Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy nerkowca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy nerkowca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2015

WIELOZBOŻOWA OWSIANKA Z POZIOMKAMI I BORÓWKAMI

Wczoraj wieczorem zauważyłam, że na naszej małej, zielonej skarpce uśmiechają się już pierwsze, czerwoniutkie poziomki. Puszczały do mnie oczko i wibrująco kusiły, szeptając: zerwij mnie. Jako, że jestem kobiecym odpowiednikiem gentlemana nie mogłam im odmówić i kazać dłużej czekać.








Składniki na 2 porcje:
  • 1/2 szklanki ekologicznego mix'u płatków z 5 zbóż*,
  • 1 szklanka ekologicznych otrębów żytnich, 
  • 1 szklanka ciepłej wody, 
  • 1 szklanka mleka migdałowego, 
  • 2 łyżki miodu akacjowego dobrej jakości, 
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, 
  • 1 łyżeczka naturalnego aromatu waniliowego, 
  • 2 garści orzechów nerkowca, 
  • 1 szklanka borówek amerykańskich, 
  • 1 szklanka poziomek**.
 * - ja użyłam mixu: pszenicy, jęczmienia, orkiszu, owsa i żyta. Łącznie płatków powinno być półtorej szklanki. Tą ilość można rozdzielić wg potrzeb lub gustu. Dobrze jednak użyć części grubszych i twardszych płatków, a części drobniejszych - otrębów lub górskich.
** - borówki i poziomki to jedynie sugestie, można użyć dowolnych owoców leśnych, doskonale sprawdzą się np. maliny, jeżyny, polskie borówki i truskawki.

Przygotowanie:

Płatki i otręby zalać ciepłą wodą, mlekiem i odstawić na całą noc do lodówki. Rano dodać do płatków miód, cynamon, aromat waniliowy i dokładnie wymieszać.

Owoce umyć i udekorować nimi owsiankę, posypać posiekanymi orzechami nerkowca. Podawać od razu.


Nie wiem, czy są wśród nas jakieś osoby, które otwarcie negują zasadność jedzenia owoców leśnych, ale szczerze w to wątpię. Kto może ich nie lubić? Tak to już jest z dobrami sezonowymi, za którymi wszyscy przepadają (choć akurat borówki z przepisu, to nadal te importowane z Hiszpanii...) i pewnie kojarzą je z pachnącym lasem, dzieciństwem, babcią i jej pierożkami (tu wstaw własne doświadczenia). Zawsze, kiedy takie świeżynki zaczynają pojawiać się na targu od razu się na nie rzucamy. Teraz z utęsknieniem czekamy już na bób, leśne borówki i jeżyny. Za chwilę zaczniemy już myśleć o dyniach, grzybach, figach i kasztanach. Uwielbiam sezonowość poszczególnych produktów i to, jak ten cykl mądrze się zapętla. Staram się dopasowywać moje menu to konkretnych trendów, które kreuje każda pora roku, no, może poza zimą, kiedy zdarza mi się trochę oszukiwać. Nie chodzi tu jedynie o kupowanie tego, co w danym momencie rodzi nasza ziemia, bo wtedy moglibyśmy zapomnieć o wielu wspaniałych owocach i warzywach, ale o ogólnym podziale na produkty wiosenne/letnie/jesienne i zimowe. Czy cynamonowa szarlotka nie będzie smakowała najlepiej jesienią, podczas gdy w czerwcu zajadamy się drożdżówką z truskawkami?


