Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchew. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2015

DUSZONY KRÓLIK Z WARZYWAMI

Białe mięso królika, długo duszone w śmietanowym sosie. Danie aromatyczne, pełne warzyw i lekkie. Brzmi dobrze, prawda? Królik zawsze był dla nas daniem rezerwowanym na specjalne okazje. Może nawet nie tylko specjalne, co po prostu wspólny posiłek. Zawsze jak go przygotowuję, to razem zasiadamy do stołu, najczęściej w wolny dzień i długo delektujemy się smakiem dania i dzielimy się spostrzeżeniami na temat jego smaku i przyrządzenia.

Składniki na 6 porcji:
  • 1 mała tusza królika, 
  • 6 łyżek oliwy z oliwek, 
  • 1 duży por, 
  • 3 ząbki czosnku, 
  • 2 marchewki, 
  • 1 korzeń pietruszki, 
  • 1 mały seler razem z natką, 
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego, 
  • 1 łyżeczka tymianku, 
  • 1 łyżeczka pieprzu ziołowego, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • 3/4 szklanki białego wina, 
  • 800 ml bulionu drobiowego, 
  • 5 średnich ziemniaków, 
  • 3 łyżki śmietany 18%, 
  • sok z 1/2 cytryny, 
  • sól morska. 

Przygotowanie: 

Królika umyć i podzielić na kilka części (kończyny przednie, tylne oraz część środkową). Na dużej patelni z nieprzywierającą powłoką rozgrzać 2 łyżki oliwy z oliwek. Mięso obsmażyć delikatnie z każdej strony i zdjąć z patelni.
W dużym garnku z grubym dnem rozgrzać pozostałą oliwę. Pora umyć i pokroić jego białą część w talarki. Dusić kilka minut na średnim ogniu. Kiedy por się nieco zarumieni dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, marchewki, pietruszkę oraz seler wraz z natką. Warzywa smażyć jeszcze kilka minut. Doprawić kuminem, tymiankiem, pieprzem, papryczką i solą i dokładnie wymieszać. Zalać białym winem i gorącym bulionem. Przykryć i dusić kolejne 10 minut. 

Po tym czasie dodać królika, zmniejszyć ogień i gotować przez 1 godzinę pod przykryciem na wolnym ogniu. Dodać obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki i dusić kolejną godzinę. Pod koniec czasu dodać zaprawioną sokiem z cytryny śmietanę, uważając, by ta się nie zważyła. Pozostawić na całą noc w chłodnym miejscu.

W dzień serwowania, dusić królika jeszcze godzinę. Podawać w małych porcjach, obficie polane sosem i posypane świeżą pietruszką.


Drodzy czytelnicy, wybaczcie mi moją długą nieobecność na blogu. Była ona spowodowana czynnikami ode mnie niezależnymi. Obiecuję się poprawić w najbliższej przyszłości i dbać o regularność publikowanych artykułów. 

Tymczasem zapraszam Was na rozpływającego się w ustach i delikatnego królika "w śmietanie". Ujmuję tą nieszczęsną śmietanę w cudzysłowie, bo wychodzi jej pół łyżki na porcję. Danie jest naprawdę smaczne, aromatyczne i bardzo delikatne. Wspaniała propozycja dla całej rodziny, szczególnie z małymi dziećmi. 
Ten królik jest całkowicie odmienny od mojego - dotychczas - ulubionego królika duszonego w winie z suszonymi śliwkami. Po dzisiejszym obiedzie sama zaczynam mieć wątpliwości, który jest moim faworytem. Cóż, dwa różne danie, różne smaki i doznania, ale z pewnością na oba jest miejsce w naszej kuchni.


