Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez glutenu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

SPAGHETTI KUKURYDZIANE Z KREWETKAMI I SZPARAGAMI

Mam dla Was dzisiaj przepyszną, wiosenną pastę, która mam nadzieję dogodzi wszystkim gustom. Jest przede wszystkim wspaniałym przeżyciem kulinarnym, doskonałym ogniwem zbilansowanej diety sportowej, redukcyjnej czy po prostu zdrowej. Danie jest bezglutenowe i z małą ilością tłuszczu. Zapraszam do spróbowania, u nas zrobiło furorę. 



Składniki na 3 porcje:

Krewetki:
  • 300g krewetek, oczyszczonych, 
  • kilka gałązek świeżej pietruszki, 
  • 1 ząbek czosnku, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryczki, 
  • 1/2 łyżeczki kurkumy, 
  • 1/4 łyżeczki pieprzu ziołowego, 
  • 1/4 łyżeczki suszonego lubczyku, 
  • szczypta nitek szafranu, 
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy, 
  • sól morska.

Makaron:
  • 300g spaghetti kukurydzianego (może być też każde inne), 
  • 500g zielonych szparagów (waga przed oderwaniem zdrewniałych końcówek), 
  • 6 łyżek sera grana padano, 
  • 10 pomidorków cherry, 
  • 1 łyżka "śmietany" sojowej, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • sól kamienna, jeśli potrzeba.

Przygotowanie:

W dużym garnku zagotować wodę ze szczyptą soli. Ugotować makaron al dente wg przepisu na opakowaniu (spaghetti kukurydziane gotuje się 8-9 min.). Odcedzić, przelać zimną wodą i pozostawić na durszlaku.

Szparagi dokładnie umyć i oderwać zdrewniałe końce, ugotować na parze. W trakcie gotowanie się szparagów przygotować krewetki. Wymieszać je ze wszystkimi składnikami marynaty i pozostawić na chwilę (jeśli chcemy, żeby smaki naprawdę mocno się "przegryzły" warto zrobić to kilka godzin lub dzień wcześniej). Krewetki ugotować na parze do miękkości. Wyciągnąć je od razu, jak będą gotowe.

W trakcie gotowania krewetek można zacząć przygotowywać makaron. W dużej patelni z nieprzywieralną powłoką rozgrzać łyżkę oliwy z oliwek. Wrzucić na nią makaron i przepołowione pomidorki cherry, smażyć przez chwilę na średnim ogniu cały czas mieszając. Dodać szparagi (małe w całości, grubsze przecięte wzdłuż na pół) i po raz kolejny wszystko delikatnie wymieszać. Wlać śmietanę dbając, aby równomiernie pokryła cały makaron, dodać krewetki i pozostawić jeszcze na chwilę na ogniu. Podawać od razu ze startym grana padano.


Przyznam się szczerze, że z tym spaghetti to był szał ciał. Wpadłam do domu głodna, wiedząc jedynie co mam gotować i że krewetki są nadal w zamrażarce. Okazało się, że ze wszystkim poszło szybciej, niż błyskawicznie. W trakcie przygotowywania poszczególnych elementów dania spokojnie robiłam sobie kolejne i już po chwili siedziałam z talerzem pysznego makaronu na stole i wcinałam go w promieniach słońca z całą rodzinką. Tak, moi drodzy - nie myślcie sobie. Moja rodzina jest terroryzowana zdrowym żywieniem i je dokładnie to samo, co ja. Dla przypomnienia tym, którzy nie czytali - jesteśmy na 6 tygodniowym planie redukcyjnym. Każdy z nas ma trochę inny cel, zależny od wieku, formy treningu i ogólnej kondycji ciała. 

W moim przypadku przy BMI 19.7 nie chodzi o samą redukcję masy ciała, ale o pozbycie się ok. 2kg tłuszczu i podtrzymanie czy też ewentualną budowę tkanki mięśniowej. Bardzo uważam, żeby nie spalać mięśni i odpompowywać wodę z organizmu, a właśnie pozbyć się rzeczonych 2 kilo. Do tego oprócz diety dochodzi także trening, który obejmuje ćwiczenia interwałowe, siłowe i inne ulubione formy ruchu (rower, squash, spacery, basen). Na dzień dzisiejszy kończymy trzeci tydzień zmagań i każdy odnotował widoczne efekty. W diecie nie robimy wyjątków (żadnych). W ogóle też nie mamy takiej potrzeby. Jest świetnie zbilansowana i absolutnie niczego nam nie brakuje. Mi zdarzyło się w prawdzie napić dwukrotnie wina z przyjaciółmi, ale bez przesady, żyjemy, cieszymy się, jest pięknie i jakoś muszę to przeżyć.