Wybaczcie mi mój pidżamowy anturaż, ale to właśnie tak - leniwie - zwykłam jeść weekendowe śniadania. Uwielbiam wstawać rano, zaglądać do lodówki i zastanawiać się, co ambitnego zrobię dzisiaj na śniadanie. Czasem pada na coś na słono, czasem na słodko. Zależy od dnia, apetytu, humoru, pogody czy bardziej prozaicznie - tego, co akurat mam w lodówce. Kiedy już na coś się zdecyduję, zaczyna się skomplikowany proces przygotowywania i wołania rodziny na śniadanie (to zazwyczaj zajmuje dłużej, niż samo gotowanie). Wspólne jedzenie, rozmowa, sprzątanie to właśnie czas, który spędzamy razem, tak zaczynamy weekend, tak kończymy tydzień. Potem każdy już biegnie do swoich spraw, zajęty i rozdrażniony, że jeszcze tyle jest do roboty i często na tym się kończy. Wir spraw codziennych porywa, wciągając nas bezlitośnie. Nie ma czasu na wspólną kawę, nie ma chwili na dumanie na tarasie. Jesteśmy po prostu zajęci, zawsze jest jeszcze coś do zrobienia. Nigdy nie osiągamy wrażenia, że na dzisiaj wszystko jest już skończone i można usiąść spokojnie. Owszem, usiąść można, ale z ciągłym wrażeniem zaniedbywania obowiązków.

Nie rozumiem ludzi, którzy po pracy od 9 do 17 wracają do domu, odgrzewają kawałek pizzy i z pączkiem siadają przed telewizor. Koniec, tyle. Potem ewentualnie może zrobią coś jeszcze dla domu, wypiorą ubrania z kosza, podleją dwa kwiatki. I tak dzień po dniu, rok po roku, aż do emerytury. Tradycyjny podział obowiązków, brak przewidywalności i zmian. Jako małe dziecko nie wiedziałam, jak ma wyglądać moje życie, ale wiedziałam, jak ma nie wyglądać - właśnie tak.


piątek, 27 marca 2015

TRUSKAWKOWA GRYCZANKA NA MLEKU RYŻOWYM

Jak pokazuje prosta zależność - pogoda nie tylko kształtuje nasz nastrój, ale także zmienia nieco preferencje żywieniowe. Na wiosnę mamy ochotę na energetyczne, kolorowe, pełne witamin śniadania częściej, niż zimą czy jesienią. Dzisiaj mam dla Was jedną z takich super propozycji na szybkie i bardzo zdrowe śniadanie w stylu spring fit. A właściwie, to nawet summer - to danie  prześciga swoją epokę, w końcu truskawki póki co mamy z Hiszpanii!






Składniki na 2 porcje:
  • 100 g kaszy gryczanej, 
  • 1 szklanka mleka ryżowego, 
  • 2 łyżki syropu klonowego, 
  • 5 dojrzałych truskawek, 
  • 1 łyżka chrupków quinoa, 
  • 1 garść orzechów nerkowca.

Przygotowanie:

Kaszę przełożyć na sitko i dokładnie wymyć. Zalać szklanką mleka ryżowego i zostawić na całą noc pod przykryciem do nasiąknięcia. W dzień podania, do kaszy dodać syrop klonowy. 4 truskawki zmiksować z odrobiną wody na gęsty mus. Wyłożyć nim dno naczynia, w którym będziemy serwować śniadanie. Następnie nałożyć warstwę kaszy. Udekorować pokrojoną truskawką, posiekanymi orzechami nerkowca i podprażonymi chrupkami quinoa. Podawać od razu.


Jak widzicie, danie poraża swoją prostotą, jednoczenie hipnotyzując swoją energią. Do jego przygotowanie potrzebujecie sześć produktów, które możecie dowolnie modyfikować i w razie potrzeby podmieniać na inne składniki. Uwierzcie, że po takim śniadaniu długo nie miałam apetytu na nic innego. Było nie tylko, sezonowe, smaczne i energetyczne, ale także bardzo zdrowe i świetnie zbilansowane (no ok, mogłoby być więcej białka). Co najważniejsze, smakowało nie tylko mnie. Moi bliscy są znani ze swojej nietolerancji na słabe jedzenie, więc wizja czegoś zdrowego czy modnego (ola boga!) nie jest dla nich priorytetem. Oni doceniają faktyczny smak potrawy, a nie jej walory odżywcze, które mi, jako świadomemu kucharzowi, od czasu do czasu przysłaniają rzeczywistość. Dobrze mieć przychylną lożę, która oceni moje potrawy i zasmakuje w swoich ulubionych. Dzięki temu nie popadam w samozachwyt, a moja rodzina je zdrowo. I win, you win.