Tego typu dania zawsze są pożądane w okresie zaawansowanej jesieni, jak para ciepłych kapci i herbatka. Miło jest wpaść zmarzniętej do domu i podgrzać gotowe już, rozgrzewające danie. Generalnie nie jestem zwolennikiem bardzo ciężkiej kuchni na jesień czy zimę, ale fakt faktem - nasze dania stają się nieco bardziej treściwe, sycące wraz z nadejściem niskich temperatur. 
Jak u Was wygląda menu jesienno - zimowe? Korzystacie z sezonowych produktów? 


sobota, 11 lipca 2015

CARROT CAKE SMOOTHIE

Czy to możliwe, ze można jeść ciasto marchewkowe bez wyrzeczeń, bez wyrzutów sumienia, bez ograniczeń? Oczywiście, że tak - wystarczy sięgnąć po jego zdrowszą wersję, smoothie inspirowane popularnym deserem podbije serca wszystkich łakomczuchów, dbających o linię. Koniecznie do wypróbowania!








Składniki na 4 porcje:
  • 1 szklanka tartej marchewki, 
  • 1 szklanka mleka migdałowego o smaku kokosowym, 
  • 1 dojrzały banan, 
  • 1/2 szklanki beztłuszczowego jogurtu naturalnego, 
  • 1 łyżeczka cynamonu, 
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej, 
  • 2 łyżki syropu klonowego*, 
  • kilka kropel aromatu waniliowego.
do podania: tarta marchewka, jogurt naturalny, orzechy pecan, rodzynki, pestki dyni

* - można dosładzać lub nie. Wszystko zależy od słodyczy banana i ewentualnej goryczy marchewki. Jeśli decydujecie się na słodzenie użyjcie syropu klonowego lub miodu. Można też zastąpić je 3-4 dużymi daktylami.


Przygotowanie:

Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i zmiksować na gładki koktajl na najwyższych obrotach. Przelać do szklaneczek. Każdy deser udekorować kleksem jogurtu, tartą marchewką, orzechami pecan, pestkami dyni i rodzynkami. Podawać od razu lub dodatkowo schłodzić przed podaniem.


Uwaga, koktajl jest naprawdę wspaniały. Będziecie zachwyceni, choć pewnie znajdą się i tacy, którzy stwierdzą, że smoothie nijak się ma do ciasta marchewkowego. No i ci, tzw. Oni, będą mieli rację. Ten deser to jedynie inspiracja smakami, a nie ich kopia zmiksowana i włożona do szklanki, żadna też surowa wersja carrot cake (no, w końcu od mąki i sody dostalibyśmy bólu brzucha) - nie. Jeśli spodziewacie się dokładnie tego samego smaku, możecie być rozczarowani. Smakuje po prostu inaczej. Koktajl ma bardzo intensywny aromat, jest słodki i ma kremową konsystencję (o ile dobrze go zblendujecie!). Wspaniale smakuje w temperaturze pokojowej, jak i schłodzony. Najlepiej obniżać jego temperaturę poprzez trzymanie w lodówce, a nie dodawanie lodu, bo smak smoothie znacznie się "rozrzedzi" i może stać się mniej intensywny. Kruszony lód lepiej zostawić sobie na inne okazje.

Zresztą... sam smak to nie wszystko. Liczy się też sposób podania i konsumowania. Najlepiej koktajl jeść łyżeczką, a nie pić przez słomkę, chrupiąc orzeszki osobno... W ogóle, najwspanialej byłoby usiąść z ukochaną osobą w wygodnym fotelu na tarasie i zapodać sobie cichy, zmysłowy jazz, grany - oczywiście - ze znakomitej jakości kolumn. Wtedy można się tym deserem tak naprawdę delektować. Odnaleźć w każdej łyżeczce wszystkie jego nuty smakowe, napawać się delikatnym aromatem marchewki, poczuć lekkie pieczenie cynamonu i docenić chrupkość orzechów... 

Tak, moi kochani, takie detale robią różnice.



