dodatkiem. Naturalnym wydaje się położenie ryby na ryżu, a nie odwrotnie. Jeśli nie jest to risotto z łososiem, a ryż jest tu jedynie dodatkiem - wiemy, co mamy robić. :) Warto też uważać z dodatkami i sosami. Jeśli danie tego nie wymaga starajmy się większą część sosu umieścić obok dania, a nie bezpośrednio na nim. W przypadku sosu ze spiruliny byłoby zabójstwem polać nim gotowego łososia z ryżem ze względu na jego zabójczo, charakterystyczny smak. Każdy ma prawo dozować sobie dodatki tak jak chce i ile chce; a także do ostatniego kęsa.


Spirulina fenomenalnie podkreśla smak dania. Delikatnie sugeruje, że bardzo pasuje do łososia i to nie jedynie kolorystycznie, ale też z pochodzenia. Do tego słodki smak sosu - pasty świetnie kontrastuje z delikatnym, słonym królewskim filetem. // O spirulinie nieco więcej pisałam już tutaj, zapraszam do przeczytania. 


Granat, który został wykorzystany do tego dania był wcześniej zamrożony. To jeden z tych owoców, które można otworzyć, użyć potrzebnej nam części i zamrozić. Ja przechowuję je wyłuskane, gotowe do użycia. Dzięki temu nie potrzebują dodatkowego czasu na rozmrożenie owoca. Wystarczy, że wyjmę potrzebną mi w danym momencie porcję i udekoruje nią danie. Granat rozmraża się w mgnieniu oka, a lekko zmarznięty smakuje jeszcze lepiej, niż ten w temperaturze pokojowej. Podobnie postępuję np. ze świeżymi listkami szpinaku czy domowymi truflami. Są to produkty, których zazwyczaj (wiadomo, bywa różnie) nie zużywam na raz. Szkoda byłoby je marnować, a tak mogę cieszyć się nimi w dowolnej chwili. 

Szczerze polecam Wam też robienie bulionów na zapas i mrożenie ich w pojedynczych opakowaniach. Dzięki temu zawsze będziecie mieli pod ręką aromatyczny wywar, dzięki któremu każda zupa nabierze niepowtarzalnego smaku. Podobnie postępujcie z zieleniną. Warto przygotować sobie pudełeczka z zamrożonym i posiekanym koperkiem czy pietruszką. Zawsze, kiedy braknie nam świeżych ziół wystarczy, że wyjmiemy je z zamrażarki i wrzucimy do zupy.


Niestety, na biurku zaczyna kotłować się coraz więcej spraw. Terminy gonią terminy, zobowiązania przypominają o sobie z bolesnym naciskiem, a czasu dla siebie jest coraz mniej.

" To było tak, to było tak
Spóźniona biegłam na spotkanie "

~ Maanam
 
Uczono nas, że cytujemy nie aby pokazać nasze oczytanie lub też znajomość tematu, ale wtedy, kiedy nie potrafilibyśmy powiedzieć czegoś trafniej. Stąd właśnie fragment "Do kogo biegłam", choć zupełnie nie w charakterze mojej problematyki. Jak to się potocznie mówi z dupy wyjęty. 

 

Kącik prawdziwego mężczyzny czyli porządny Chevrolet z lat 60tych, jak na twardziela przystało. Kubańskie cygaro i bardzo hipsterskie zdjęcie z warszawskiego klubu z whisky na barze. 

Niestety musiałam się zabrać za sprzątanie czy też organizację - ? (stąd kocham w j. hiszpańskim różnicę między limpiar i recoger). Nie robiłam tego praktycznie rzecz biorąc od ostatnich świąt. Wszędzie walają się pudła i niedobitki po prezentach, prasa i książki, a nawet jedna bombka się zawieruszyła. Tak to już jest, że wraz z nadejściem wiosny ludzie zyskują jakąś niezbadaną, tajemniczą siłę, którą są napędzani. W wierzeniach ludowych jest potocznie nazywana Słońcem. Nie wiadomo, czy istnieje w naszej szerokości geograficznej, ale podobno byli szczęśliwcy, którzy kiedyś je widzieli. Choć z tym też różnie bywa, bo jeśli już bóstwo S jest na horyzoncie, to świeci tak mocno, że i tak nie można mu spojrzeć w... majestat.