Gryczanka przez noc

Jeżeli nigdy nie robiliście gryczanki to nie miejcie obaw! W prawdzie jest to surowa kasza gryczana, ale nie tak do końca surowa... W końcu wyznawcy raw vegan muszą coś jeść i znają się na rzeczy. Będziecie zachwyceni teksturą, jaką przybiera kasza. Jest miękka, ale nie papkowata. Do tego, po zaabsorbowaniu mleka, pozostanie go na tyle, że kasza nie będzie sucha, ale nie będzie też bezwładnie pływała w mlecznej brei. Po dosłodzeniu całość jest nie tylko zjadliwa, ale też bardzo, bardzo smaczna.

Truskawki też mają moc

Naturalnie, truskawki możecie zamienić na inne ulubione owoce. Świetnie sprawdzą się jagody, maliny, brzoskwinie czy banany. Ja jednak wybrałam je nie tylko dlatego, że udało mi się dostać świeże, piękne i w dobrej cenie. Truskawki mają w sobie coś więcej. Są prawdziwym super foodem wśród swoich kolegów i koleżanek owoców. Mają niski indeks glikemiczny, więc są doskonałe dla cukrzyków, osób na zdrowej diecie czy sportowców. Poza tym, chronią przed cukrzycą i chorobami serca! Dodatkowo, regulują i przyspieszają przemianę materii i są niskokaloryczne (są zbudowane w większości z wody). Do tego, są bogate w potas i witaminę C.

Musimy jednak uważać, bo truskawki mogą uczulać. Należy także zjadać je bezpośrednio po zakupieniu. Te nie tolerują długiego przechowywania, szczególnie w wilgotnych warunkach. Nie jest to jednak główny powód do zmartwień, bo owoce te mają pewną osobliwą cechę, że zaraz po przyniesieniu do domu same znikają..., dziwne.


Dla Was wszystkich, dużych i małych czytelników, Wesołych Świąt! Życzę Wam zdrowych i radosnych chwil w rodzinnej atmosferze i odpoczynku od codzienności.

Ja wyjeżdżam rano do Hiszpanii, więc znikam na trochę do mojej prywatności. 
Smacznego!




środa, 11 marca 2015

BEZGLUTENOWE BABECZKI OWOCOWE Z KOKOSOWĄ BITĄ ŚMIETANĄ

Desery i słodycze są bardzo ważną częścią naszej diety. Podobno wykluczając je z jadłospisu możemy mieć tendencję do bycia bardziej sfrustrowanymi i narażonymi na złe samopoczucie. Dzieje się tak, dlatego, że nasz mózg odbiera informację o tym posiłku jako o nagrodzie. Jej brak w długim okresie czasu będzie sygnałem do niezadowolenia. Oczywiście to tylko moja teoria, która może całkowicie mijać się z prawdą albo jest kompletnie zmyślona?






