Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2016

MUFFINY SZPINAKOWE

Wytrawne muffinki należą do grona moich ulubionych. Są idealne na śniadanie, z gorącą kawą albo jako przekąska. Jeszcze ciepłe, smakowały wyśmienicie i co więcej, zadowoliły też domowego łasucha, buntującego się przeciw jakimkolwiek ogniwom dietetycznego odżywiania. Można więc śmiało stwierdzić, że odniosły sukces.


Składniki na 6 muffinów:
  • 1 szklanka szpinaku (450g mrożonego), 
  • 3/4 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej,
  • 3 wiejskie jaja, 
  • 1/3 kostki sera feta, 
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
  • 3 łyżki słonecznika łuskanego, 
  • 2 łyżki pestek dyni,
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • świeżo zmielony czarny pieprz, 
  • sól morska.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 185 stopni. Formę na babeczki wyłożyć papierowymi papilotkami. 

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i przyprawami. W osobnym naczyniu wymieszać usmażony (i dobrze odciśnięty) szpinak, jajka, fetę, oliwę z oliwek i słonecznik. 

Dodać składniki mokre do suchych. Wymieszać drewnianą łyżką lub szpatułką do połączenia się składników. Wypełnić foremki na babeczki masą do ok. 4/5 wgłębienia (ciasto będzie rosnąć). Posypać pestkami dyni. Piec 25 minut, przed wyjęciem sprawdzić, czy patyczek wbity w babeczkę jest suchy. Wyjąć i ostudzić.


Wypiekanie muffinów to sport w sam raz dla super zajętych. Wystarczy miska, łyżka, 3 składniki na krzyż i zero talentu kulinarnego. Przyda się też piekarnik, ale na tym koniec, słowo. Ja swoją przygodę ze słonymi babeczkami zaczęłam właśnie od tych ze szpinakiem. Na nich jednak świat się nie kończy. Możecie wypróbować wielu ciekawych połączeń smakowych takich jak: 

kiełbasa chorizo/papryka/suszone zioła
wędzony łosoś/oliwki/zielone pesto
mozzarella/pomidorki koktajlowe/bazylia
oscypek wędzony/żurawina 

To moje ulubione propozycje, zawsze świetnie się sprawdzają i absolutnie zawsze wychodzą. Do wyboru do koloru. A Wy jakie lubicie najbardziej?



Uwagi do przepisu:
  1. Celowo zmniejszyłam nieco ilość oliwy z muffinach, żeby nie były zbyt tłuste. Jeśli lubicie jednak mocno oliwne wypieki możecie dodać jej nieco więcej.
  2. Dodatki można miksować dowolnie. Na podaną ilość składników starajcie się, aby nie przekroczyły one półtorej szklanki.


środa, 14 października 2015

JESIENNA SAŁATKA Z FIGAMI, BATATAMI I SEREM KOZIM

Mimo, że za oknem śnieg, a wszystkie wskaźniki temperaturomiernicze wskazują - o zgrozo - wartości bliskie zeru, to ja uporczywie lansuję jesień na talerzu. W międzyczasie oglądam prognozy pogody i wypatruję kiedy wreszcie po tej zimie przyjdzie... jesień.








 Składniki na 1 sałatkę:
  • 1 garść świeżego szpinaku baby, 
  • 2 plastry włoskiej szynki suszonej, 
  • 1 bardzo dojrzała figa, 
  • 1 mały batat, 
  • 25g sera koziego, 
  • 1 garść orzechów włoskich, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżka figowego octu balsamicznego. 

Przygotowanie: 

Słodkiego ziemniaka dobrze wyszorować. Upiec w piekarniku, ugotować lub w ostateczności przyrządzić w mikrofali. Pokroić w łódeczki. 
Szpinak umyć, rozłożyć na talerzu, dodać szynkę parmeńską, pokrojoną figę, orzechy. Na wierzch pokruszyć ser kozi. Polać oliwą i octem balsamicznym. 