Upał, jak mówię, definiuje życie Amerykanów z południa. Słońce i temperatura determinują ich życie w wielu aspektach. Właściwie to poza sezonem (czyli w lecie) Floryda jest pusta. Nikt nie przyjeżdża tu na wakacje, nie zagląda się do wakacyjnych domków i rezydencji, nikt nie wpada w odwiedziny do cioci, wnuki nie jadą do dziadków. Jest za gorąco! Biznesy upadają, czekając tęsknie do października. Nawet niektóre restauracje (te znane także) zamykają się "po sezonie" i czekają do przyszłego roku. Wiem co mówię i co więcej - doświadczyłam tego na własnej skórze. Chcąc dostać się autobusem w niedziele kilka przecznic od głównej drogi postanowiłam pomaszerować na piechotę, zamiast czekać w poczuciu beznadziejności, aż autobus przyjedzie spóźniony lub wcale nie (rozkładu oczywiście nie ma). Szłam może ze dwadzieścia minut w słońcu i dotarłszy do celu czułam się jak po galerach, jak po przypiekaniu żywcem na ognisku, jak duszona w gęstym sosie, posypana pieprzem cayenne i podpalona. Tak albo jeszcze gorzej.

To zrozumiałe, że kiedy temperatury przekraczają 30 stopni, a wilgoć wiele, zbyt wiele procent, to dane miejsce przestaje być atrakcyjne, a życie codzienne w nim, lekko mówiąc, uciążliwe.


Już trochę zaprawiona w bojach, nauczona świeżo zebranym doświadczeniem dowiedziałam się, jak sobie radzić i żyć w klimacie tropikalnym. Moje pierwsze doświadczenia zdobywałam przebywając dłuższy czas na Costa del Sol, gdzie owszem klimat jest tropikalny, ale wilgoć jakby mniejsza, a upał też inny, mniej dotkliwy. Może i intensywniejszy, bo słońce cieszy turystów z bezchmurnego nieba, ale powiedzmy sobie znośny - nawet w wakacje, nasze lato, kiedy tam właśnie panuje sezon. 

Tutaj jest inaczej. Zawsze muszę dbać o zapas schłodzonej wody butelkowanej, zrobiony lód w zamrażarce, szczelnie zamknięte okna i drzwi i przede wszystkim o klimatyzację, które zamienia mieszkanie w lodówkę. W Polsce z pewnością przebywanie w tak niskiej temperaturze wewnątrz sprawiałoby mi kłopot, tutaj natomiast jest to po prostu naturalne. Nie wiem czy to ze strachu, czy z prewencji, czy po prostu, żeby odpowiednio się wyziębić przed wyjściem, ale znajdowanie się i mieszkanie w chłodziarni wydaje mi się po prostu niezbędne. Co więcej, chłód jest tu oznaką luksusu. To właśnie z najekskluzywniejszych butików i najdroższych sklepów spożywczych zalotnie uchodzi przyjemny chłodek, apetycznie zapraszając klientów do środka. O tak, pamiętajcie, jeśli wybieracie się na zakupy w Stanach sweter jest niezbędny, nawet przy milionie stopni na zewnątrz. Ja bezwzględnie zawsze biorę ze sobą coś do narzucenia, przynajmniej szal, w przeciwnym razie przeziębienie jest gwarantowane.

Podczas mojego pierwszego pobytu w USA (akurat na północy, ale pogoda była identyczna jak teraz tutaj) zabawiłam się zapalenia gardła jeszcze w pierwszą noc. Wystarczyło mi jedynie wejść do klimatyzowanej restauracji na obiad, usiąść pod wiatrakiem i zamówić ice tea (którą dolewano mi systematycznie, jak moja szklaneczka tylko trochę się opróżniała). Niestety moi państwo, nawet w Stanach trzeba myśleć do przodu.


Oczywiście są także dobre strony tropikalnego klimatu - spójrzcie tylko na te palmy i piękną, a la postkolonialną zabudowę. Kolorowe domki, shuttersy i taka wszechobecna lekka ruina po prostu wspaniale tu pasują. Zaraz pewnie pomyślicie sobie, że południe Florydy to jakiś trzeci świat, tak to opisuję. Nie, tak nie jest. Nie da się tego porównać z Kubą, która leży słynne "4 minuty samolotem" od USA, która jest po prostu... zapadła, a tynki odchodzą od ścian, jak skóra po opalaniu. Mimo to, jest inaczej, niż w innych miejscach, wiem, że już o tym pisałam, ale wciąż jestem pod wrażeniem tej namiastki tropiku i co więcej - kupuję ją, z całym bogactwem inwentarza!