Sprzedając Wam trochę mojego życia prywatnego (o nie!) powiem, że był to mój po treningowy lunch. Może nie aż tak bezpośrednio, bo po samych ćwiczeniach jadłam przygotowaną porcję świeżego ananasa, ale faktycznie niezbyt długo upłynęło odkąd zrzuciłam z ramienia torbę treningową, a okręcałam spaghetti wokół widelca. Dla zainteresowanych wrzucam poniżej mój dzisiejszy jadłospis, mam nadzieję, że kogoś zainspiruje do zdrowej diety.

Śniadanie

1/2 omleta z pieczarkami i suszonymi pomidorami, 2 małe kromki domowego chleba bezglutenowego, 1 mała kawa z mlekiem ryżowym.

Przekąska I 

Kilka plasterków świeżego ananasa.
 
Obiad

Porcja spaghetti z krewetkami z powyższego przepisu.
 
Przekąska II

Mała miseczka truskawek, 1 mała kawa z mlekiem ryżowym.

Kolacja

1 mały dzwonek z karpia pieczony w piekarniku, 2 łyżki smażonego szpinaku z serkiem kremowym i czosnkiem, kilka plastrów pomidora z szalotką.

To są oczywiście jedynie schematyczne i bardzo orientacyjne informacje. Jeśli ktoś chciałby dostać szczegółową listę gramatur posiłków lub przepis na jakieś konkretne danie, zapraszam do kontaktu e-mailowego.


niedziela, 17 maja 2015

BEZGLUTENOWY CHLEB GRYCZANO - KOKOSOWY NA ZAKWASIE

Łatwy do upieczenia chleb z chrupiącą skórką i miękkim środkiem. Długo utrzymuje świeżość i właściwą konsystencję. Dobrze sprawdza się na słono i na słodko. Można delikatnie go tostować lub robić sandwiche na zimno. Brzmi idealnie? Niestety nie. Na taką przyjemność trzeba sobie trochę poczekać, jakieś 3 - 4 dni. Mamy tu do czynienia z prawdziwym chlebem, do gry wchodzi zakwas.







Składniki:

Zakwas:
  • 200 ml wody z kiszonych ogórków, 
  • 100 g mąki gryczanej, 
  • 20 g mąki amarantusowej*,
  • 1/2 łyżeczki cukru.

Ciasto:
  • 200 g mąki gryczanej, 
  • 200 g wiórków kokosowych, 
  • 80 g płatków gryczanych**, 
  • 80 g zmielonego siemienia lnianego, 
  • 20 g amarantusa ekspandowanego, 
  • 2 łyżeczki soli, 
  • trochę ciepłej wody, aby uzyskać ciasto o konsystencji bardzo gęstego budyniu.
* - pominęłam mąkę amarantusową w zakwasie i uzupełniłam ją tą samą ilością mąki gryczanej. Podobnie postąpiłam z amarantusem z ciasta. 
** - ja użyłam płatków owsianych. 

Przygotowanie:

Składniki na zakwas wymieszać w szklanym naczyniu i przykryć. Odłożyć w ciepłe miejsce na 2 - 3 dni, aż zacznie lekko powiększać objętość.

W dzień pieczenia w misce wymieszać wszystkie składniki na ciasto, dodać zakwas i mieszać, powoli dodając wodę, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Odłożyć do ponownego wyrośnięcia na 10 - 12 godzin, najlepiej już w keksówce. Po tym czasie nagrzać piekarnik do 50 stopni i piec chleb 15 minut. Potem temperaturę podnieść do 100 stopni i piec kolejny kwadrans. Po pół godzinie ustawić temperaturę na 190 stopni i termoobieg, piec go jeszcze przez godzinę. Upieczony chleb zostawić 10 minut w piekarniku uchylonym do połowy, a następnie wyłożyć go na kratkę do całkowitego ostudzenia. Przechowywać zawinięty w bawełnianą ściereczkę.