Takie jedzenie to prawdziwa kapryśna przyjemność. Esencja smaków francuskiej jesieni. Jesteśmy w prawdzie w Polsce, nie zapominam się, ale wiadomo - każdy ma jakiś bagaż wspomnień kulinarnych. Moje to właśnie figi. Chyba najtrudniej dostępne owoce w Polsce. Już częściej można potknąć się o turlającą się na podłogę papaję czy uraczyć się liczi. Niestety, mimo, że do figowych rajów mamy znacznie bliżej, niż do tropików, to sezon na te wspaniałe owoce trwa relatywnie krótko, a niestety nie spotkałam się ze sklepem, który importowałby je przez cały rok. 

To właśnie figi są podstawą mojego ulubionego dania - widmo, jesiennej ekstazy: placków dyniowych z chevre, figami i kasztanami. Zawsze do pełni szczęścia brakuje mi któregoś ze składników (najczęściej są to kasztany albo figi). W USA udało mi się dostać wszystkie produkty, problemem okazała się... dynia, niewiarygodne, prawda? Kiedy w Hiszpanii wreszcie dopadłam kasztany, nie było mowy o figach i tak w kółko. 
Obecnie, w Krakowie brakuje mi jedynie kasztanów. Jako że zima przykryła grubym puchem nawet te na plantach, to muszę mieć oczy szeroko otwarte.


Co ciekawe zazwyczaj takim obsesyjnym wspomnieniem i poszukiwaniem smaków darzymy nasze dania z dzieciństwa. Kluseczki, pomidorową z ryżem, puleciki, czy co tam każdy z nas jadał. W moim przypadku tak nie jest, bo musiałabym poszukiwać chleba z pomidorem, solą i pieprzem. Tak, ta prosta kanapka właściwie była moją ulubioną "potrawą", która mama serwowała mi co wieczór, być może dlatego, że nie umiała przyrządzić nic innego? Tak czy owak, to chlebek jest moim comfort food, a pomidor do dzisiaj ulubionym warzywem.


Chętnie posłucham też o Waszych tęsknotach kulinarnych. Prowadząc moje pseudo badania nad psychologią jedzenia spotkałam się z wieloma przypadkami osób odizolowanych od możliwości spożywania swojej ulubionej potrawy, produktu, obserwując traumę jaką to u nich wywoływało. Może brzmieć to zabawnie czy absurdalnie, ale jedzenie nie jest jedynie paliwem, które przyjmujemy, aby móc podtrzymać czynności życiowe organizmu, to coś znacznie więcej. To wspomnienia, uczucia, emocje, oczekiwania. Może dlatego właśnie tak bardzo je kochamy? 

Warto zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie jemy? Otóż, oprócz oczywistości pojawiają się spostrzeżenia takie jak lubię ten smak, z nudów, dla poprawy humoru, ze złości, z potrzeby zjedzenia danego produktu. A co z produktami, których nie lubimy? Jak na nas wpływają? Ich zjedzenie wywołuje traumę, obrzydzenie, odrzuca. Posuńmy się jeszcze dalej - jak kształtują się takie preferencje? Na którym etapie? oraz wreszcie - dlaczego się zmieniają?

Na te wszystkie pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi, nie ma także rzetelnych badań naukowych, które w interesującym mnie kontekście opisywałyby tą zależność. Lekarze twierdzą jednak, że gdyby jedzenie było jedynie kwestią naszej psychiki, to rozwiązywać problemy dietetyczne chodzilibyśmy do psychologa a nie dietetyka. Owszem, mają w tym punkcie wiele racji, bo często zaburzenia odżywiania, otyłość itd. wynikają właśnie ze źle zbilansowanej diety, ale co z czynnikiem psychologicznym? Jak wielkie ma on znaczenie?


niedziela, 8 marca 2015

KOKTAJL SZPINAKOWO - BANANOWY Z BIAŁKIEM KONOPNYM I SIEMIENIEM LNIANYM

Zielone koktajle, to już niemal must - have nadchodzącej wiosny. Z szejkami w trawiastym kolorze chodzą już wszystkie gwiazdy większe i mniejsze, trenerki fitness, zagorzałe fanki zdrowego odżywiania, młode mamy, mężatki, księgowe, hipsterki i cała pozostała brać żeńska. I nie chodzi tu bynajmniej o modę, ale o to, co te cuda mają w środku...!

