Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łosoś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łosoś. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

RÓŻOWA SAŁATKA Z ŁOSOSIEM

Dzisiaj mam dla Was propozycję na pyszną, kolorową, wiosenną sałatkę z łososiem. Moja słabość do tej królewskiej ryby przekłada się na sporą przewidywalność mojego menu i dlatego dzisiaj, po raz kolejny wylądowała ona na moim stole i blogu. Dobrze przynajmniej, że to od łososia jestem uzależniona, a nie od frytek i fast foodów!







Składniki na 1 sałatkę:
  • 2 garści mieszanki sałat, 
  • 2 rzodkiewki, 
  • 2 łyżki kremowego sera koziego w kawałku, 
  • 100 g łososia wędzonego na ciepło, 
  • 1/4 czerwonej cebuli, 
  • 1 łyżka pestek granatu, 
  • 1 łyżeczka orzeszków piniowych, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • odrobina cytrynowego octu balsamicznego.

Przygotowanie:

Sałatę umyć i odwirować. Rozłożyć na talerzu. Rzodkiewkę pokroić na drobne plasterki, cebulę posiekać na cienkie piórka i dodać do sałaty. Wkruszyć ser kozi, a łososia oderwać widelcem i ułożyć na sałatce. Posypać pestkami granatu i orzeszkami piniowymi. Skropić oliwą z oliwek i octem balsamicznym.


U nas na stole zagościły już pierwsze wiosenne dekoracje - świeże owoce, tulipany, wesołe serwetki i zielone ozdoby, wiszące z abażurów nad stołem. Dzięki temu, nawet w pochmurne dni czujemy się naładowani pozytywną energią, którą dają nam kolory. Przez otaczanie się wesołymi przedmiotami i my jesteśmy weseli. Barwy wpływają na nasze samopoczucie i aktywność. Niektóre mogą stymulować do działania, a inne usypiać, drażnić i odbierać energię. Uważajmy, szczególnie przy wyborze koloru ścian (może czarny to nie najlepszy pomysł do pokoju dziennego?) i tapet. Tych zmian nie da się aż tak szybko odwrócić. Najbezpieczniejszym wyborem jest oczywiście biel. Ta może być jednak nudna i zachowawcza. Jeśli już decydujemy się na nią, szalejmy z dodatkami, wzorami i kolorami akcesoriów - ostatecznie nikt nie chce mieszać w szpitalu.

Pamiętam, kiedy my wybieraliśmy kolory ścian. Staraliśmy się wybierać stonowane odcienie, które dobrze współgrałyby z kremowym piaskowcem, bielą i brązem. Postanowiłam przełamać nieco śmietankowe ściany zgaszonym, brudnym brązem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ściany okazały się być właściwie... fioletowe. Podobnie było z malowaniem garderoby, która wyszła dwadzieścia razy ciemniejsza, niż faktycznie powinna. Na szczęście przy kolorze elewacji nie daliśmy się już zmylić i celowo wybraliśmy jaśniejszy odcień, który i tak wyszedł wyraziście i nienudno.Teraz wszyscy są zadowoleni, a dom wygląda fantastycznie.


Nawiązując do przepisu, to sałatka z łososiem jest częścią mojego w miarę zdrowego jadłospisu, który ułożyłam sobie na dzisiaj. Postanowiłam zaostrzyć nieco dietę i pozbyć się części zdrowych, ale nieco grzesznych przyjemności. Moje dzisiejsze menu to:

Późne śniadanie
Płatki żytnie bio, namaczane przez noc w wodzie z tarkowanym jabłkiem, 200g serka greckiego lekkiego, łyżką miodu i 5 orzechami pecan.

Wczesny lunch
 Sałatka z łososiem z powyższego przepisu.

Lekki deser 
 Mus z mango (przepis wkrótce).

Wczesna kolacja 
Dwa małe kawałki długo pieczonej wieprzowiny z łyżką sosu winnego, 50g kaszy gryczanej i łyżką grzybków marynowanych.

Wieczorka przekąska 
 Mała sałatka caprese i 2 cienkie wafle ryżowe.