Smacznego,
Dorota


czwartek, 19 lutego 2015

CZEKOLADOWY PUDDING CHIA

Wzorowe śniadanie i przepyszny deser dla wszystkich ceniących sobie zdrowe (i smaczne!) odżywianie. Wyraźnie czekoladowy smak jest przełamany ricottą i słodkim granatem. Niebo w gębie i na talerzu.









Składniki na 1 porcję:
  • 3 łyżeczki nasion chia (szałwii hiszpańskiej),
  • 4 łyżki mleka sojowego, 
  • 1 łyżka dobrej jakości kakao,
  • 1 łyżka syropu z agawy, 
  • 1 łyżka sera ricotta,
  • pestki z 1/4 granatu, 
  • 1 garść orzeszków piniowych.

Przygotowanie:

2 z 3 łyżek nasion chia namoczyć w kilku łyżkach wody i pozostawić na parę godzin lub na całą noc. W dniu serwowania puddingu, dodać mleko, kakao i syrop z agawy i wymieszać. Dodać kolejną łyżkę chia i pozostawić na minimum 30 minut. W międzyczasie wyłuskać pestki granatu i odłożyć do podania. W momencie serwowania pudding posypać orzeszkami piniowymi, pestkami granatu i udekorować łyżką sera ricotta.

Wykonanie puddingu można też nieco uprościć, rozpuszczając nasiona chia od razu w mleku, wymieszanym z kakao. Pomijamy wtedy wodę i możemy ewentualnie zwiększyć ilość mleka, jeśli chcemy uzyskać nieco rzadszą konsystencję. 


Po krótkim, ale niezwykle intensywnym pobycie z Madrycie i Lizbonie przyszedł czas na powrót do Krakowa. Przywiozłam ze sobą wiele pięknych wspomnień, przeżyć, pamiątkowych zdjęć i nieproszonego gościa, który przyjechał razem ze mną, mimo overbookingu i braku miejsca w walizce - problemy żołądkowe. Niestety, w trakcie urlopu zdarzały mi się chwile zapomnienia i odstępstwa od mojej codziennej diety, co od razu odbiło się na moim samopoczuciu. Jest w tym jednak jakaś perwersyjna radość - wiem przynajmniej, że to, co spożywamy, faktycznie ma wpływ nie tylko na nasze ciało od zewnątrz, ale także od wewnątrz oraz na nasze samopoczucie. Musiałam dać żołądkowi nieco odpocząć i po, bagatela, dwóch dniach wszystko wróciło do normy. Ze zdwojoną czujnością przygotowałam dzisiaj lekkie śniadanie, bogate w składniki, które miały mi pomóc powrócić do dobrej formy, odżywić i wzmocnić mój organizm. 

Nasiona chia czyli podstawa mojego puddingu to roślina pochodzenia Amerykańskiego. Mówi się, że już Aztekowie znali i korzystali z jej magicznej mocy. Dzięki łyżeczce szałwii hiszpańskiej mogli maszerować dobę bez odpoczynku (i wyrywać bijące serca z żywego ludzkiego ciała). Tak czy inaczej, wierząc lub nie w Indiańskie legendy warto chia docenić. To przede wszystkim bogate źródło kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6, witamin i minerałów. Nasiona są także źródłem białka i błonnika. Nadaje się do przygotowywania wielu ciekawych potraw: puddingów, koktajli, ciast, naleśników, babeczek, jako chrupiąca posypka lub ekwiwalent jajka. Tak, chia to doskonały sposób na żelowanie potraw dla wszystkich, którzy nie mogą lub nie chcą spożywać jaj. W moim przypadku jest to o tyle istotne zastosowanie, że mogę przygotowywać ulubione potrawy mojej mamy, która poza nietolerancją na jaja ma silne uczulenie na siemię lniane (inny popularny zamiennik jajek) bez utraty walorów smakowych potrawy. Nie traci dzięki temu ani na smaku, ani na zdrowiu.

Nasiona chia bez problemu dostaniecie w sklepach internetowych, stacjonarnych ekologicznych, ze zdrową żywnością i coraz częściej - w dużych marketach.


