Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 grudnia 2015

POMARAŃCZOWA OWSIANKA Z MANGO I KOKOSEM


Co powiecie na pyszną, sycącą pomarańczową owsiankę z nutką kokosa, mango i bananem? To nie wszystko, jest jeszcze świeża melisa i chrupiąca quinoa. Słowem, same pyszności w bardzo zdrowym wydaniu. Ktoś jeszcze nie jadł dzisiaj śniadania?


Składniki na 3 porcje:
  • 1 łyżka oleju kokosowego, 
  • 9 łyżek płatków owsianych, 
  • sok z 1 pomarańczy, 
  • 2 szklanki mleka owsianego, 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych,
  • 1 łyżka syropu z agawy, 
  • szczypta mielonego imbiru i kardamonu.
do podania: plastry świeżego mango, banana, pomarańczy, prażone wiórki kokosowe i quinoa puffs, listki melisy.

Przygotowanie:

Olej kokosowy rozgrzać w rondelku z grubym dnem. Wsypać płatki owsiane i prażyć przez chwilę. Zalać sokiem z pomarańczy i gotować około minutę. Wlać mleko, dodać wiórki kokosowe, syrop z agawy i przyprawy, zmniejszyć ogień. Gotować ok. 10 minut, co jakiś czas mieszając.

Podawać na ciepło, z owocami, melisą, prażonym kokosem i chrupkami quinoa.


Ta owsianka to chyba jedno z moich ulubionych śniadań na słodko. Jej podstawowa forma, z tłuszczem kokosowym i dodatkiem syropu z agawy jest doskonałą bazą do wielu kompozycji smakowych. Jeśli pominiemy słodzidło, to śmiało można przyrządzić owsiankę w wersji wytrawnej, np. z awokado, pomidorem i czarnym sezamem, brzmi dobrze, prawda?


Płatki owsiane, niezależnie od wybranego przez nas rodzaju są cennym źródłem białka i błonnika. Jeśli w sklepie łapiecie się za głowę, zastanawiając się, które tak właściwie są najlepsze - zwykłe, górskie, błyskawiczne czy może otręby, pamiętajcie o jednym: ich wartości odżywcze są tak naprawdę podobne. Najlepiej wybierać oczywiście te najmniej przetworzone, które mają najniższy indeks glikemiczny. Nie należy jednak obsesyjnie unikać błyskawicznych płatków owsianych, które mogą niejednokrotnie uratować nas, kiedy mamy na przygotowanie, zjedzenie i posprzątanie po śniadaniu dosłownie 3 minuty. 

Co więcej, zachęcam Was do jedzenia owsianek nie tylko rano. Warto czasem się przemóc i spróbować jej w wersji wytrawnej na obiad czy kolację. Dodajcie Wasze ulubione dodatki i cieszcie się wspaniałym smakiem, zamieniając popularniejsze risotto czy kaszotto nas coś nowego.


Smacznego!



sobota, 25 lipca 2015

BANANOWO - JAGODOWY CHLEBEK PROTEINOWY

Zawsze lubiłam słodycze. Muszę to przyznać, jeśli mam być szczera z Wami i z samą sobą. Nigdy nie ciągnęło mnie do słonych, tłustych przekąsek, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak do pysznych wypieków. To one właśnie były tym, co kochałam najbardziej... ciasta, ciasteczka, drożdżówki, przekładańce, tarty i o wiele, wiele więcej. Kiedy zrozumiałam, że są one dla mnie złe (choć przecież tak dobre) zaczęłam poszukiwać alternatyw i upustu dla mojej miłości. I dlatego piekę, mimo, że nigdy nie przejawiałam jakiegoś szczególnego talentu w tym kierunku. Dzięki temu jednak wiem, że moje wypieki, choć może nie mają magicznych właściwości leczniczych, to z pewnością mi nie zaszkodzą!