zakwas, dzień 3

Tym razem nie przedstawiam Wam mojego autorskiego przepisu, ale pochodzący z przełomowej książki "Kuchnia polska bez pszenicy" autorstwa Marty Szloser i Wandy Gąsiorowskiej. Jeśli nigdy nie mieliście w dłoniach tej publikacji, to musicie koniecznie to nadrobić. Obie panie wspaniale ułatwiają życie osobom na diecie bezglutenowej doraźnej i stałej. W książce znajdziecie mnóstwo przepisów na tradycyjne dania polskie i nie tylko, które ciężko wyobrazić sobie bez glutenu (pierogi, torty, jak to możliwe?). Poza tym doradzają w selekcji produktów spożywczych i ciekawie piszą o samym zagadnieniu diety bezglutenowej, szczególnie w świetle ostatniej mody na celiakię. Przepis oryginalny zmodyfikowałam nieznacznie do tego, co akurat miałam w szafkach - wyszedł bardzo dobrze.

Chleb, jak już wspomniałam, wyszedł bardzo smaczny i o świetnej konsystencji. Pojawia się jednak pewna problematyczna kwestia. Mianowicie, zakwas ogórkowy jest bardzo wyczuwalny i nieco gryzie się to ze smakiem kokosa. Jestem niezwykle tolerancyjna, jeśli chodzi o takie połączenia, ale tym razem ten smak nieco mnie przytłacza. Być może następnym razem przygotuję ten chleb bez wiórków kokosowych albo z nieco innym zakwasem. Jakie połączenie zaproponowalibyście? 


Od razu zastrzegam, nie cierpię na celiakię ani nie mam stwierdzonej alergii na gluten czy też nietolerancji. Jadam wyroby z mąk glutenowych i bezglutenowych, mimo, że zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to najzdrowszy wybór. A może jednak nie?

Problem pojawia się, kiedy chcemy zdefiniować co tak naprawdę ma znaczyć, że coś "jest zdrowe". Od dłuższego czasu waham się pomiędzy zaleceniami diety sportowej czy też redukcyjnej, która jest pełna mięs, glutenu (przetwory z mąki z pełnego przemiału) i innych zakazanych produktów. Z drugiej strony mamy purytańską dietę ludzi zdrowych, która wyklucza nadmierne zakwaszanie organizmu białkami pochodzenia zwierzęcego, odrzuca każdą chemię, konserwanty (co oczywiste), ale też gluten, cukier i inne produkty z pogranicza. 
Faktem jest, że ten pierwszy wzorzec żywieniowy może zaowocować pewnymi rezultatami wizualnymi (w końcu po to jesteśmy na diecie?!), ale też poprawą naszych badań, sprawności, poziomu cholesterolu itd. Dlaczego więc taka dieta jest tak niezdrowa albo zdrowa za mało? Sama właściwie nie wiem. Dietetycy zalecają na śniadanie chleb tostowy pełnoziarnisty, podczas gdy czytając jego skład włos jeży nam się na głowie. Dlaczego w związku z tym lekarze zalecają nam chemię? Myślę, że nie da się tego przeliczać aż tak zero-jedynkowo. Wszystko zależy oczywiście od paradygmatu, z którego obserwujemy naszą żywieniową rzeczywistość. Nie aż tak drugorzędną sprawą jest nasz cel i motywacja. Z pewnością każdy ma na ten temat swoje własne zdanie, które zaczerpnął z "wiarygodnych źródeł informacji", które jak niestety muszę zauważyć - wielokrotnie same sobie zaprzeczają. 

W tym wypadku nie pozostaje nam nic innego, jak samemu testować na sobie zalecenia lekarzy i stosować się do wszystkiego, ale z umiarem. Nie mam alergii na gluten, ale ten może być szkodliwy? Ok, nie wykluczę go z jadłospisu, ale wyraźnie ograniczę. Cukier jest niepożądanym składnikiem diety? Tak, nie kupię musztardy czy dżemu słodzonego cukrem, ale od czasu do czasu upiekę ciasto z cukrem kokosowym albo innym słodkim odpowiednikiem tradycyjnej białej śmierci.