Składniki na 2 koktajle:
  •  2 garści zmrożonych liści szpinaku baby, 
  • 1 duży banan, 
  • 1 płaska łyżka protein konopnych, 
  • 1 duża łyżka siemienia lnianego, 
  • 1 łyżka syropu klonowego,
  • szczypta suszonej mięty, 
  • 300 ml mleka sojowego (lub innego roślinnego), 
  • 2 łyżki prażonych płatków migdałowych.

Przygotowanie:

Nasiona siemienia lnianego zalać 1-2 łyżkami wody i odstawić na przynajmniej pół godziny. Szpinak, banan, proteiny, siemię, miętę, syrop klonowy i mleko umieścić w kielichu blendera. Miksować na najwyższych obrotach aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Podawać od razu lub po schłodzenia, posypane uprażonymi na suchej patelni płatkami migdałów.


Ten koktajl to istna bomba witaminowa! Jest sycący, gęsty i niezwykle pyszny. Najlepiej wypijać go na śniadanie, II śniadanie lub jako przekąskę po treningu. Ma wszystko, czego potrzebuje nasz organizm - białka, węglowodany i zdrowe tłuszcze. 

Szpinak

Często wspominany przez nas, obok brukselki, jako jedna z najgorszych potraw dzieciństwa. Nawet, jeśli nie, to i tak zazwyczaj znajduje się w dziecięcym anty - top 10. Warto jednak sobie przypomnieć, dlaczego mimo to tak wytrwale faszerujemy nim nasze pociechy. Szpinak to nieocenione źródło witaminy C, żelaza czy potasu. Jest szczególnie polecany osobom z nadciśnieniem oraz kobietom w ciąży (ze względu na sporą zawartość kwasu foliowego). Ponadto jest niezwykle niskokaloryczny i bardzo prosty w przyrządzeniu. Pasuje niemalże do każdego dania, zarówno na słono, jak i na słodko.

Banany

Często wystrzegamy się bananów w obawie przed przybraniem na wadze. To błąd! Te owoce są nie tylko przepyszne, ale też bardzo pożyteczne. Owszem, zawierają relatywnie dużą ilość cukru, ale ten, przyswojony przed okresem wzmożonej aktywności fizycznej zamieni się w dodatkową energię. Ponadto banany mają nas chronić przed cukrzycą typu II, obrzękami i regulują poziom cukru we krwi. Są bogate m.in. w witaminę B6 czy potas. Poza tym jedzenie bananów sprzyja trawieniu i łagodzeniu chorób, związanych z układem pokarmowym.

Siemię lniane

Jest nieocenionym źródłem kwasów tłuszczowych omega 3 oraz omega 6. Jest znane z tego, że obniża poziom cholesterolu we krwi. Jest wspaniałym dodatkiem do koktajli, ciast, sałatek czy dań mięsnych. Ponadto, zmielone ziarna siemienia są doskonałym "sklejaczem" dla osób, które nie jedzą jaj.


Proteiny konopne

To ostatnio gwiazda superfood'ów, która zaczyna być popularna również w Polsce. Jest genialnym zamiennikiem odżywek proteinowych. Jest to w stu procentach produkt naturalny, bardzo bogaty w dobrze przyswajalne białko, błonnik i kwasy tłuszczowe omega 3. Do tego jest niezwykle lekkostrawny i nie tak charakterystyczna w smaku jak np. spirulina. 