Składniki na 6 babeczek:
  • 100 g mąki kukurydzianej, 
  • 1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia, 
  • 50 g wiórków kokosowych, niesiarkowanych,
  • 2 jaja wiejskie, 
  • 2 łyżki tłuszczu kokosowego, 
  • 1/3 szklanki jogurtu, 
  • 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią (nie cukru wanilinowego), 
  • 10 wydrylowanych daktyli suszonych, 
  • 1 jabłko, 
  • 1 gruszka, 
  • 1 łyżka syropu klonowego, 
  • szczypta soli morskiej,
  • 165 ml bardzo zimnego mleczka kokosowego bio,
  • 2 łyżki ksylitolu, 
  • garść orzechów nerkowca.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać na 200 stopni. Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia. Dodać wiórki kokosowe, cukier waniliowy i szczyptę soli, wymieszać. Jajka wbić do osobnego naczynia, dodać rozpuszczony tłuszcz kokosowy, jogurt, drobno posiekane daktyle i starkowane jabłko i gruszkę, wlać syrop klonowy i wymieszać. Składniki suche wymieszać z mokrymi do uzyskania jednolitej konsystencji. Masę przełożyć do sylikonowej formy na muffiny i piec 25 minut.

W trakcie pieczenia wykonać masę do dekoracji babeczek. Mleko kokosowego przełożyć do dużej miski (nie dodawać wodnistej części, jeśli jest!). Dodać 2 łyżki ksylitolu i szybko zmiksować. Schować do lodówki.

Babeczki wyjąć, pozostawić do całkowitego wystudzenia. Podawać z kremem kokosowym i posiekanymi orzechami nerkowca. 


Ten wypiek jest naprawdę niezwykły. Struktura ciasteczek jest luźna, krucha, a kokosowa pianka słodka i miękka. Są niesamowicie... kobiece. W ogóle, muffiny jako wypiek są nasycone żeńskimi atrybutami. Może dlatego też po polsku są nazywane babeczkami?

Tylko właściwie dlaczego? Co mają w sobie takiego, że kojarzą nam się tak silnie z kobiecością? A może zastanówmy się nad czymś innym - czym dla nas jest kobiecość? 
Musimy zgodzić się, że zauważamy i akceptujemy pewne różnice między płciami na płaszczyźnie biologicznej, ale co ze stroną emocjonalną? Jakie są kobiety, a jacy są mężczyźni? I wreszcie - jakie role w społeczeństwie zostały im przypisane, jak są oni przez nas postrzegani. Jeśli więc mówimy, że kobiety są dobrymi matkami, są wrażliwe, skłonne do okazywania emocji, delikatne, niezdecydowane itd. wpadamy w niebezpieczny ciąg skojarzeń, stworzony przez białych mężczyzn do kategoryzowania i postrzegania przez nich świata. Tylko dlaczego, skoro zgadzamy się, że kobiety są równe mężczyznom (w imię feminizmu umiarkowanego), to nadal szufladkujemy się i co gorsza pozwalamy szufladkować się innym. Nie wolno dać się określać w żaden sposób, prowadzi to do niebezpiecznych procederów, choćby przysłowiowego szklanego sufitu

Także mężczyźni stali się ofiarami kulturowego postrzegania płci, czyli terminu tyle gorącego, co kompletnie niezrozumiałego w Polsce - gender. Sami często nie spełniają kryteriów czy warunków, których "wymaga od nich bycie mężczyzną". Otóż, wyobraźmy sobie sytuację - młody mężczyzna, na kierowniczym stanowisku rezygnuje z pracy, aby zostać na urlopie tacierzyńskim z małym dzieckiem, podczas gdy jego partnerka spełnia się zawodowo. Nawet, jeśli byłoby to wolą mężczyzn, to musieliby oni pokonać drugi, ogromny opór - presję społeczną. Bo przecież kto to widział! Ostatecznie to mężczyzna ma być tygrysem, a kobieta małą, słodką kotką.

Naturalnie, nie chce zmieniać Waszych poglądów. Chcę jedynie zwrócić uwagę na sposób, w jaki my odgrywamy rolę w kształtowaniu się świata. Każdy z nas, codziennie pisze coś na kartach historii. Może jeśli już dzisiaj zaczniemy używać terminów takich jak ministra czy socjolożka, dla naszych dzieci przestaną one brzmieć co najmniej dziwnie.