Swój sposób odżywiania uważam za zdrowy i sama świetnie się po nim czuję. To, co bez względnie wykluczyłam z diety już kilka lat temu to mleko krowie i zastępuję je mlekiem sojowym (choć niechętnie), ryżowym, owsianym lub kokosowym. Jadam mięso, jaja, ryby, wszystkie warzywa i owoce (nawet banany, mimo, że te mają sporo cukru, olaboga). Nie kupuję natomiast produktów przetworzonych czy puszkowanych (no, chyba, że to tuńczyk...), nie używam białej mąki, a już z pewnością nie tej wybielanej w młynie, o białym cukrze też nie ma mowy. Dbam o kaloryczność i różnorodność potraw. Jadam regularnie, 5 razy dziennie. Zdarzają mi się odstępstwa, od czasu do czasu zjem drożdżówkę babci albo pierogi ruskie, wiecie, takie nawet ze śmietaną! I o ile nie zdarza mi się to nagminnie, to jest ok. Jestem aktywna, ćwiczę regularnie minimum 5 razy w tygodniu. Potrzebuję jeść, być silna i zdrowa. Jedzenie ma rozwijać moją sprawność i regenerować po treningu, a poza tym jest przyjemnością! :)


Mała kromka z ricottą, bezcukrowym dżemem malinowym, melisą, płatkami kokosa i chrupkami quinoa to pyszne śniadanie, dodatkowo uzupełnione kawą z niesłodzonym mlekiem sojowym. Dało mi energię na dobrych kilka godzin! Dacie się skusić?


piątek, 8 maja 2015

BORÓWKOWE CIASTO ŚNIADANIOWE Z PALETNI

Delikatne i puszyste ciastko kokosowo - jagodowe. Zdrowe, smaczne i bez glutenu. Do tego błyskawiczne w przygotowaniu i niezmiernie przyjemne w konsumpcji :) Warto przygotować więcej, niż zamierzacie zjeść, uwierzcie - warto. Znika zdecydowanie szybciej, niż powinno. 








Składniki na 1 porcję:

Ciasto:
  • 1 jajko wiejskie, 
  • 2 łyżki mąki sojowej,
  • 2 łyżki mąki owsianej, 
  • 2 łyżki wiórków kokosowych, 
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego, 
  • garść borówek amerykańskich, 
  • 1 łyżka ksylitolu, 
  • tłuszcz kokosowy do smażenia, 
  • szczypta soli morskiej.

Kokosowy cukier puder:
  • 1 łyżka ksylitolu, 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
do podania: jogurt grecki, listki melisy, kwiaty bzu, świeże borówki amerykańskie.


Przygotowanie: 

Żółtko oddzielić od białka. Dodać do niego obie mąki, wiórki kokosowe, mleko, ksylitol i dobrze wymieszać. Białko ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Delikatnie połączyć z drugą masą i jagodami. Patelnię rozgrzać na średnim ogniu z odrobiną tłuszczu kokosowego. Smażyć kilka minut pod przykryciem, aż ciastko upiecze się na złoty kolor i zetnie w środku. Delikatnie przewrócić i smażyć jeszcze przez około 1 minutę. 

Ksylitol i wiórki kokosowe umieścić w kielichu blendera. Zmiksować na pyłek. Biszkopt podawać od razu z kokosowym cukrem pudrem, melisą, świeżymi borówkami i listkami melisy. Można udekorować można kwiatami bzu.



Ostatnimi czasy pojawiło się w mojej głowie wiele ciekawych i kreatywnych pomysłów. Mam nadzieję, że po wakacjach przybiorą one realniejszych kształtów i staną się rzeczywistością. Dużo się ostatnio dzieje. Jak to maj i wiosna, wszystko przyspiesza, a życie staje się dynamiczniejsze.

Majówkę spędziliśmy w Krakowie, przechadzając się po mieście w deszczu, chodząc do kina i biorąc udział we wspanialej grze w stylu wyjdź z pokoju w godzinę. Przyznam szczerze, że było to moje pierwsze doświadczenie z tego typu grą i zrobiła ona na mnie niemałe wrażenie. Wybraliśmy pokój postapocalyptia, który samym wystrojem nawiązywał nieco do wnętrz więziennych czy wojennych. Gra opierała się na zagadkach logicznych, dopasowywaniu kodów, haseł i szyfrów i oczywiście na nieszablonowym myśleniu i pracy zespołowej. Jest to fenomenalny sposób na spędzenie wolnego czasu w kreatywny sposób. Warto zebrać zgraną, kilkuosobową grupę i zmierzyć się z wyzwaniem.