Nieco dziwna, przesunięta pora posiłków wynikła stąd, że wstałam dzisiaj nieco później, niż zwykle, a śniadanie zjadłam praktycznie już w porze I przekąski. Poza tym chodzę spać dość późno i po wczesnej kolacji, wieczorem, czułabym się głodna. Nieprawdą jest, że ostatni posiłek należy jadać o 18 czy 19. Jego porę należy dostosować do godziny, o której normalnie kładziemy się do łóżka. Spokojnie możemy pozwolić sobie na późniejszą kolację, jeśli po posiłku będziemy na nogach jeszcze minimum 2 - 3 godziny. Generalnie, zawsze powtarzam wszystkim, że unikanie lub omijanie kolacji jako sposobu na redukcję wagi jest ogromnym błędem. Nasza przemiana materii nie dostaje pobudzającego bodźca i zwalnia. Organizm stara się też na siłę zmagazynować przyjęte dotychczas jedzenie, w obawie przed długim niedostarczaniem pożywienia. Poza tym, po długiej przerwie między posiłkami, nasze wystraszone ciało może zaabsorbować z kolejnej potrawy więcej, niż powinno. 

To, czego jednak powinniśmy unikać wieczorem to cukry. Darujmy sobie owoce, a już w ogóle zapomnieć należy o słodyczach i deserach - na nie miejsce było przed południem lub najpóźniej wcześnie po obiedzie.


To, co także działa na naszą korzyść to fakt, że wiosną przestrzeganie zdrowej diety staje się łatwiejsze. Wszędzie dookoła nas są świeże owoce i warzywa, a słońce i temperatura odbierają nam apetyt na ciężkie i tłuste jedzenie. Wystarczy przestrzegać kilku prostych wskazówek, aby poczuć się świeżo, lekko i zdrowo. 

  • Zamień napoje farbowane i gazowane na wodę, herbatę, świeżo wyciskane soki. Pij dużo. Niech ciągłe picie stanie się Twoim znakiem rozpoznawczym!
  • Zjadaj ok. 75% porcji, którą spożywasz obecnie. Często ulegamy łakomstwu i zjadania zbyt wiele. Warto przed dokładką zrobić sobie 10 minut przerwy, aby zweryfikować, czy jest nam ona niezbędnie potrzebna, czy to jedynie kaprys.
  • Poszukaj dobrych zamienników - zamień chleb pszenny na pełnoziarnisty, majonez na jogurt, ciastka maślane na te owsiane. Dzięki temu krok po kroku, prawie niezauważalnie możesz wykluczyć wszystkie tuczące produkty.
  • Ruszaj się! Aktywność fizyczna jest najistotniejszym elementem dbania o siebie. Podkręca metabolizm, który spala tłuszcze nawet do 24h po treningu!
  • Usuń z kuchni niezdrowe produkty, które mogłyby Cię kusić (słodycze, wysoko przetworzona żywność, słodzone napoje). Dzięki temu, będziesz mieć pewność, że na pewno po nie nie sięgniesz.
  • Nie omijaj posiłków, nie głódź się, doprowadzi to tylko do spowolnienia metabolizmu i odkładania się tłuszczu, a przecież nie o to Ci chodzi?
  • Przestań na siłę liczyć kalorie! Jeśli lubisz matematykę, to śledź ilość białka, węglowodanów i tłuszczów w posiłkach oraz indeks glikemiczny. 
  • Obserwuj swoje ciało, jego reakcje, zmiany w nim zachodzące i ciesz się sukcesami, żyj zdrowo z uśmiechem na ustach :)



wtorek, 7 kwietnia 2015

BEZGLUTENOWE PLACKI Z CUKINII Z ŁOSOSIEM WĘDZONYM

Placki z łososiem to świetny pomysł na lekki wiosenny obiad na świeżym powietrzu. Jeśli lubicie wszelkiej maści placuszki, to to danie z pewnością spełni Wasze oczekiwania, a kto wie - może wejdzie do Waszego repertuaru na stałe? Ja natomiast, publikuję przepis dla Kasi. Dotychczas zawsze robiłam placki "na oko", ale głos rozsądku z zewnątrz podpowiedział, że czas uporządkować go i spisać. Jest to nieco zmieniona wersja, bezglutenowa, ale równie pyszna. Smacznego!