Dla zainteresowanych tematyką szeroko pojmowanej kobiecości, wrzucam interesującą listę książek i filmów, dotykającą problematyki handlu kobietami. Znalazłam ją w internecie i nie wiem, kto jest jej autorem. Do wglądu jest tutaj.


Zmieniając już temat na nieco luźniejszą dyskusję, zdradzę Wam, że dzisiejsze śniadanie zjadłam w łóżku. O tak, środy są dla mnie niesamowicie łaskawe - do południa mam czas tylko dla siebie. Postanowiłam więc wstać wcześnie rano i upiec muffiny. Miało to swój głębszy kontekst, bo piekłam je już po raz drugi w tym tygodniu. Pierwsza wersja wymagała małego tuningu i teraz, po uzyskaniu idealnej wersji, jestem gotowa, aby Wam ją pokazać. 

Od razu zastrzegam, że babeczki są mało słodkie. Przełamuje je dość słodki krem kokosowy, który radzę dawkować ostrożnie. W ogóle, z ksylitolem musimy uważać, bo bardzo łatwo jest nim przesłodzić. Cukier brzozowy ma właściwości higroskopijne, a więc wchłaniającą wilgoć. Co za tym idzie, kiedy początkowo posłodzimy nim naszą śmietankę będzie miał krystaliczną formę, jednak kiedy się rozpuści będzie ona znacznie słodsza, niż na początku. Wiem, bo sama zaczynałam od przesładzania... Człowiek uczy się na błędach! :)


Babeczki są bardzo zdrowe. Nie zawierają mąki pszennej ani białego cukru. Są za to pełne owoców i znacznie lepszych zamienników - tłuszczu kokosowego czy syropu klonowego. Do tego kokosowa bita śmietana nie ma nic wspólnego ani ze śmietaną, ani z masłem. Można więc zajadać się bez najmniejszych obaw o swoją linię, a mimo to, jak na tak "postne i dietetyczne" słodycze, cieszyć się ich wyśmienitym smakiem.

Jeśli chcemy je zmodyfikować i usunąć z nich jajko możemy zastąpić je rozgniecionym i namoczonym siemieniem lnianym, jeśli natomiast interesuje nas wersja bez produktów mlecznych zamiast jogurtu możemy użyć gęstego sosu jabłkowego. Ponadto muffiny mogą być wypełnione sezonowymi owocami. A więc jak już nacieszymy się wszystkimi owocami letnimi, bez obaw możemy zapiekać je w babeczkach - też świetnie wyjdą. 

Smacznego!





piątek, 16 stycznia 2015

KUSKUS RAZOWY NA MLEKU SOJOWYM Z KAKI



Do przygotowania tego pysznego śniadania na słodko potrzebujecie 15 minut, a gwarantuję - nie wyjdziecie z domu głodni. U mnie wszystkie rodzaje śniadań na słodko, do jedzenia łyżką to hity. Szczególnie, jeśli do tego są na ciepło. Fantastyczne na zimę i jesień, świt i ranek, pierwsze i drugie śniadanie. W ogóle fantastyczne, zawsze.







Składniki na 2 porcje:
  • 100g kuskusu razowego bio, 
  • 200 ml mleka sojowego, 
  • 165 ml mleczka kokosowego, 
  • 3 łyżki syropu klonowego, 
  • 1 dojrzałe kaki, 
  • 1 łyżka ziaren sezamu, 
  • 1 łyżka wiórków kokosowych, 
  • garść orzechów nerkowca.

Przygotowanie:

Kuskus opłukać na sitku. Przełożyć do rondelka, zalać mlekiem kokosowym, 100 ml mleka sojowego i 1 łyżką syropu klonowego. Gotować na wolnym ogniu około 10 min (płyn musi zostać zaabsorbowany). Gotowy kuskus wyłożyć do miseczek. Zalać pozostałym mlekiem. Podawać z pokrojonym kaki, posiekanymi orzechami nerkowca, sezamem i wiórkami kokosowymi.