Składniki na 1 chlebek:
  • 40 g odżywki białkowej*,
  • 3 dojrzałe banany, 
  • 1/3 szklanki borówek amerykańskich (w sezonie można zastąpić jagodami),
  • 6 wiejskich jaj, 
  • 1/2 szklanki ekologicznej mąki żytniej, 
  • 1/5 szklanki oliwy z oliwek lub oleju kokosowego, 
  • 1 łyżka syropu klonowego, 
  • mały kawałeczek korzenia imbiru, 
  • 2 łyżeczki cynamonu, 
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej, 
  • kilka kropel naturalnego aromatu waniliowego, 
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 
  • 2 garści niesolonych orzeszków ziemnych.
* - jeżeli nie macie ochoty nie musicie jej dodawać. Jeśli jednak decydujecie się na dodatek protein postarajcie się o takie, które mają jak najmniej cukru lub o całkowicie naturalne białko jak np. konopne.  


Przygotowanie: 

Piekarnik nagrzać do 175 stopni w trybie góra dół. Formę keksówkę wysmarować delikatnie tłuszczem i wyłożyć papierem do pieczenia.

Banany rozmiażdżyć przy użyciu widelca lub w blenderze. Zmiksować z jajami, oliwą, syropem klonowym, przyprawami, imbirem, aromatem waniliowym i proszkiem do pieczenia. Dodać proteiny i przesianą mąkę i po raz kolejny dokładnie wymieszać. Do gotowego ciasta przełożyć umyte borówki i orzeszki ziemne, zamieszać i bardzo delikatnie przelać masę do przygotowanej foremki.

Piec w średniej części piekarnika przez 50 minut. Ostudzić na kratce. Podawać z kremowym serkiem, świeżymi borówkami, syropem klonowym i cynamonem.

Ciasto jest mało słodkie, więc świetnie sprawdza się jako chlebek, na który możecie położyć Wasze ulubione dodatki. Moje ulubione kombinacje to serek i świeże owoce (kompozycja ze zdjęć) albo masło orzechowe + cynamon. Jeśli jednak wolicie, aby wypiek był bardziej deserowy możecie zwiększyć nieco ilość syropu klonowego lub dodać kawałki startej czekolady o zawartości kakao minimum 70%. Ja jednak wolę delektować się jego delikatnym bananowym smakiem i rezerwuję go raczej na śniadanie.

Chlebek jest to bardzo puszysty. Ma delikatną, jajeczną konsystencję, co sprawia, że nie jest mulasty ze względu na bardzo niską zawartość mąki. Jeśli jesteście bezglutenowcami spróbujcie wersji z mąką kokosową - też świetnie wychodzi!

Co więcej, wypiek świetnie nadaje się do mrożenia. Wystarczy, że po ostudzeniu pokroicie go na kawałki i schowacie do plastikowych woreczków do żywności. Jak najdzie Was ochota wystarczy wyjąć odpowiednią ilość kawałków z zamrażarki i umieścić je na 3 minuty w małym piekarniku do tostowania chleba - ciasto jest jeszcze smaczniejsze, apetycznie się rumieni i staje się przyjemnie chrupiące. Jeśli nie macie takiej cud - maszyny możecie odgrzać je w gorącym piekarniku lub tradycyjnym tosterze. Najważniejsze, aby nie wyciągać ciasta do rozmrożenia z wyprzedzeniem, bo stanie się wilgotne i lepkie.


Pomysł na ten smakowity chlebek zaczerpnęłam od Kayli, mojej ulubionej trenerki, motywatorki. Dzięki!


Ustalmy jeszcze jedno, to, że ciasto nazywa się proteinowym chlebkiem, ma w sobie same zdrowe produkty nie sprawi, że objadając się nim bez umiaru zapracujecie na figurę modelki. Mimo dość sporej zawartości białka, jak na ciasto, wypiek ten wciąż ma cukier, tłuszcz i kalorie. Z bólem serca polecam ograniczyć naszą aktywność w okolicach bananowego chlebka to jednej kromki dziennie, a nikomu nic się nie stanie. Spokojnie, mięśnie od protein też nie zdążą rozerwać Wam koszuli.