Składniki na 10 placuszków:
  • 1 mała cukinia, 
  • 1 jajko wiejskie, 
  • 3/4 szklanki mąki ryżowej, 
  • 1/2 szklanki mąki owsianej, 
  • 3/4 szklanki mleka ryżowego, 
  • 4 łyżki startego sera długo dojrzewającego,
  • szczypta lubczyku suszonego, 
  • sól morska, 
  • tłuszcz kokosowy lub masło klarowane do smażenia.
do podania: wędzona polędwica z łososia, kwaśna śmietana, świeży koperek, cytryna, maślanka do picia

Przygotowanie:

Cukinię umyć i zetrzeć na tarce, na grubych oczkach. Wbić do miski jajko, dodać sól i lubczyk, wymieszać. Wlać mleko ryżowe i dodać starty ser. Na koniec przesiać obie mąki do miski i dokładnie wymieszać składniki. Placki smażyć na odrobinie tłuszczu, na patelni z nieprzywieralną powłoką, na złoty kolor. Podawać z łososiem i śmietaną. Do picia koniecznie maślanka! 
 

Placki przygotowałam po raz ostatni jakieś 2 tygodnie temu, tuż przed wyjazdem na Święta, ale nie miałam czasu się nimi podzielić na blogu. Dzisiaj, po 10 dniach wspaniałych i ekscytujących przeżyć, wróciłam. Jestem jeszcze nieco zmęczona podróżą, ale musiałam jak najszybciej zająć się tym "zalegającym" przepisem, bo po Semana Santa mam w głowie tysiące pomysłów na wypróbowanie wielu nowych, a czasem nienowych dań, podanych w nieoczywisty sposób.

Hiszpania, jak zawsze, powitała mnie słońcem i gorącem. Swoją pyszną kuchnią i hiszpańskim żywiołem. Miałam okazję poopychać się moimi ulubionymi daniami, ale też na spróbować czegoś nowego. Dość ciekawym przeżyciem i z pewnością smakiem, wartym zapamiętania była torrija - typowy deser z okresu Wielkiego Tygodnia. To po prostu chleb, namaczany w winie lub anyżu, maczany w jajku i smażony, podawany z cukrem, cynamonem i gęstym sosem miodowym, w którym najczęściej pływa. Kolejną ciekawą potrawą był espinacas con garbanzos czyli szpinak z ciecierzycą. Pyszny i kremowy, smakował absolutnie wszystkim, nawet tym, którzy regularnie unikają warzyw. Innymi flagowymi daniami, które można było spróbować był dorsz w typowym guiso, tortitas de camarones czy caracoles czyli po prostu ślimaki - tak, typowe danie kuchni Andaluzyjskiej.


Oczywiście święta w Sewilli to nie tylko jedzenie! To procesje, kwitnące drzewa pomarańczowe, upał i tłum ludzi na ulicach spieszących zawsze w tą samą stronę. I kadzidło, które bez przerwy czuć w całym starym centrum. Hiszpanie swój sposób celebracji świąt zawdzięczają z pewnością swojemu temperamentowi i klimatowi (który moim zdaniem leży u podstawy wielu różnic kulturowych między Polską a Hiszpanią). Katolicyzm nie jest u nich praktykowany i rozumiany tak, jak u nas. Dlaczego Hiszpanie mieliby chodzić do kościoła w Wielki Tydzień, skoro to kościół przyjdzie do nich - wyjdzie na ulice? Nie odbywają się msze, nabożeństwa. Maja miejsce za to wielogodzinne procesje, które podziwiają dziesiątki tysięcy Sewilczyków i turystów. Jeśli już wybierają się do kościoła, to po to, aby zobaczyć przepiękne, okrutnie ciężkie figury przedstawiające Jezusa i Maryję, które chętni noszą na swoich ramionach. Hiszpanie z pewnością nie praktykują wiary regularnie, ale za to przeżywają święta znacznie głębiej, niż Polacy. Muzyka, ruch, który towarzyszy majestatycznym procesjom często wzrusza do łez i skłania do przemyśleń. W procesjach nie idzie praktycznie nikt, poza nazarenos i penitentes, którzy pokutują, dziękują lub proszą o łaski. Często uczestniczą w nich bez butów lub zupełnie boso, idąc godzinami przez ulice miasta. Wreszcie długo za nimi wyłaniają się pasos i palios, przeplatane mini orkiestrami, zwanymi bandas, które dodają powagi, majestatu, ale także sterują tempem i sekwencją kroków niesionych figur. Cała esencja Wielkiego Tygodnia polega na zobaczeniu jak największej liczby procesji, a w szczególności właśnie tych figur. Tym żyją wszyscy mieszkańcy, całe miasto, a właściwie to cała prowincja.