Tak więc, zapraszam Was na chwilę odpoczynku w cieniu palmy albo jakiegoś innego bardziej typowego dla klimatu umiarkowanego drzewa i schłodzenie się carrot cake smoothie. Po takim deserze świat od razu wydaje się piękniejszy, a my mamy więcej siły do dalszego działania!





czwartek, 28 maja 2015

AZJATYCKA SAŁATKA Z KURCZAKIEM

Kto powiedział, że sałatki nie mogą być pełnowartościowym i fascynującym daniem? Z całą pewnością nie ja! Dzisiaj przedstawiam Wam kontynuację moich rozważań nad ekscytującymi sałatkami i zabieram Was w małą podróż na wschód. Moi kochani, witam w Azji! Możecie już wyciągać pałeczki, ale glutaminian sodu lepiej zostawcie w spokoju.




Składniki na 3 porcje:

Kurczak:

  • 30 dag piersi z kurczaka, 
  • 1 łyżka słodkiego sosu chilli, ekologicznego, 
  • 1 łyżka sosu z mango, ekologicznego, 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryczki, 
  • szczypta mielonego imbiru, 
  • szczypta mielonej ostrej papryczki chilli, 
  • szczypta soli morskiej,
  • odrobina mąki ryżowej do obtoczenia kurczaka, 
  • 2 łyżeczki tłuszczu kokosowego nierafinowanego.

Sałatka:
  • 3 duże garści rukoli, 
  • 2 średnie marchewki, 
  • 6 łyżek mieszanki kiełków na patelnię,*
  • 1 pęczek szczypioru, 
  • 6 łyżek sezamu, 
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek, 
  • 3 łyżki oleju sezamowego, 
  • 3 łyżki octu ryżowego, 
  • szczypta mielonego imbiru.
 * - ja użyłam kiełków soczewicy, ciecierzycy i fasoli mung

Przygotowanie:

Kurczaka umyć, osuszyć i dokładnie oczyścić. Pokroić na 3 małe filety i bardzo delikatnie rozbić. W dużej misce wymieszać sos chilli, sos mango, przyprawy i sól i obtoczyć w nich kurczaka, odstawić na 20 minut do "przegryzienia" się składników. Na dużej patelni z nieprzywieralną powłoką rozgrzać tłuszcz kokosowy. Filety delikatnie obtoczyć w mące ryżowej i smażyć kilka minut na stronę, na złoty kolor (z zewnątrz powinny być chrupiące, a w środku delikatne).

Rukolę umyć, odwirować i rozłożyć pomiędzy 3 talerze. Marchewki obrać i zetrzeć na grubych oczkach. Szczypior grubo posiekać, najlepiej pod kątem. Dodać do rukoli. Kiełki podprażyć na łyżeczce oliwy ok. 4 minuty, mieszając co jakiś czas. Usmażonego kurczaka pokroić w pasy i ułożyć na sałatce razem z kiełkami. Posypać uprażonym sezamem. Olej sezamowy, ocet ryżowy i imbir wymieszać, polewać dressingiem tuż przed podaniem.


Sałatka, daję słowo, była przepyszna. Wspaniale sugerowała azjatyckie smaki, niczego na siłę nie narzucając. Zjedliśmy ją pałeczkami (całą), co nie okazało się jakimś szczególnym wyzwaniem. Zupełnie inaczej jak w przypadku ryżu, którego nigdy nie jestem w stanie skutecznie zjeść bez europejskich sztućców. Co ciekawe, wielu Azjatów w ogóle nie używa niczego. Świetnie radzą sobie jedząc palcami, pomagając sobie kawałkiem pieczywa lub liściem. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Kiedyś podczas pobytu na Sri Lance zabrali nas na popisowy pokaz gotowania ich typowego dania, oczywiście curry. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy nałożyli je nam na kawałek mokrego liścia i pożyczyli smacznego. Każdy zaczął się nieśmiało oglądać na sąsiadów, po czym posłusznie włożył do buzi kawałek rośliny i zaczął z niej wyjadać swoją porcję. Dało się? Pewnie i to jeszcze jak smakowało!