środa, 22 lipca 2015

MANGO CHIA PUDDING

Wspaniała propozycja na ekspresowy posiłek o poranku dla wszystkich zapracowanych miłośników śniadań na słodko i owoców. Ten pudding rozpromieni Wasz poranek niezależnie od pogody i uzupełni Wasze pokłady pozytywnej energii na długie godziny! Słowo!








Składniki na 1 porcję:
  • 1 płaska łyżka nasion chia, 
  • 1/2 dojrzałego mango,
  • 1/3 szklanki mleka kokosowego, 
  • 1/3 szklanki wody, 
  • kilka kropel soku z cytryny, 
  • kawałeczek świeżego korzenia imbiru (opcjonalnie).

Dodatki:
  • 1/2 banana, 
  • 4 truskawki,
  • garść borówek amerykańskich, 
  • 1 łyżeczka pestek słonecznika, 
  • 1/2 łyżeczki nasion konopii.

Przygotowanie:

Mango przekroić na pół. Wyciąć miąższ z jednej połowy i umieścić w kielichu blendera. Dodać mleko, wodę, sok z cytryny i ewentualnie kawałeczek świeżego korzenia imbiru. Zmiksować na mus na najwyższych obrotach. Do sporej szklanki wsypać 1 łyżkę nasion chia, zalać je sokiem z mango i dokładnie wymieszać. Odłożyć do nasiąknięcia lodówki na całą noc.

Pudding wyjąć tuż przed podaniem, ponownie przemieszać. Podawać ze świeżymi, pokrojonymi owocami, pestkami słonecznika i nasionami konopii.


Uwaga. Puddingu nie należy dosładzać, bo dzięki dojrzałemu mango i bananowi śniadanie jest wystarczająco słodkie. Jeżeli jednak lubicie smaki wyjątkowo cukierkowe, polecam wstrzymać się ze słodzeniem do ostatniej chwili i polać gotowe śniadanie miodem lub syropem klonowym.

Od razu warto też wspomnieć, że to śniadanie jest relatywnie ubogie w białko. Planując więc śniadanie z puddingiem chia i mnóstwem świeżych owoców warto uwzględnić w pozostałych daniach i przekąskach w ciągu dnia produkty wysokobiałkowe lub dodać 1 łyżkę białka do puddingu (np. konopnego). 

Co się tyczy samego puddingu, to ma on nieco luźną konsystencję, powiedzmy bardzo gęstego soku. Jeśli wolicie, aby był nieco bardziej zwarty, to dodajcie pół łyżeczki nasion chia więcej, niż podaję w przepisie lub zmniejszcie ilość wody. Dzięki dodatkowi chia, śniadanie staje się nie tylko ciekawe, egzotyczne i dziwnie brzmiące. Ten superfood dzięki swoim właściwościom pęcznienia zapewni nam sytość na długi czas, spowolni wchłanianie się węglowodanów oraz poprawi naszą przemianę materii. Do tego jest fantastycznym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega - 3 i Omega - 6. Jest odpowiedni dla wegetarian i wegan oraz ma wspaniałe właściwości żelujące. Dzięki nasionom chia możemy substytuować jaja, przygotowywać galaretki, serniki, piec ciasta i smażyć naleśniki. Tyle benefitów w tak małych i niepozornych ziarenkach. Kaprys i niepotrzebna ekstrawagancja czy dobry produkt o wspaniałych właściwościach zdrowotnych?




sobota, 11 lipca 2015

CARROT CAKE SMOOTHIE

Czy to możliwe, ze można jeść ciasto marchewkowe bez wyrzeczeń, bez wyrzutów sumienia, bez ograniczeń? Oczywiście, że tak - wystarczy sięgnąć po jego zdrowszą wersję, smoothie inspirowane popularnym deserem podbije serca wszystkich łakomczuchów, dbających o linię. Koniecznie do wypróbowania!