Białko konopne dostępne jest także w formie ziaren. Można zakupić je w sklepach internetowych, ze zdrową żywnością czy na targach branżowych. W obu formach może być doskonałym dodatkiem do koktajli, naleśników, ciast, batonów, muesli, ale też sałatek czy dań mięsnych lub rybnych. Jest dość delikatne w smaku i nie, nie zawiera THC. :)


Wykorzystam to miejsce do odpowiedzenia na dwa najczęściej zadawane mi pytania i ostateczne rozwianie wątpliwości na temat białka konopnego, jak i roli protein w budowaniu naszego menu.

Czy zawsze dodaję odżywki białkowe do koktajli? 

Nie zdecydowanie nie! Najczęściej piję koktajle rano lub zaraz po obiedzie. Dodatkowe białko dodaję zawsze wtedy, kiedy wiem mniej więcej, co będę jadła w ciągu danego dnia lub co już zdążyłam zjeść. Jeśli uznam, że przyjmę mało białka np. pochodzenia zwierzęcego, to nie waham się dodawać do napoju łyżkę spiruliny lub protein konopnych. Jeśli natomiast koktajl jest dodatkiem do dania bogatego w białko innego pochodzenia, wtedy rezygnuję i delektuję się jedynie pysznym smakiem owoców. 

Gdzie można dostać naturalne białka?

Jak już wyżej wspomniałam, są dostępne w sklepach internetowych oraz niektórych sklepach stacjonarnych ze zdrową żywnością lub ewentualnie dla sportowców. Ja natomiast najbardziej polecam Wam zaopatrywanie się w tego typu produkty na targach i festiwalach żywności bio, bo tam tego typu produkty są dostępne w korzystniejszej cenie. Poza tym zawsze można liczyć na radę i wsparcie sprzedawców, którego nie dostaniemy przy zakupie internetowym. Ja swoje proteiny kupiłam na targach BioCultura w Madrycie, o których więcej miałam już okazję pisać tutaj.


Wszystkiego dobrego dla wszystkich Pań z okazji Dnia Kobiet! 
Całusy!

wtorek, 10 lutego 2015

GRILLOWANY KURCZAK NA ŻÓŁTYM CURRY Z BATATA I SZPINAKU


Delikatny, pyszny obiad gotowy w 30 minut. Przywodzi na myśl smaki prawdziwej Tajlandii, te wyraziste, pikantne, przełamane słodyczą, o nieziemskim zapachu kokosa. Jedźmy do Azji - bez wychodzenia z kuchni!









Składniki na 2 porcje:
  • 2 średnie piersi kurczaka, 
  • 1 duży batat, 
  • 2 łyżki tłuszczu kokosowego nierafinowanego, 
  • 165 ml mleczka kokosowego ekologicznego, 
  • 1 łyżeczka żółtej pasty curry, 
  • 1 łodyga trawy cytrynowego, 
  • 1 duża garść świeżego szpinaku baby, 
  • odrobina świeżego imbiru, 
  • 2 łyżki sezamu,
  • 1 ząbek czosnku, 
  • 1 łyżeczka curry, 
  • sól morska.

Przygotowanie:

Batata obrać ze skóry, pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać 1 łyżkę tłuszczu kokosowego. Smażyć na nim kawałki słodkich ziemniaków, aż będą przypieczone od zewnątrz i miękkie w środku. Zalać mlekiem kokosowym, dodać pastę curry i sól. Kilka kawałków imbiru zetrzeć na tarce, grubszą część trawy cytrynowej roztłuc i dodać do curry razem z imbirem. Szpinak dokładnie umyć, osuszyć, przełożyć na patelnię. Wszystko dokładnie wymieszać i dusić około 5 - 7 minut pod przykryciem.
Kurczaka umyć, dokładnie oczyścić i wytrzeć. Posolić, posypać curry i rozgniecionym ząbkiem czosnku. Smażyć na tłuszczu kokosowym na patelni grillowej. Podawać na ciepło, posypane sezamem.