Dla zainteresowanych - Challenge Accepted, miejsce, w którym się bawiliśmy.



Wiosna w naszym ogrodzie już w pełni zakwitła. Cieszymy się majowym bzem, tulipanami i zapachem świeżo skoszonej trawy. W planach mamy długie godziny spędzone na grillowaniu i podziwianiu zieleni. Pogoda zachęca do działania i spędzania czasu na powietrzu. Placyk targowy obok naszego domu kusi dojrzałymi owocami i warzywami, mieni się kolorami wiosny. Czy Wy też to czujecie? Tą całą pozytywną energię, którą czerpiemy ze słońca i jego wpływu na naturę? 
Wszystko rozkwita, budzi się do życia. Promienie słoneczne delikatnie grzeją, a lekki wiatr przyjemnie orzeźwia w parne dni. Wiosna jest piękna, a jednak niezwykle krótka. Och, co byśmy dali, aby zatrzymać te cudowne dni na znacznie dłużej. Albo, żeby cieszyć się nimi o wiele wcześniej. 

Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych pór roku. Po długich, depresyjnych miesiącach bez słońca i przyjemnej temperatury nasz organizm odżywa. To, co istotne, to aby pamiętać, że nasz ciało w ciągu wiosny ma nieco inne potrzeby niż zimą. Podstawową sprawą przestaje być ogrzanie i dokładne odżywienie organizmu, ale zmiana menu na lekkie i pełne sezonowych owoców i warzyw. To najlepsza pora roku na detoks czy długofalową dietę oczyszczająca. Dzięki dostępnym produktom staje się to dużo prostsze, niemal instynktowne. To właśnie teraz najczęściej sięgamy po zdrowe przekąski, zawierające dużo witamin, a unikamy ciężkiego i tłustego jedzenia, które jakoś nam "nie pasuje". Nasz organizm sam sugeruje nam, co jest dla nas dobre i właściwie. Mimo, że od siedemnastowiecznego życia zgodnie z prawami natury trochę się zmieniło, akurat o tą jedną rzecz warto dbać. Sezonowość menu.




niedziela, 12 kwietnia 2015

LEKKI SERNIK KOZI BEZ PIECZENIA

Obchodziliśmy dzisiaj spóźnione śniadanie wielkanocne. Trochę dla rodziny, trochę też i dla nas samych. Od kilku lat te święta nie wyglądają dla nas tak, jak przez całe życie. Pojawiły się nowe miejsca, nowe tradycje. Jedną z takich świeżynek jest sernik, który od kilku lat robię na każde święta. Skoro dzisiaj miało być tradycyjnie, to musiało być i nasze ciasto. Pojawiło się w nowej odsłonie, miało nowy smak, pozostał jedynie element tradycji i piękne wspomnienia...


Składniki:

Na spód:
  • 2 szklanki pokruszonych ciastek kokosowych bezglutenowych,
  • 1,5 szklanki płatków migdałów, 
  • 4 łyżki oleju kokosowego, 
  • szczypta soli.

Na masę serową:
  • 250 sera koziego twarogowego*, 
  • 250 g sera ricotta,
  • 400 ml mleka kokosowego bio, schłodzonego przez noc, 
  • 1 łyżka soku z cytryny,
  • 3/4 - 1 szklanka ksylitolu,
  • szczypta soli.

Na dekorację:
  • 1/2 gruszki, 
  • kilka pistacji, 
  • świeże listki melisy, 
  • wiórki kokosowe.
* - można użyć pół kilo sera koziego i pominąć ricottę. Wtedy sernik będzie miał bardzo wyrazisty kozi smak, które ewentualnie można zneutralizować śmietaną. 

Przygotowanie:

Przygotować okrągłą formę do tortów z odpinaną obręczą. Wysmarować ją cienko tłuszczem kokosowym, a spód wyłożyć papierem do pieczenia. Ciastka wkruszyć do kielicha blendera. Dodać płatki migdałów, szczyptę soli i tłuszczu kokosowy. Dokładnie zmielić. Masę rozprowadzić w tortownicy, wyrównać i dokładnie docisnąć we wszystkich miejscach. Na czas przygotowywania masy serowej odłożyć do lodówki.