Składniki na 4 porcje:
  • 1 szklanka tartej marchewki, 
  • 1 szklanka mleka migdałowego o smaku kokosowym, 
  • 1 dojrzały banan, 
  • 1/2 szklanki beztłuszczowego jogurtu naturalnego, 
  • 1 łyżeczka cynamonu, 
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej, 
  • 2 łyżki syropu klonowego*, 
  • kilka kropel aromatu waniliowego.
do podania: tarta marchewka, jogurt naturalny, orzechy pecan, rodzynki, pestki dyni

* - można dosładzać lub nie. Wszystko zależy od słodyczy banana i ewentualnej goryczy marchewki. Jeśli decydujecie się na słodzenie użyjcie syropu klonowego lub miodu. Można też zastąpić je 3-4 dużymi daktylami.


Przygotowanie:

Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i zmiksować na gładki koktajl na najwyższych obrotach. Przelać do szklaneczek. Każdy deser udekorować kleksem jogurtu, tartą marchewką, orzechami pecan, pestkami dyni i rodzynkami. Podawać od razu lub dodatkowo schłodzić przed podaniem.


Uwaga, koktajl jest naprawdę wspaniały. Będziecie zachwyceni, choć pewnie znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że smoothie nijak się ma do ciasta marchewkowego. No i ci, tzw. Oni, będą mieli rację. Ten deser to jedynie inspiracja smakami, a nie ich kopia zmiksowana i włożona do szklanki, żadna też surowa wersja carrot cake (no, w końcu od mąki i sody dostalibyśmy bólu brzucha) - nie. Jeśli spodziewacie się dokładnie tego samego smaku, możecie być rozczarowani. Smakuje po prostu inaczej. Koktajl ma bardzo intensywny aromat, jest słodki i ma kremową konsystencję (o ile dobrze go zblendujecie!). Wspaniale smakuje w temperaturze pokojowej, jak i schłodzony. Najlepiej obniżać jego temperaturę poprzez trzymanie w lodówce, a nie dodawanie lodu, bo smak smoothie znacznie się "rozrzedzi" i może stać się mniej intensywny. Kruszony lód lepiej zostawić sobie na inne okazje.

Zresztą... sam smak to nie wszystko. Liczy się też sposób podania i konsumowania. Najlepiej koktajl jeść łyżeczką, a nie pić przez słomkę, chrupiąc orzeszki osobno... W ogóle, najwspanialej byłoby usiąść z ukochaną osobą w wygodnym fotelu na tarasie i zapodać sobie cichy, zmysłowy jazz, grany - oczywiście - ze znakomitej jakości kolumn. Wtedy można się tym deserem tak naprawdę delektować. Odnaleźć w każdej łyżeczce wszystkie jego nuty smakowe, napawać się delikatnym aromatem marchewki, poczuć lekkie pieczenie cynamonu i docenić chrupkość orzechów... 

Tak, moi kochani, takie detale robią różnice.



Upał, jak mówię, definiuje życie Amerykanów z południa. Słońce i temperatura determinują ich życie w wielu aspektach. Właściwie to poza sezonem (czyli w lecie) Floryda jest pusta. Nikt nie przyjeżdża tu na wakacje, nie zagląda się do wakacyjnych domków i rezydencji, nikt nie wpada w odwiedziny do cioci, wnuki nie jadą do dziadków. Jest za gorąco! Biznesy upadają, czekając tęsknie do października. Nawet niektóre restauracje (te znane także) zamykają się "po sezonie" i czekają do przyszłego roku. Wiem co mówię i co więcej - doświadczyłam tego na własnej skórze. Chcąc dostać się autobusem w niedziele kilka przecznic od głównej drogi postanowiłam pomaszerować na piechotę, zamiast czekać w poczuciu beznadziejności, aż autobus przyjedzie spóźniony lub wcale nie (rozkładu oczywiście nie ma). Szłam może ze dwadzieścia minut w słońcu i dotarłszy do celu czułam się jak po galerach, jak po przypiekaniu żywcem na ognisku, jak duszona w gęstym sosie, posypana pieprzem cayenne i podpalona. Tak albo jeszcze gorzej.