Kuchnia tajska to jedna z najaromatyczniejszych i najczęściej docenianych kuchni na świecie. Forma jej przygotowywania i serwowania w Europie naturalnie niezwykle różni się od tego, jak wygląda ona w Tajlandii. Pierwszy szok przeżyłam, kiedy zamówiłam niczym nie wyróżniające się danie typu curry w hotelowej (!) restauracji. Kurczak był nieoczyszczony, a sos składał się z dwóch warstw: tłuszczu i części zasadniczej. Potem było już tylko lepiej. Zrozumiałam, że fenomen tej kuchni tkwi gdzie indziej - to aromaty i smaki, a nie ukłon dla wysublimowanych technik kulinarnych sprawiają, że jest ona tak wyjątkowa. Bez obaw można żywić się na ulicy, popularnym tajskim street foodem i to nie tylko na słono. W Tajlandii znajdziemy mnóstwo stoisk i kramów, na których kupimy ich fenomenalne, regionalne słodycze. Ciągnące się cukierki z tłuszczu kokosowego, sezamowe słodkości, egzotyczne owoce pod każdą postacią, orzechy i mleczko kokosowe. Tak pachnie, tak wygląda, i wreszcie - tak właśnie smakuje prawdziwa Tajlandia.

Sprzedawczyni jedzenia na plaży na Koh Samui. Zjedliśmy aromatycznego kurczaka po tajsku ze świeżymi warzywami. Wszystko było przygotowane z produktów, które Pani miała ze sobą. 


Trawa cytrynowa to niezwykle aromatyczna przyprawa, która może być stosowana do niezliczonej liczby potraw. Można dostać ją w postaci świeżych łodyg, pasty, olejku lub suszoną. Najczęściej pojawia się w kuchni tajskiej, sri lańskiej, indonezyjskiej czy malezyjskiej. Przydaje się do przygotowywania wszelkiego rodzaju zup, sosów czy curry. Nadaje im wyrazisty, mocno cytrynowy zapach i smak. 

Jeśli zamierzamy używać świeżej trawy cytrynowej, będziemy skupiać się na jej grubszej części, bulwiastej. To właśnie tam ukrywa się cały jej aromat. Można pociąć ją na małe kawałki lub roztłuc i dodać do potrawy. Każdej łodygi można użyć tylko raz. Rzadko serwuje się ją w całości w daniu. 

Tajlandia to przede wszystkim piękna pogoda, zapierające dech widoki, niesamowita historia i ciągle uśmiechnięci ludzie. 



sobota, 31 stycznia 2015

STEK WOŁOWY Z SOSEM CZOSNKOWYM I PIECZONYMI BATATAMI

Mimo, że jest środek zimy, to sezon na grillowane steki z sałatką uważam za otwarty. Jako, że dzięki wynalazkom i cudom techniki nie musimy już kończyć naszego sezonu grillowego we wrześniu, cieszmy się możliwościami, jakie dają nam cudowne, prążkowane patelnie!








Składniki na 3 porcje:

Steki:
  • 350 g steków z udźca wołowego, 
  • sól morska do smaku, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • oliwa z oliwek do smażenia.

Grillowane bataty:
  • 1 duży batat, 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 2 łyżeczki suszonego lubczyku, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • sól morska.

Sos czosnkowy:
  • 150g jogurtu greckiego (o wysokiej zawartości białka),
  • 2 łyżki śmietany 18%, 
  • 1 ząbek czosnku, 
  • 1 duża garść pietruszki, 
  • sól morska, 
  • świeżo zmielony pieprz.

Sałatka:
  • 2 duże garść świeżego szpinaku, 
  • 2 łyżki orzeszków piniowych, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżka soku z cytryny.