Nie wiem, czy słyszeliście o magicznym Chińczyku, który dietą i ziółkami potrafi wyleczyć ze wszystkiego? Na Google bez problemu znajdziecie informacje o doktorze Zhu Hua Bao, który wyleczy z białaczki, raka i pomoże schudnąć. Jak? Medycyną chińską. 

Dzisiaj 5 członków mojej rodziny wybrało się do Jaworza, aby zasięgnąć rady cudownego lekarza. Z ich relacji wynika, że wizyta u doktora Bao jest faktycznie bezpłatna. Jedyne, za co musimy zapłacić, to medycyna, którą nam od razu sprzedaje (radzę zapisywać na bieżąco, co mówi doktor - na niektórych produktach jest informacja jedynie po Chińsku :)). Dieta, którą proponuje (wszystkim) to opcja białkowo - lipidowa. Dużo mięsa, szczególnie wieprzowiny. Zero cukru (w tym także owoców). Ograniczenie węglowodanów, także do pewnego stopnia warzyw. Mało soli. Do tego cudowne specyfiki, dobrane pod każdego osobno. 

Czy jego leczenie jest skuteczne? Nie nazwałabym tego leczeniem. Zhu Hua Bao proponuje określony styl życia i dietę, podobnie jak inni popularni lekarze, którzy wydali książki i zrobili międzynarodową karierę publikując swoje zalecenia żywieniowe. Jednak wiele osób wierzy w medycynę chińską i pokłada w niej swoje nadzieje - i tu znowu pytanie - dlaczego, skoro doktor wszystkim przepisuje to samo, mielibyśmy do niego jechać? Cóż, dla mnie nie widzę absolutnie żadnego powodu. Być może wy potrzebujecie zewnętrznego impulsu, bodźca do zmiany nawyków żywieniowych, od dłuższego czasu bezskutecznie leczycie się na mniej lub bardziej poważne choroby czy głęboko wierzycie w skuteczność chińskich specjalistów. Wybór należy do was. Ja będę trzymać kciuki za moich bliskich - każdy ma prawo do własnych wyborów. Mam tylko nadzieję, że w nich wytrwają!


Tak więc jeszcze dzisiaj rozkoszowałam się pysznym i zdrowym kuskusem, a jutro kto wie - może na śniadanie usmażę sobie jajecznicę na bekonie?

Właściwie, to z jajkami na bekonie w charakterze propozycji śniadaniowej zetknęłam się już w książce o zdrowym żywieniu się wg indeksu glikemicznego. Autorzy proponowali dużo mięsa i... śmietany! :) Szczerze powiedziawszy nigdy nie robiłam jeszcze jajecznicy ze śmietaną, ale kto wie. Być może to będzie moje smakowe odkrycie roku - tak czy inaczej - challenge accepted.



niedziela, 23 listopada 2014

KOKTAJL BANANOWY ZE SPIRULINĄ

Co byście powiedzieli, gdybym zachęcała was do jedzenia sinic? Może, że zwariowałam, może, że nie ma mowy, a może nic? Powiem wam spróbujcie! Ja jadam je już od dawna, nie ma dramatu 
:)









Składniki na 1 koktajl:
  • 1 szklanka kruszonego lodu, 
  • 1 dojrzały banan, 
  • 1 łyżka spiruliny, 
  • 1 garść orzechów nerkowca, 
  • 1 łyżka syropu klonowego, 
  • 1 szklanka mleka (ja użyłam pół szkl. sojowego, pół szkl. kokosowego), 
  • 1 garść liści świeżego szpinaku. 

Przygotowanie:

Wszystkie składniki umieścić w misie blendera i zblendować na gładki koktajl. Podawać na zimno.