To zrozumiałe, że kiedy temperatury przekraczają 30 stopni, a wilgoć wiele, zbyt wiele procent, to dane miejsce przestaje być atrakcyjne, a życie codzienne w nim, lekko mówiąc, uciążliwe.


Już trochę zaprawiona w bojach, nauczona świeżo zebranym doświadczeniem dowiedziałam się, jak sobie radzić i żyć w klimacie tropikalnym. Moje pierwsze doświadczenia zdobywałam przebywając dłuższy czas na Costa del Sol, gdzie owszem klimat jest tropikalny, ale wilgoć jakby mniejsza, a upał też inny, mniej dotkliwy. Może i intensywniejszy, bo słońce cieszy turystów z bezchmurnego nieba, ale powiedzmy sobie znośny - nawet w wakacje, nasze lato, kiedy tam właśnie panuje sezon. 

Tutaj jest inaczej. Zawsze muszę dbać o zapas schłodzonej wody butelkowanej, zrobiony lód w zamrażarce, szczelnie zamknięte okna i drzwi i przede wszystkim o klimatyzację, które zamienia mieszkanie w lodówkę. W Polsce z pewnością przebywanie w tak niskiej temperaturze wewnątrz sprawiałoby mi kłopot, tutaj natomiast jest to po prostu naturalne. Nie wiem czy to ze strachu, czy z prewencji, czy po prostu, żeby odpowiednio się wyziębić przed wyjściem, ale znajdowanie się i mieszkanie w chłodziarni wydaje mi się po prostu niezbędne. Co więcej, chłód jest tu oznaką luksusu. To właśnie z najekskluzywniejszych butików i najdroższych sklepów spożywczych zalotnie uchodzi przyjemny chłodek, apetycznie zapraszając klientów do środka. O tak, pamiętajcie, jeśli wybieracie się na zakupy w Stanach sweter jest niezbędny, nawet przy milionie stopni na zewnątrz. Ja bezwzględnie zawsze biorę ze sobą coś do narzucenia, przynajmniej szal, w przeciwnym razie przeziębienie jest gwarantowane.

Podczas mojego pierwszego pobytu w USA (akurat na północy, ale pogoda była identyczna jak teraz tutaj) zabawiłam się zapalenia gardła jeszcze w pierwszą noc. Wystarczyło mi jedynie wejść do klimatyzowanej restauracji na obiad, usiąść pod wiatrakiem i zamówić ice tea (którą dolewano mi systematycznie, jak moja szklaneczka tylko trochę się opróżniała). Niestety moi państwo, nawet w Stanach trzeba myśleć do przodu.


Oczywiście są także dobre strony tropikalnego klimatu - spójrzcie tylko na te palmy i piękną, a la postkolonialną zabudowę. Kolorowe domki, shuttersy i taka wszechobecna lekka ruina po prostu wspaniale tu pasują. Zaraz pewnie pomyślicie sobie, że południe Florydy to jakiś trzeci świat, tak to opisuję. Nie, tak nie jest. Nie da się tego porównać z Kubą, która leży słynne "4 minuty samolotem" od USA, która jest po prostu... zapadła, a tynki odchodzą od ścian, jak skóra po opalaniu. Mimo to, jest inaczej, niż w innych miejscach, wiem, że już o tym pisałam, ale wciąż jestem pod wrażeniem tej namiastki tropiku i co więcej - kupuję ją, z całym bogactwem inwentarza!