Przygotowanie:

Batata dokładnie wyszorować i umyć. Pokroić na maszynce do krojenia na cienkie plastry. Doprawić lubczykiem, papryczką, solą i oliwą. Pozostawić do "przegryzienia" się składników. W międzyczasie przygotować sos czosnkowy. Jogurt wymieszać ze śmietaną. Dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i posiekaną pietruszkę. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Przechowywać w lodówce aż do podania. 
Bataty smażyć na rozgrzanej patelni grillowej ok. 4 minuty na stronę. Odłożyć w ciepłe miejsce. Wyjąć steki (przed smażeniem powinny mieć temperaturę pokojową). Oprószyć je solą i pieprzem. Smażyć po 1 minutę na stronę na mocno rozgrzanej oliwie, na patelni po słodkich ziemniakach. Podawać z sałatką ze szpinaku, grillowanymi batatami i sosem czosnkowym.


 Tak skomponowane danie, to medal propozycji na zdrowy, lekki lunch w połowie dnia. Do tego przygotowanie całego posiłku nie zajmie Ci więcej, jak 30 minut (wystarczy, że wcześniej będziemy pamiętać o zamarynowaniu ziemniaków, a jeśli nie..., to też nic się nie stanie ;). Grillowana wołowina na patelni jest niezwykle zdrowa i sycąca. Dobrze podać ją z sosem o niskiej zawartości tłuszczu i koniecznie bez mąki - świetnie sprawdzi się do tego jogurtowy sos czosnkowy. Dobrze będzie też pasował jako dip do opiekanych ziemniaczków czy batatów. 
Skoro więc na naszym talerzu znalazła się już porcja białka i węglowodanów czas na trochę zielonych witamin i orzechów! Do dania idealnie wkomponuje się nieskomplikowana sałatka ze szpinaku, roszponki czy rukoli. Wystarczy podkręcić ją naszymi ulubionymi orzechami i gotowe! Obiad na pięć z plusem wjechał na stół!


Bataty, co to do cholery?


Bataty, nazywane także patatami to słodkie ziemniaki, pochodzą oryginalnie z Ameryki. Zostały przywiezione do Europy wraz z podbojem Nowego Świata przez Hiszpanów. I to nie tylko one. Dzięki konkwistadorom jemy także nasze tradycyjne ziemniaki czy pomidory! Jak każdy szanujący się amerykanista chylę kapelusza w stronę naszych ciekawskich Kolumbów. Czy to pęd do wiedzy, czy łask królewskich i skarbów zaprowadził ich do Ameryki - nieistotne. Czy blokada kontynentalna Turcji miała aż takie znaczenie? Może naciski charyzmatycznej Izabeli Katolickiej, podsyciły pragnienia o podbojach i penetracji świata? Nie ważne. Znamienne jest jednak to, że w swojej szaleńczej odwadze, śmiałkowie decydowali się na penetracje naszego nieprzewidywalnego globu. A za tym szła cywilizacja, jej zdobycze i natychmiastowy feedback w postaci kakao, kukurydzy i koki. 

Po dzień dzisiejszy bataty pozostają podstawą kuchni amerykańskiej, a ten schemat szczególnie widoczny jest w USA. Na większości amerykańskich stołów niezmiennie gości pure ze słodkich ziemniaków, ale także inne sztandarowe produkty z nowego kontynentu - dynia, kukurydza czy soja. Amerykanie kochają swoją tradycję, są do niej niezwykle przywiązani. Obejmuje to każdą sferę ich życia: pracę, czas wolny, szeroko rozumiane trendy.

Honorując amerykański styl życia, przygotowałam flagowe danie, które aż emanuje swoimi pasami i gwiazdkami. Produkty: american, steki: american, styl dania: american, nawet słowo 'lunch' brzmi cholernie amerykańsko. Niełatwo jest żyć skąpanym w kapitalistycznym świecie współczesnej Ameryki, ale nie dajmy się zwieść - pozwólmy sobie dostrzec jej swojską stronę!