Tymczasem, czas na szybki powrót do formy, bo moje wakacje jeszcze się nie skończyły. W piątek wybieram się na Kubę i tu - znowu - staję przed wyzwaniem. Jak się okazało w samolocie podczas dziesięciogodzinnego lotu nie serwują żadnego kateringu ani napojów. Co do tego pierwszego, to nawet lepiej, bo wiadomo, jaka jest jakość jedzenia serwowanego w liniach lotniczych ale za wodę też trzeba sobie zapłacić? Z tego, co mi wiadomo człowiek bez wody umiera, więc czarter PLL LOT naraża mnie na pośrednie zagrożenie zdrowia i życia?! (podobno ciężko się jest także doprosić o możliwość zakupu butelki wody). Dlatego właśnie jutro rozpoczynam moją akcję zdrowa podróż i zabieram się za przygotowywanie zbilansowanego prowiantu na czas drogi (która zajmie nam naturalnie znacznie dłużej niż sam lot netto). Nie wiem, czy będą modne papierowe opakowania i chusteczki z recyklingu, bo jak nie to przecież niezdrowo, a jak niezdrowo to niemodnie... Będą za to kanapki z ciemnego pieczywa, zdrowe batony, pożywne sałatki i orzechy. Wszystko, czego nasz organizm potrzebuje, żeby godnie przetrwać dobę czy nawet dwie bez konieczności kupowania wody w proszku, którą rozpuścimy... śliną.



niedziela, 30 listopada 2014

MIX OWOCÓW TROPIKALNYCH

Często mam wrażenie, że za każdym razem, kiedy kupuję świeże owoce i warzywa, wybieram te nasze, polskie, ale też te ekskluzywniejsze - sezonowe czy tropikalne. I o ile te pierwsze znikają w mgnieniu oka, to te drugie leżą i gniją, czekając na jakieś wyuzdane okazje specjalne, które jakoś tak nie nadchodzą... Tak było i tym razem. Miałam dojrzałe mango, kaki, piękne pomarańcze i granat, mandarynki i żółciutkie banany. I tak sobie one leżały. I leżały. I nadal tak sobie leżały... No i mogłyby tak sobie leżakować, aż uległyby rozkładowi w blat stołu. Ale jednak coś się zmieniło i trafiły na talerz - bez specjalnej okazji.



Składniki:
  • 1 mango, 
  • 1 kaki, 
  • 1 banan, 
  • 1 mandarynka, 
  • 1/4 granatu, 
  • 1 pomarańcz, 
  • kilka listków bazylii.

Przygotowanie: 

Owoce obrać i pokroić w plastry. Podawać od razu.


Najwspanialsze owoce tropikalne są oczywiście w tropikach. Ciężko porównać smak np. mango, które zostaje zerwane będąc jeszcze mocno niedojrzałe i przemierza tysiące kilometrów zanim się do nas dostanie od mango z targu, które dochodziło w pełnym słońcu, na świeżym powietrzu. Naturalnie, powinnyśmy jadać owoce i warzywa, które pochodzą z naszej strefy klimatycznej i wspierać lokalnych rolników, ale komu nie zamarzy się od czasu do czasu intensywnie różowy granat czy elektryzująco pomarańczowe mango?

Stąd właśnie moje najwspanialsze wspomnienia, dotyczące owoców tropikalnych pochodzą właśnie z podróży do tych krajów. Takie wyjazdy to nie tylko doskonały pretekst do wypoczynku, ale przede wszystkim do poznania nowych kultur, obyczajów, zobaczenia pięknej przyrody i doświadczenia fantastycznych wrażeń smakowych.

Naturalnie, czuję, że wiele podróży o charakterze kulinarnym jeszcze jest przede mną. Wysoko na liście moich marzeń znajdują się top 3 destynacje:
  1. Izrael - niezwykle kusi mnie serwowany tam mix kuchni żydowskiej i arabskiej. Nigdzie indziej nie spróbuje się takiego hummusu, tahini czy sosu daktylowego. Street food na najwyższym poziomie i fantastyczna kuchnia orientalna. Cudowne smaki, dobrej jakości produkty i do tego niesamowite możliwości turystyczne. 
  2.  Kanada - marzy mi się przede wszystkich typowe kanadyjskie śniadanie polane sowicie prawdziwym, wysokiej klasy syropem klonowym. Będąc tam, nie sposób nie spróbować też wspaniałych ryb i przetworów rybnych. Jest to kuchnia, która sporo zaczerpnęła z kuchni francuskiej i brytyjskiej. Stawia na lokalne produkty i ekologiczne trendy. 
  3. Szwecja - koniecznie w Boże Narodzenie! Nie wiem, czy to przez Ikea, czy inne spopularyzowane w mediach szwedzkie świąteczne specjały, ale moja podróż tam na pewno będzie pachniała grzanym winem i aromatycznymi pierniczkami.