Zostawiam Was dzisiaj bez słowa na niedzielę (czy też czwartek, kto tam liczy) i udaję się świętować. Dzisiaj jest mój wyjątkowy dzień, urodziny! :) 

Adios, 
Dorota


czwartek, 26 marca 2015

ROLLSY Z KREWETKAMI Z PIKANTNYM SOSEM MANGO

Jeśli wahałabym się i nie wiedziała, co podać dziś na obiad, zrobiłabym właśnie rollsy. Przede wszystkim, składniki na nie zawsze mam w domu - wystarczy opakowanie papieru ryżowego i coś, co włożymy do środka. Do tego jakiś owoc na sos, zmiksować i gotowe. Można cieszyć się pysznym azjatyckim daniem, z nieco europejską nutą.







Składniki na 10 rollsów:

Rollsy:

  • 10 arkuszy papieru ryżowego, 
  • 20 średnich krewetek mrożonych, 
  • 1 średnia marchew, 
  • 2 garści jarmużu, 
  • 5 łyżek serka kremowego, 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek, 
  • szczypiorek, 
  • sól morska.

Sos mango:
  • 1 bardzo dojrzałe i słodkie mango, 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryczki, 
  • szczypta ostrej papryczki, 
  • sok z 1/3 cytryny, 
  • szczypta soli morskiej, 
  • 1/8 szklanki wody.

Przygotowanie:

Krewetki rozmrozić, posolić i wrzucić na rozgrzaną łyżkę oliwy. Zmniejszyć ogień i "podgotować" je pod przykryciem ok. 4 minuty. Marchew obrać i pokroić w cienkie słupki, jarmuż umyć, oderwać łodygi, porwać na małe kawałki, przesmażyć na pozostałej łyżce oliwy, do miękkości. Szczypiorek pokroić. Wszystkie składniki na rollsy przygotować na talerzu.

Każdy arkusz papieru ryżowego zwilżyć. Układać nadzienie poziomo, w dolnej części papieru - 1/2 łyżki serka kremowego, kilka kawałków jarmużu, 2 krewetki, 2 kawałki marchewki i kilka włosków szczypiorku. Zawijać - najpierw prawy i lewy bok do środka, następnie dół, poniżej nadzienia i rolować w gorę (instrukcja obrazkowa). W ten sam sposób zawinąć wszystkie rollsy. 

Przygotować sos. Mango obrać i wkroić do kielicha blendera, dodać przyprawy, sok z cytryny i wodę. Zmiksować do uzyskania jednolitego musu. 


Okazało się, że mimo moich obaw, danie zrobiło w domu furorę. Zjedliśmy po 3 sztuki i uznaliśmy obiad za zakończony. Każdy czuł się syty i zaspokojony. Z pewnością rollsy będę przygotowywać znacznie częściej, niż to dotychczas robiłam. Papier ryżowy jakoś zawsze był w domu, a ostatecznie prawie nigdy nie lądował na stole. Od razu wolę uprzedzić wszystkie obiekcje - danie jest idiotycznie proste do zrobienia. Jeśli potraficie zrobić gołąbki, to i z ich azjatycką wersją poradzicie sobie bez problemu. Ta jest nieporównywalnie prostsza i szybsza w przygotowaniu. 

Jeśli chcecie, możecie wypróbować różne wersje smakowe. Najważniejsze, aby znalazł się w środku jakiś dodatek białkowy - krewetki, ryba, kawałeczki kurczaka czy pulled pork. W warzywach panuje całkowita dowolność. Doskonale sprawdzi się każdy rodzaj kapusty, marchew, seler, cebula, sałata, bazylia czy roszponka. Do tego możecie nafaszerować je dodatkową porcją ryżu czy azjatyckiego makaronu. 