Nie byłabym sobą, gdybym też nie wspomniała o profitach, jakie niesie ze sobą używanie patelni do grillowania. Ja ze swoją nie rozstaję się na krok. Właściwie to zastanawiam się, dlaczego nie zabieram jej ze sobą na wyjazdy? Powinnam dokupić jej ekstra miejsce w samolocie?
Tak tylko żartuję...
Jedynie ciężko mi przypomnieć sobie, jak funkcjonowałam, zanim pojawiła się u nas w domu. Teraz przygotowanie każdego mięsa, ryby, ziemniaków czy tostów to czysta frajda. Naprawdę warto w nią zainwestować i cieszyć się z dobrej jakości jedzenia, które można bez problemu przyrządzić bez zbędnej ilości tłuszczu!


Tymczasem życzę Wam smacznego, a sama oddalam się zająć się moją drugą miłością - ekonomią i kreatywnym planowaniem projektów. Nie - niestety, znowu żartuję, to tylko poczucie nadchodzącego obowiązku. 

Smacznego!


poniedziałek, 1 grudnia 2014

TOST FRANCUSKI Z HUMMUSEM I SZPINAKIEM

Niezwykle dotkliwie przechodzę ostatnio kryzys śniadaniowy. Praktycznie nie mam czasu na celebrowania długich i spokojnych śniadań i ich pieczołowite przygotowywanie. Nie, skłamałam. Mam czas, ale musiałabym wstawać o 4 nad ranem (?). W weekendy natomiast, pierwsze co robię, to oczywiście schodzę do kuchni, żeby zabrać się za odbicie sobie całotygodniowego pośpiechu i... pustka. Nie wiem zupełnie, co ugotować!

Składniki na 1 porcję:
  • 1 grubo pokrojona kromka dobrego chleba na zakwasie, 
  • 1 jajko wiejskie,
  • odrobina mleka sojowego (lub waszego wyboru),
  • 1 łyżeczka suszonego lubczyku, 
  • 3 szklanki świeżego szpinaku, 
  • 3 łyżki domowego hummusu, 
  • 1 ząbek czosnku, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • sól morska, 
  • pieprz świeżo zmielony.
do podania: świeża bazylia, słodka papryczka, świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:

Na patelni rozgrzać oliwę. Umyty szpinak podsmażyć z ząbkiem czosnku. Posolić i popieprzyć.
W głębokim naczyniu roztrzepać jajko z lubczykiem, solą i pieprzem. Kromkę dokładnie namoczyć i smażyć na wolnym ogniu na łyżce masła klarowanego, z obu stron. Tost posmarować hummusem i nałożyć na niego szpinak. Podawać od razu z listkami bazylii i słodką papryczką.


Tak właśnie sprawdziło się stare i dobre powiedzenie, że najlepsze przepisy rodzą się z przypadku. Tost francuski z hummusem i szpinakiem jest tego najlepszym przykładem. Dzięki treściwej formie i doskonale wyważonym smaku był wspaniałym śniadaniem, które pomogło mi wystartować w weekendowy poranek. Uwierzcie, że dłuuuu(uuuuu)uugo nie miałam po nim uczucia głodu, a jedynie apetyt na więcej!


Tak przy okazji tostów francuskich, przypomniało mi się, że od pół roku na liście rzeczy do zrobienia, czeka na mnie upieczenie croissantów orkiszowych. Zabieram się do tego, jak widać, niezwykle sprawnie. Nie wiem, czy uda mi się osiągnąć ten niesamowity smak porannych croissantów z Monpazier, które jedliśmy we Francji (najlepsze, jakie w życiu próbowałam), ale spróbuję. 

Pamiętam też, że jedną z moich kulinarnych zachcianek z ostatniej podróży do Francji, było spróbowanie wszystkich sztandarowych wypieków francuskich, jak leci. I tak nadszedł dzień moich imienin. Kiedy wstałam, czekała już na mnie cała gama świeżo upieczonych wypieków francuskich. Zaparzyliśmy kawę i siedliśmy na tarasie, podziwiając kościół z XIII wieku, zagubiony gdzieś na francuskiej wsi, nie dalej niż 100 metrów od nas.

Pieczywo było oczywiście pyszne.