Tak więc, zapraszam Was na chwilę odpoczynku w cieniu palmy albo jakiegoś innego bardziej typowego dla klimatu umiarkowanego drzewa i schłodzenie się carrot cake smoothie. Po takim deserze świat od razu wydaje się piękniejszy, a my mamy więcej siły do dalszego działania!





sobota, 4 lipca 2015

LETNIA SAŁATKA OWOCOWA

Lato, lato pełną parą! W Miami temperatury dochodzą do niemożliwości, a wilgotność nie pozwala oddychać. Na ulicach ludzie włóczą powoli nogami (zresztą co ja mówię - nikogo na zewnątrz nie ma!). Gorąc systematycznie odbiera nam apetyt na jedzenie i gotowanie, więc instynktownie szukamy jak najlżejszych, najzdrowszych potraw. Owocowa sałatka z lekkim jogurtem to chyba nie najgorsza przekąska w upalny dzień, prawda?






Składniki na 2 porcje:
  • 2 mini banany lub 1 normalny, 
  • 1 mała garść borówek amerykańskich, 
  • 1 mała garść jeżyn,
  • 10 truskawek, 
  • 10 czereśni,
  • 2 pełne łyżki beztłuszczowego jogurtu naturalnego, 
  • 2 płaskie łyżki płatków owsianych,
  • kilka kropel naturalnego aromatu waniliowego, 
  • 1/2 łyżeczki cynamonu.

Przygotowanie:

Wszystkie owoce dokładnie umyć. Banany obrać i pokroić w plasterki, a truskawki w ćwiartki. Wiśnie wydrylować, przepołowić i wyjąć pestki lub zostawić z pestkami w środku - według uznania. Tak przygotowane owoce przełożyć do dwóch miseczek wraz z borówkami i jeżynami. Każdą porcję udekorować sporym kleksem z jogurtu, posypać płatkami owsianymi, cynamonem i doprawić aromatem waniliowym. Podawać od razu. 



Obchodzić święto 4 lipca w Stanach Zjednoczonych to naprawdę niesamowite przeżycie. Klimat Dnia Niepodległości czuć było już długo przed czasem (wiadomo, u nas też Boże Narodzenie zaczyna się w listopadzie). Amerykanie szaleją już na dobre od ładnych kilku dni, wszędzie słychać fajerwerki, w sklepach królują flagi i wszystkie niebiesko - czerwono - białe produkty, które mają w nazwie Ameryka, USA albo niepodległość. 

Bary i restauracje już z wyprzedzeniem informowały o swojej dyspozycyjności i zapraszały do rezerwowania stolików na wieczorne kolacje. Amerykanie, tacy patrioci, oczywiście muszą odpowiednio celebrować swoje święto, wiadomo! Przynajmniej będzie o jeden posiłek do mikrofali mniej do zrobienia. Na naszym osiedlu już od rana trwa głośna impreza, karaoke i okolicznościowa impreza składkowa, a na ulicach oczywiście pustka.

My w żaden sposób nie będziemy się angażować w obchodzenie 4 lipca. Nawet nie wychodzimy dzisiaj na kolację, mamy swój ekskluzywny filet z tuńczyka za całe 20 dolarów (2 małe filety - mówiłam, że jest drogo!). Będziemy na przekór wszystkim odpoczywać w domu, cieszyć się weekendem, wrzucimy w program popołudnia trochę aktywności fizycznej i dzień minie jak każdy inny.


Nasz florydzki taras wygląda całkiem nieźle, prawda? Klimat też jest prawdziwie tropikalny. Nie wiem, czy wiecie o czym mówię. Kiedy wychodzimy na balkon (szczelnie wyłożony moskitierą) i siadamy w fotelach czujemy ten kolonialny nastrój, spokój, ciszę. Jest upalnie gorąco, duszno. Wszędzie otaczają nas imponujące palmy i wspaniała roślinność. Floryda ma z pewnością niesamowitego ducha tropiku, którego nie doświadczymy nigdzie indziej w USA.