Danie jest niesamowicie lekkie, więc nadaje się właściwie na każdą porę dnia. Ja, zdecydowanie wolą taką wersję od smażonych spring rollsów w głębokim tłuszczu.


Ponadto takie danie jest fantastycznym pomysłem na wszelkiego rodzaju imprezy. Jest to zdecydowanie finger food, a nawet jeśli nie dosłownie, to spełnia wszystkie tego wymogi. Można bez problemu jeść je palcami, na stojąco, wspierając się małym talerzykiem lub serwetką. Wasi znajomi i rodzina będą zachwyceni. Skuście się i przygotujcie coś oryginalnego, zamiast patery z wędlinami i sałatki z majonezem. Nie chcę nikogo dyskredytować, ale dla mnie takie imprezy są zdecydowanie niemodne. Kojarzą mi się z przyjęciami (załączam cudzysłów), które wystawia moja babcia. Kilka plastrów szynki, sałateczka, może parę kromek suchego, tj. przepraszam, wiejskiego chleba i herbata, koniecznie z cytryną. Rozumiem, że panuje u nas jeszcze wszechobecny model przyjęcia z lat 70 i 80, ale socjalizm przecież już się skończył. Na nikim szynka nie zrobi wrażenia, groszek z puszki też już raczej nie. 

W tym momencie przypomina mi się słynna scena z filmu "Kogel Mogel", kiedy Kasia przygotowuje przyjęcie dla gości. Zastaw się, a postaw się! Jakie to musiały być (nie)piękne czasy.


Dla siebie przygotowałam wersję bez marchewki ze względu na podrażnienie podniebienia, co wiąże się z problemami z jedzeniem. Uwierzcie, że i bez marchwi rollsy były przepyszne. Biorąc pod uwagę, że miałam w planach trening popołudniowy, a obiad był dość skromny, skusiłam się jeszcze po drodze na koktajl proteinowy w Smooth The Fruit. Nie wiem, czy kojarzycie to miejsce, ale jeśli nie już spieszę z wyjaśnieniami. STF to sieć lokali, koktajlowni, stanowisk z sokami? Sama nie wiem, które określenie byłoby najtrafniejsze? Mają do wyboru szeroką gamę soków, koktajli, smoothies czy kaw. Co zadziwia mnie, pozytywnie mają w swoim menu nawet pozycję ze spiruliną (!). Lokal jest bardzo przyjemny, a menu na tyle szerokie, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Ja skusiłam się na Super Smoothie "Protein". W skład wchodzą proteiny truskawkowe, banan, jabłko, truskawki i jogurt. W prawdzie nie jest jestem do końca dumna, że zamówiłam koktajl z białkiem o zapewne nie najlepszej jakości, ale smak zrekompensował wszystko. Koktajl był bardzo, ale to naprawdę bardzo gęsty. Ledwo dało się go pić przez rurkę, co okazało się akurat plusem - dzięki temu piłam go wolniej i mój mózg zdążył odebrać adekwatne informacje o posiłku. Poza tym, był po prostu bardzo smaczny. Z przyjemnością odtworzę go w domu. A Wam z czystym sumieniem polecam Smooth The Fruit.


Tutaj danie wędruje już na stół. Tym razem obiad jest na zimno, więc może poczekać sobie bez fochów na wszystkich domowników, aż po ciężkiej tułaczce dobiją do stołu na strawę, bardzo fashion.



piątek, 14 listopada 2014

SAŁATKA Z PIECZONEJ MARCHWI I AWOKADO

Czasem potrzebujemy dobrej sałatki bez sałaty. Pieczona marchewka i awokado wspaniale ze sobą współgrają mimo, że to połączenie dość nieoczywiste. Można przygotować ją na przystawkę, obiad czy kolację. Na pewno pozytywnie zaskoczy was smakiem.