Dodatek spiruliny i szpinaku sprawia, że koktajl nabiera pięknego, intensywnie zielonego koloru. Cóż tu wiele czarować, nabiera także bardzo charakterystycznego posmaku alg. Nie powiem, żeby był on nieprzyjemny, nie. Natomiast koktajl ze spiruliną czy chlorellą warto dodatkowo dosłodzić - np. syropek klonowym czy z agawy. Dzięki temu ten intensywny smak zostanie nieco zneutralizowany przez słodycz.

(NIE, spirulina NIE jest NIEdobra)




Jeśli wasz blender nie jest demonem sprawności technicznej, warto namoczyć orzechy nerkowca przez miksowaniem. Znacznie ułatwi to sam proces blendowania, ale też go przyspieszy. Ponadto dzięki temu uzyskamy prawdziwie kremową konsystencję koktajlu. 

Ja nie namaczam nerkowców przed miksowaniem ich w napojach, natomiast zawsze (na całą noc) przed robieniem mas na wegańskie "serniki" i inne "masy serowe", które powinny być idealnie gładkie i puszyste.
  
Dlaczego spirulina zasługuje na miano super food (i czy aby na pewno słusznie)?

Klasyfikując spirulinę w kategorii super foods kierowałam się przede wszystkim bardzo wysoką zawartością białka i przyswajalnością produktu przez nasz organizm (szacowana na prawie 90 parę procent!). Jest też bardzo bogata w witaminy i magnez. 

Warto ją spożywać, jeśli ograniczyliśmy w naszej diecie różne źródła białka (wegetarianie, weganie), ale nie tylko. Spirulina, dla kogo jeszcze? Odsyłam do ciekawej publikacji na ten temat: Gdzie diabeł nie może – nietypowe zastosowania Spirulina.

Poza tym jest to produkt w stu procentach naturalny, o bardzo wysokiej zawartości błonnika! Doskonale wpłynie na naszą przemianę materii, zmęczenie, wzmocni i odżywi nasz organizm. Pomoże też znormalizować poziom cukru we krwi. 


Bardzo zachęcam do zapoznania się ze stroną Spirulina.pl. Znajdziecie tam wiele przydatnych informacji o spirulinie i nie tylko.

niedziela, 26 października 2014

KREMOWY SZPINAK Z JAJKIEM W KOSZULCE

Jajko + szpinak to nierozłączny duet, owiany legendą. Z tymi dwoma składnikami nie ma złego wyjścia. Co można z niego zrobić? Szybki i zdrowy obiad dla jednej osoby - kiedy nie chce nam się gotować albo nie mamy na to czasu. Albo tak po prostu, dla zdrowia, urody i fantastycznego smaku!








Składniki na 1 porcję (400 kcal):
  • 2 szklanki świeżego szpinaku,
  • 1 jajko wiejskie,
  • 1 łyżka sera koziego kremowego (lub zwykłego, śmietany),
  • 1 łyżka masła klarowanego,
  • 1 duży ząbek czosnku,
  • 1 garść orzechów nerkowca,
  • 1 łyżka octu,
  • sól morska,
  • świeżo mielony pieprz,
  • świeża szałwia.

Przygotowanie:

Szpinak myjemy i smażymy na maśle klarowanym. Dodajemy sól, pieprz i pokrojony w cienkie plasterki czosnek, dusimy przez chwilę. Dodajemy łyżkę serka koziego, mieszamy i odstawiamy jeszcze na chwilę na patelni. W międzyczasie rumienimy orzechy nerkowca i przygotowujemy jajko w koszulce. Do wody dodajemy ocet, sól i doprowadzimy do wrzenia. Zdejmujemy z ognia i ochładzamy wodę do temperatury ok. 80 stopni. Jajko wrzucamy do wody (najlepiej zsunąć je na chochelce lub w kokilce - wtedy zachowa ładny kształt) i pozostawiamy w wodzie maksymalnie 4 minuty (długość zależy od temperatury naszej wody). Jajko wykładamy na szpinaku, dodajemy orzechy nerkowca, posypujemy dodatkowo pieprzem i szałwią.