Ser kozi i ricottę miksować na średnich obrotach miksera aż do dokładnego połączenia się obu serów. Dodać ksylitol, sól i sok z cytryny. Otworzyć mleko kokosowe, dodać tylko część stałą mleczka, a pozostałą, wodnistą część, odłożyć. Zmiksować na wysokich obrotach aż do uzyskania gładkiego kremu. Wyłożyć na spód i wygładzić. Schładzać w lodówce przez całą noc. Jeśli rano sernik dalej nie zastygnął można bez obaw włożyć go na kilka godzin do zamrażarki. Będzie miał wtedy lekką, nieco lodową konsystencję. Mi właśnie taki się podoba. 

Przed podaniem wyjąć, udekorować pokrojoną gruszką, kokosem, pistacjami i melisą. Podawać od razu. Przechowywać do 2 dni w lodówce lub zamrażarce.



Muszę Was lojalnie ostrzec, że sernik wychodzi bardzo słodki. Jest to w prawdzie tylko moja opinia, ale polecam najpierw spróbować masy serowej przed dodaniem całej porcji ksylitolu. Uważać powinny także te osoby, które mają problem z przemianą materii. Ksylitol spożywany w większej ilości może mieć działanie przeczyszczające, a osoby, które nigdy go nie stosowały może przyprawić o niestrawność. Dobrze tolerowana górna dawka ksylitolu na dobę do około 15 g czyli bardzo malutki kawałek ciasta (!). Jeśli boicie się skutków ubocznych dosładzania cukrem brzozowym możecie bez problemu z niego zrezygnować i użyć jakiego innego zamiennika. Doskonale sprawdzi się cukier palmowy, który jest jednak nieco mniej słodki od tego tradycyjnego. Można spróbować także posłodzić sernik syropem klonowym lub ryżowym. Zdrowych lub mniej szkodliwych zamienników cukru jest cała masa, jest w czym wybierać. 

Syrop z agawy i ksylitol. Zdrowe czy jedynie mniej złe?

Ostatnio pojawiło się bardzo wiele opinii podważających wspaniałe właściwości obu tych słodzików. Okazuje się, że sposoby ich produkcji pozostawiają wiele do życzenia i nie są one aż tak "naturalne", jak przekonują producenci i handlowcy. Ja mam do tych rewelacji nieco ambiwalentny stosunek. Z pewnością jest to lepsza opcja niż rafinowany, biały cukier, którego w mojej kuchni nie używam. Nic, zero. Gdybyśmy chcieli śledzić wszystkie najnowsze badania i odkrycia naukowców nie zostało by nam czasu na jedzenie wychwalanych i krytykowanych przez nich produktów. Już praktycznie każdy składnik naszej diety został poddany bacznej obserwacji. Ciężko rozeznać się w prawdziwości mniejszej lub większej badań i do wszystkich zastosowań, które dostajemy. Wtedy nie pozostałoby nam nic poza wodą. A nie, ta też pewnie szkodzi... Apeluję o odrobinę krytycyzmu. Nie wolno dogmatycznie wierzyć ani we wszystkie zalety, ani też wady produktów żywieniowych. Musicie sami znaleźć złoty środek, obserwować reakcje Waszego ciała. Ja używam zarówno ksylitolu, jak i syropu z agawy (bio). Nie są to jednak podstawowe źródła cukru w mojej kuchni, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi.


Jedno jest faktem - niezależnie od wybranego rodzaju cukru - sernik wychodzi bardzo smaczny. Jest lekki, delikatny i ma niezwykle wiosenny anturaż. Naturalnie, możecie przygotowywać go przez cały rok, dekorując go sezonowymi owocami i dowolnymi orzechami. Ja nie mogę się już doczekać sernika w odsłonie malinowo - poziomkowo - jagodowej! Och, to będzie dopiero rozpusta dla podniebienia. W jesiennej odsłonie możecie podawać go z borowikami lub kurkami, podsmażanymi na maśle (nie, to jednak żart).