Składniki na 2 porcje:
  • 8 średnich marchewek,
  • 1 awokado,
  • garść kiełków lucerny,
  • 1/2 cytryny lub limonki,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • 1 łyżka świeżo startego korzenia imbiru,
  • 1 łyżeczka suszonego cząbru,
  • świeżo zmielony pieprz,
  • sól morska.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 220 stopni. Blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia. Oliwę wymieszać z tartym imbirem, cząbrem, solą i pieprzem. Marchwie obrać i przekroić w pół (można też zostawić je całe, jeśli są bardzo cienkie lub podzielić na ćwiartki, jeśli są bardzo grube). Obtoczyć je w oliwie z przyprawami. Piec 15 - 20 minut, aż lekko się przypieką, ale nie będą zbyt miękkie (powinny być lekko chrupiące). Podawać na ciepło lub na zimno z awokado skropionym sokiem z limonki i kiełkami.


Sekretem tego dania jest dobrze przygotowana marchewka. Nie należy piec zbyt długo, żeby nie była za miękka. Generalnie podawanie rozgotowanych warzyw jest passe. Marchew powinna być lekko chrupiąca, zarumieniona i co najważniejsze - nie może opływać w tłuszczu. Dodajemy go, aby nadać daniu ciekawego smaku i aromatu. Nie smażymy marchwi w głębokim tłuszczu, udając pieczenie. Jeśli użyjemy powyższego schematu do pieczenia wszystkich naszych warzyw, będą nie tylko pyszne, ale także i wizualnie atrakcyjne, co jest niezwykle ważne w naszej diecie - stymuluje nasz apetyt!


Dlaczego warto jeść marchew?
 
To proste - jest nie tylko bardzo smaczna, ale i zdrowa. Możemy dodawać ją niemalże do wszystkich posiłków. Gotujemy na niej zupy, używamy do sałatek, przemycamy w składzie ciast, chlebów i babeczek. Pieczemy, gotujemy, smażymy, jemy na surowo. Jest niskokaloryczna (składa się w 90% z wody!), bogata w składniki odżywcze i mineralne oraz witaminy (mnóstwo witamin! A, B1, B2, B6, C, E, H, K, PP). Marchew stosuje się przy wielu schorzeniach profilaktycznie, jak i leczniczo. 

A jak to jest z tym awokado?

Awokado to jeden z moich ulubionych owoców. Ma milion zastosowań w kuchni: jako zamiennik masła, podstawa sosów, dodatek do sałatek, kremów i ciast (!). Doskonale smakuje też w koktajlach, z czekoladą czy kakao. Jest dość kaloryczne i bogate w tłuszcze, ale za to nie ma wiele cukru. Jest za to bogate w witaminy A, C i E. Może obniżyć poziom cholesterolu i świetnie wpływa na oczy. Przeciwdziała także nowotworom piersi i prostaty. Wpływa także na prawidłową pracę serca. Same pozytywy! Warto się do niego przekonać, mimo, że wiele z was zarzuca mu nijakość w smaku i zapachu.


czwartek, 20 marca 2014

KREMOWA ZUPA Z MARCHWII I ZIELONEJ FASOLKI SZPARAGOWEJ

Zawsze, kiedy chcę nieco urozmaicić porcję zupy, wrzucam do niej przypadkowe warzywa i przyprawy, tworząc przy tym niepowtarzalne smaki i aromaty, które na długo pozostają w naszej pamięci i kuchni. Podobnie było z tą zupą. Okazała się strzałem w dziesiątkę - jej po prostu nie można nie lubić. Jest bardzo delikatna i kremowa, a pikantność papryczek dodaje jej tego czegoś. Po prostu pycha!






Składniki na 6 porcji (po 70 kcal):
  • 2 litry bulionu warzywnego,
  • 3 duże marchewki,
  • 1 duża cebula, 
  • 200 g zielonej fasolki szparagowej,
  • 18 zielonych i czerwonych papryczek w oleju, nadziewanych serem.
do podania: pietruszka

Przygotowanie:

Marchew obrać, fasolkę umyć i odciąć końce, cebulę obrać. Warzywa gotować w bulionie przez ok 1 - 1,5 godziny. Zblendować na gładką zupę. Podawać na ciepło z papryczkami i pietruszką.