A tak z innej strony nie wiem, czy zauważyliście, jak różnią się oba rynki spożywcze: europejski i amerykański pod względem samego nazewnictwa, które oczywiście wynika ze sposobu kategoryzacji mentalnej samych produktów. Dwa zdjęcia wyżej widać opakowanie zwykłych płatków owsianych z Publix'a, opatrzonych nazwą old-fashioned. Nie dziwie się, że nasz owies zwyczajny, co najwyżej nazywany tradycyjnym jest dla nich staromodny. Patrząc na asortyment marketów spożywczych ciężko się dziwić, że poczciwa domowa owsianka to już lekko zapomnianą babcią wśród tych wszystkich gotowych mixów, produktów instant i płatków wymieszanych z mlekiem w proszku, ale niech będzie - fine - jak to mówią nasi przyjaciele Jankesi. Niepopularność tego produktu sprowadza się do jego prostoty - jest taki goły, bez dodatków no i jeszcze trzeba się przy nim tyle napracować! Co za tym idzie, oczywiście ciężko znaleźć go w sklepach, nie jest zbyt widoczny na pierwszy rzut oka, zazwyczaj schowany na najniższych półkach, w sklepach o uboższym asortymencie niedostępny w ogóle. Po raz kolejny pozostaje napisać mi jedynie - szkoda.


Nawiązując jeszcze przez chwilę do samej sałatki warto dodać, że taka jaka jest jest wspaniała, ale dla nieposkromionych łasuchów i amatorów słodyczy mogę dodać, że świat się nie skończy, jeśli doprawicie Waszą przekąskę łyżką dobrego miodu lub syropu klonowego :)

Trzymajcie się ciepło (byle nie za bardzo),
Dorota



niedziela, 8 marca 2015

KOKTAJL SZPINAKOWO - BANANOWY Z BIAŁKIEM KONOPNYM I SIEMIENIEM LNIANYM

Zielone koktajle, to już niemal must - have nadchodzącej wiosny. Z szejkami w trawiastym kolorze chodzą już wszystkie gwiazdy większe i mniejsze, trenerki fitness, zagorzałe fanki zdrowego odżywiania, młode mamy, mężatki, księgowe, hipsterki i cała pozostała brać żeńska. I nie chodzi tu bynajmniej o modę, ale o to, co te cuda mają w środku...!

Składniki na 2 koktajle:
  •  2 garści zmrożonych liści szpinaku baby, 
  • 1 duży banan, 
  • 1 płaska łyżka protein konopnych, 
  • 1 duża łyżka siemienia lnianego, 
  • 1 łyżka syropu klonowego,
  • szczypta suszonej mięty, 
  • 300 ml mleka sojowego (lub innego roślinnego), 
  • 2 łyżki prażonych płatków migdałowych.

Przygotowanie:

Nasiona siemienia lnianego zalać 1-2 łyżkami wody i odstawić na przynajmniej pół godziny. Szpinak, banan, proteiny, siemię, miętę, syrop klonowy i mleko umieścić w kielichu blendera. Miksować na najwyższych obrotach aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Podawać od razu lub po schłodzenia, posypane uprażonymi na suchej patelni płatkami migdałów.


Ten koktajl to istna bomba witaminowa! Jest sycący, gęsty i niezwykle pyszny. Najlepiej wypijać go na śniadanie, II śniadanie lub jako przekąskę po treningu. Ma wszystko, czego potrzebuje nasz organizm - białka, węglowodany i zdrowe tłuszcze. 

Szpinak

Często wspominany przez nas, obok brukselki, jako jedna z najgorszych potraw dzieciństwa. Nawet, jeśli nie, to i tak zazwyczaj znajduje się w dziecięcym anty - top 10. Warto jednak sobie przypomnieć, dlaczego mimo to tak wytrwale faszerujemy nim nasze pociechy. Szpinak to nieocenione źródło witaminy C, żelaza czy potasu. Jest szczególnie polecany osobom z nadciśnieniem oraz kobietom w ciąży (ze względu na sporą zawartość kwasu foliowego). Ponadto jest niezwykle niskokaloryczny i bardzo prosty w przyrządzeniu. Pasuje niemalże do każdego dania, zarówno na słono, jak i na słodko.