Nawiązując jeszcze przez chwilę do naszego udawanego śniadania wielkanocnego, chciałabym Wam przybliżyć jedną z tradycyjnych potraw na naszym stole. Tuszonka aka duszonka lub po naszemu tuczonka to danie, które pojawia się u nas już od lat. Jest to duszona szynka i kiełbasa z dużą ilością świeżego chrzanu, podlewana rosołem. Poza naszym domem nigdy dotąd się z nią nie spotkałam. Przyznam szczerze, że w tym roku jej nie próbowałam, ale pachniała tak wspaniale, jak w każde święta. Spotkaliście się już wcześniej z tą potrawą? Podobno tuszonka przyszła do nas od babci, która zna ją ze swojego rodzinnego domu na kresach wschodnich. Niestety, poszukiwania w internecie nie przyniosły rezultatów i żadne ze znalezionych dań nie przypomina naszej swojskiej tuszonki, którą znamy wszyscy od dziecka. 

Być może danie zostało tak daleko zmodyfikowane, że nie przypomina już potrawy, którą żywili się żołnierze Armii Czerwonej w trakcie II wojny światowej, jak podaje Wikipedia? Tak swoją drogą to widziałam kiedyś w muzeum na Półwyspie Helskim znalezioną zawekowaną niemiecką rację żywieniową, bodajże z roku '43. Słoik jest naturalnie przezroczysty, wszystko widać wyraźnie. 


wtorek, 7 kwietnia 2015

BEZGLUTENOWE PLACKI Z CUKINII Z ŁOSOSIEM WĘDZONYM

Placki z łososiem to świetny pomysł na lekki wiosenny obiad na świeżym powietrzu. Jeśli lubicie wszelkiej maści placuszki, to to danie z pewnością spełni Wasze oczekiwania, a kto wie - może wejdzie do Waszego repertuaru na stałe? Ja natomiast, publikuję przepis dla Kasi. Dotychczas zawsze robiłam placki "na oko", ale głos rozsądku z zewnątrz podpowiedział, że czas uporządkować go i spisać. Jest to nieco zmieniona wersja, bezglutenowa, ale równie pyszna. Smacznego!





Składniki na 10 placuszków:
  • 1 mała cukinia, 
  • 1 jajko wiejskie, 
  • 3/4 szklanki mąki ryżowej, 
  • 1/2 szklanki mąki owsianej, 
  • 3/4 szklanki mleka ryżowego, 
  • 4 łyżki startego sera długo dojrzewającego,
  • szczypta lubczyku suszonego, 
  • sól morska, 
  • tłuszcz kokosowy lub masło klarowane do smażenia.
do podania: wędzona polędwica z łososia, kwaśna śmietana, świeży koperek, cytryna, maślanka do picia

Przygotowanie:

Cukinię umyć i zetrzeć na tarce, na grubych oczkach. Wbić do miski jajko, dodać sól i lubczyk, wymieszać. Wlać mleko ryżowe i dodać starty ser. Na koniec przesiać obie mąki do miski i dokładnie wymieszać składniki. Placki smażyć na odrobinie tłuszczu, na patelni z nieprzywieralną powłoką, na złoty kolor. Podawać z łososiem i śmietaną. Do picia koniecznie maślanka! 
 

Placki przygotowałam po raz ostatni jakieś 2 tygodnie temu, tuż przed wyjazdem na Święta, ale nie miałam czasu się nimi podzielić na blogu. Dzisiaj, po 10 dniach wspaniałych i ekscytujących przeżyć, wróciłam. Jestem jeszcze nieco zmęczona podróżą, ale musiałam jak najszybciej zająć się tym "zalegającym" przepisem, bo po Semana Santa mam w głowie tysiące pomysłów na wypróbowanie wielu nowych, a czasem nienowych dań, podanych w nieoczywisty sposób.

Hiszpania, jak zawsze, powitała mnie słońcem i gorącem. Swoją pyszną kuchnią i hiszpańskim żywiołem. Miałam okazję poopychać się moimi ulubionymi daniami, ale też na spróbować czegoś nowego. Dość ciekawym przeżyciem i z pewnością smakiem, wartym zapamiętania była torrija - typowy deser z okresu Wielkiego Tygodnia. To po prostu chleb, namaczany w winie lub anyżu, maczany w jajku i smażony, podawany z cukrem, cynamonem i gęstym sosem miodowym, w którym najczęściej pływa. Kolejną ciekawą potrawą był espinacas con garbanzos czyli szpinak z ciecierzycą. Pyszny i kremowy, smakował absolutnie wszystkim, nawet tym, którzy regularnie unikają warzyw. Innymi flagowymi daniami, które można było spróbować był dorsz w typowym guiso, tortitas de camarones czy caracoles czyli po prostu ślimaki - tak, typowe danie kuchni Andaluzyjskiej.