Owoców nie warto także omijać ze względu na to, jak pozytywnie wpływają na naszą figurę. Mają dużo witamin i są źródłem dobrego cukru. Poza tym niektóre mają dużo błonnika i wspomagają wprawną przemianę materii. Najlepiej jeść je w pierwszej połowie dnia - a już zdecydowanie unikać na noc. Zawarty w nich cukier szybko podniesie nam poziom glukozy we krwi. Niestety tak szybko, jak wzrośnie, tak szybko i spadnie i może powodować nękające nas uczucie głodu jeszcze przed pójściem spać.

foto: JCK
(z naszej wspólnej podróży na Sri Lankę)

wtorek, 21 października 2014

QUINOA NA MLEKU SOJOWYM Z OWOCAMI I SYROPEM KLONOWYM

Dzięki quinoa możemy cieszyć się kolejnym tysiącem pomysłów na zdrowe śniadania! Komosa ryżowa doskonale smakuje przyrządzona a'la owsianka. Jej delikatna konsystencja sprawia, że czujemy się, jakbyśmy nic nie jedli, kiedy w rzeczywistości jemy bardzo zdrowo, smacznie i treściwie. Quinoa sprawdza się też jako baza w placuszkach (zobacz: bananowo - kokosowe placuszki z quinoa). Można wyczarować z niej niemalże wszystko - i na słodko, i w wersji wytrawnej.



  

Składniki na 3 porcje (po 250 kcal):
  • 1/3 szklanki quinoa,
  • 1 szklanka mleka sojowego,
  • 1 łyżeczka pasty sezamowej,
  • 6 łyżek syropu klonowego,
  • 1 szklanka malin,
  • 1 szklanka borówek amerykańskich,
  • 2 łyżki pestek granatu,
  • 1 mała garść orzechów włoskich.

Przygotowanie:
Komosę dokładnie opłukać na sitku. Zalać wodą i gotować (ok. 15 minut). Odcedzić i włożyć ponownie do garnka, zalać mlekiem sojowym z dodatkiem pasty sezamowej, dokładnie wymieszać i pogotować chwilę. Quinoa podawać polaną syropem klonowym i przybraną owocami.


sobota, 18 października 2014

KOKOSOWE BATONY RAW VEGAN Z GRANATEM

     Żadne desery nie są tak zdrowe, jak te przygotowywane według zasady raw vegan. Możemy bez wyrzutów sumienia zajadać się smacznymi, zdrowymi i sycącymi batonami zamiast faszerować się tymi z marketu. Wymaga to odrobinę czasu i cierpliwości. No, ale ostatecznie o to chodzi w gotowaniu. Liczy się pomysł, inwencja i radość!
Składniki na 8 batonów (po 250 kcal każdy):

Masa orzechowa:
  • 1/2 szklanki orzechów laskowych, 
  • 1/4 szklanki migdałów, 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych, 
  • 2 łyżki sezamu, 
  • 1/2 szklanki suszonych fig, 
  • 1/2 szklanki suszonych daktyli (wydrylowanych)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, 
  • 3 łyżki wody.
Krem kokosowo - sezamowy:
  • 1/2 szklanki orzechów nerkowca, 
  • 1 mała puszka mleczka kokosowego 165 g, 
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych, 
  • 3 łyżki syropu z agawy, 
  • 1 łyżeczka pasty sezamowej, 
  • 1 laska wanilii.
  • 1/2 granatu do dekoracji.

Przygotowanie:

     Orzechy nerkowca namoczyć w wodzie na całą noc. W dzień robienia batonów umieścić wszystkie składniki spodu w misie blendera i zmiksować na gładką masę (możemy zostawić większe kawałki orzechów lub migdałów, jeśli lubimy). Masę przenieść do formy wyłożonej papierem do pieczenia, rozprowadzić i wyrównać. Schować do lodówki. W międzyczasie przygotować krem. Orzechy, mleczko kokosowe, wiórki kokosa mielić w blenderze przez kilka minut na gładki mus. Dodać pastę sezamową, syrop z agawy i ziarenka wanilii, wyłuskane ze środka. Krem przełożyć na orzechowy spód i schować do lodówki. Wyjąć po chwili i udekorować pestkami granatu. Włożyć do zamrażarki na około 2 godziny. Po dokładnym zmrożeniu wyjąć z formy i pokroić. Przechowywać w lodówce.



Przepis podstawowy znalazłam na Secret Squirrel Food .
Fantastyczny blog, który polecam wszystkim, którzy przestrzegają diety wegańskiej
 albo po prostu lubią jeść zdrowo!