Banany

Często wystrzegamy się bananów w obawie przed przybraniem na wadze. To błąd! Te owoce są nie tylko przepyszne, ale też bardzo pożyteczne. Owszem, zawierają relatywnie dużą ilość cukru, ale ten, przyswojony przed okresem wzmożonej aktywności fizycznej zamieni się w dodatkową energię. Ponadto banany mają nas chronić przed cukrzycą typu II, obrzękami i regulują poziom cukru we krwi. Są bogate m.in. w witaminę B6 czy potas. Poza tym jedzenie bananów sprzyja trawieniu i łagodzeniu chorób, związanych z układem pokarmowym.

Siemię lniane

Jest nieocenionym źródłem kwasów tłuszczowych omega 3 oraz omega 6. Jest znane z tego, że obniża poziom cholesterolu we krwi. Jest wspaniałym dodatkiem do koktajli, ciast, sałatek czy dań mięsnych. Ponadto, zmielone ziarna siemienia są doskonałym "sklejaczem" dla osób, które nie jedzą jaj.


Proteiny konopne

To ostatnio gwiazda superfood'ów, która zaczyna być popularna również w Polsce. Jest genialnym zamiennikiem odżywek proteinowych. Jest to w stu procentach produkt naturalny, bardzo bogaty w dobrze przyswajalne białko, błonnik i kwasy tłuszczowe omega 3. Do tego jest niezwykle lekkostrawny i nie tak charakterystyczna w smaku jak np. spirulina. 

Białko konopne dostępne jest także w formie ziaren. Można zakupić je w sklepach internetowych, ze zdrową żywnością czy na targach branżowych. W obu formach może być doskonałym dodatkiem do koktajli, naleśników, ciast, batonów, muesli, ale też sałatek czy dań mięsnych lub rybnych. Jest dość delikatne w smaku i nie, nie zawiera THC. :)


Wykorzystam to miejsce do odpowiedzenia na dwa najczęściej zadawane mi pytania i ostateczne rozwianie wątpliwości na temat białka konopnego, jak i roli protein w budowaniu naszego menu.

Czy zawsze dodaję odżywki białkowe do koktajli? 

Nie zdecydowanie nie! Najczęściej piję koktajle rano lub zaraz po obiedzie. Dodatkowe białko dodaję zawsze wtedy, kiedy wiem mniej więcej, co będę jadła w ciągu danego dnia lub co już zdążyłam zjeść. Jeśli uznam, że przyjmę mało białka np. pochodzenia zwierzęcego, to nie waham się dodawać do napoju łyżkę spiruliny lub protein konopnych. Jeśli natomiast koktajl jest dodatkiem do dania bogatego w białko innego pochodzenia, wtedy rezygnuję i delektuję się jedynie pysznym smakiem owoców. 

Gdzie można dostać naturalne białka?

Jak już wyżej wspomniałam, są dostępne w sklepach internetowych oraz niektórych sklepach stacjonarnych ze zdrową żywnością lub ewentualnie dla sportowców. Ja natomiast najbardziej polecam Wam zaopatrywanie się w tego typu produkty na targach i festiwalach żywności bio, bo tam tego typu produkty są dostępne w korzystniejszej cenie. Poza tym zawsze można liczyć na radę i wsparcie sprzedawców, którego nie dostaniemy przy zakupie internetowym. Ja swoje proteiny kupiłam na targach BioCultura w Madrycie, o których więcej miałam już okazję pisać tutaj.


Wszystkiego dobrego dla wszystkich Pań z okazji Dnia Kobiet! 
Całusy!