Oczywiście święta w Sewilli to nie tylko jedzenie! To procesje, kwitnące drzewa pomarańczowe, upał i tłum ludzi na ulicach spieszących zawsze w tą samą stronę. I kadzidło, które bez przerwy czuć w całym starym centrum. Hiszpanie swój sposób celebracji świąt zawdzięczają z pewnością swojemu temperamentowi i klimatowi (który moim zdaniem leży u podstawy wielu różnic kulturowych między Polską a Hiszpanią). Katolicyzm nie jest u nich praktykowany i rozumiany tak, jak u nas. Dlaczego Hiszpanie mieliby chodzić do kościoła w Wielki Tydzień, skoro to kościół przyjdzie do nich - wyjdzie na ulice? Nie odbywają się msze, nabożeństwa. Maja miejsce za to wielogodzinne procesje, które podziwiają dziesiątki tysięcy Sewilczyków i turystów. Jeśli już wybierają się do kościoła, to po to, aby zobaczyć przepiękne, okrutnie ciężkie figury przedstawiające Jezusa i Maryję, które chętni noszą na swoich ramionach. Hiszpanie z pewnością nie praktykują wiary regularnie, ale za to przeżywają święta znacznie głębiej, niż Polacy. Muzyka, ruch, który towarzyszy majestatycznym procesjom często wzrusza do łez i skłania do przemyśleń. W procesjach nie idzie praktycznie nikt, poza nazarenos i penitentes, którzy pokutują, dziękują lub proszą o łaski. Często uczestniczą w nich bez butów lub zupełnie boso, idąc godzinami przez ulice miasta. Wreszcie długo za nimi wyłaniają się pasos i palios, przeplatane mini orkiestrami, zwanymi bandas, które dodają powagi, majestatu, ale także sterują tempem i sekwencją kroków niesionych figur. Cała esencja Wielkiego Tygodnia polega na zobaczeniu jak największej liczby procesji, a w szczególności właśnie tych figur. Tym żyją wszyscy mieszkańcy, całe miasto, a właściwie to cała prowincja.

Sewilczycy, jak szaleni, biegają od punktu do punktu, aby zobaczyć przechodzące procesje w najbardziej strategicznych punktach starego miasta i okolic. Drugą opcją jest wykupienie sobie krzesła, które przylega do tzw. carrera oficial czyli zbioru ulic, przez które przechodzą wszystkie procesje. Jedno krzesełko, bagatela, kosztuje nawet do 700 złotych, tak więc - jest co oglądać!


Planując spędzenie świąt w Sewilli warto pomyśleć o tym wcześniej i zarezerwować nocleg z odpowiednim wyprzedzeniem. Dobrze zakwaterować się w ścisłym centrum, bo na okres Wielkiego Tygodnia wjazdy i wyjazdy z i do starego miasta są bardzo utrudnione. Jeśli więc jesteście samochodem lepiej od razu zaparkować go w garażu hotelu i zostawić tam aż do wyjazdu. Dobra wiadomość jest taka, że wszystko da się spokojnie obejść na nogach. Dla leniwych są jeszcze taxówki :) 

Koniecznie zaopatrzcie się w wygodne buty i przewiewne ubrania - o szóstej wieczorem stałam w 38 stopniowym upale w lnianym garniturze i trzysta razy roztopiłam się na miejscu, wsiąknęłam w chodnik i zmaterializowałam się z powrotem. Warto też zawsze mieć ze sobą butelkę wody i wachlarz, choć ten młodym dziewczynom ponoć nie przystoi.


Wracając jednak na chwilę do placków. Wypróbujcie także wersje z maślanką i/lub proszkiem do pieczenia. Będą one wtedy znacznie bardziej puszyste. Jeśli nie macie ochoty na wersję bezglutenową, wystarczy, że zamienicie mąkę na orkiszową czy pszenną pełnoziarnistą lub też nie. Możecie podawać je na ciepło i na zimno. Uważajcie jednak, aby placuszki nie zaabsorbowały zbyt dużej ilości tłuszczu. Najlepiej delikatnie osączyć je na ręczniku papierowym, aby ten wchłonął nadmiar masła czy oleju kokosowego.

Smacznego!