Sewilczycy, jak szaleni, biegają od punktu do punktu, aby zobaczyć przechodzące procesje w najbardziej strategicznych punktach starego miasta i okolic. Drugą opcją jest wykupienie sobie krzesła, które przylega do tzw. carrera oficial czyli zbioru ulic, przez które przechodzą wszystkie procesje. Jedno krzesełko, bagatela, kosztuje nawet do 700 złotych, tak więc - jest co oglądać!


Planując spędzenie świąt w Sewilli warto pomyśleć o tym wcześniej i zarezerwować nocleg z odpowiednim wyprzedzeniem. Dobrze zakwaterować się w ścisłym centrum, bo na okres Wielkiego Tygodnia wjazdy i wyjazdy z i do starego miasta są bardzo utrudnione. Jeśli więc jesteście samochodem lepiej od razu zaparkować go w garażu hotelu i zostawić tam aż do wyjazdu. Dobra wiadomość jest taka, że wszystko da się spokojnie obejść na nogach. Dla leniwych są jeszcze taxówki :) 

Koniecznie zaopatrzcie się w wygodne buty i przewiewne ubrania - o szóstej wieczorem stałam w 38 stopniowym upale w lnianym garniturze i trzysta razy roztopiłam się na miejscu, wsiąknęłam w chodnik i zmaterializowałam się z powrotem. Warto też zawsze mieć ze sobą butelkę wody i wachlarz, choć ten młodym dziewczynom ponoć nie przystoi.


Wracając jednak na chwilę do placków. Wypróbujcie także wersje z maślanką i/lub proszkiem do pieczenia. Będą one wtedy znacznie bardziej puszyste. Jeśli nie macie ochoty na wersję bezglutenową, wystarczy, że zamienicie mąkę na orkiszową czy pszenną pełnoziarnistą lub też nie. Możecie podawać je na ciepło i na zimno. Uważajcie jednak, aby placuszki nie zaabsorbowały zbyt dużej ilości tłuszczu. Najlepiej delikatnie osączyć je na ręczniku papierowym, aby ten wchłonął nadmiar masła czy oleju kokosowego.

Smacznego!


poniedziałek, 9 marca 2015

GRILLOWANY ŁOSOŚ NA CYTRYNOWYM RISOTTO Z SOSEM SPIRULINOWYM

Ostatnio byłam pod wpływem wielu inspiracji. Podróże, ciekawe wydarzenia, znajomi, wiele interesujących odkryć w blogosferze (i to polskiej), poszukiwań kulinarnych. Wszystko, co dzieje się wokół mnie mnie, to co mnie otacza, wpływa na mnie i na mój styl gotowania. Nadal jest swojsko i zdrowo, ale w nieco inną stronę. Mam jedynie nadzieję, że moje otwarcie na lewo nie będzie mnie kosztować tak drogo, jak Aldo Moro.






Składniki na 2 porcje:

Ryba:

  • 300 g filetu z łososia ze skórą, 
  • 1 łyżka mąki ryżowej,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • sól morska, 
  • świeżo zmielony pieprz kolorowy, 
  • szczypta zmielonych goździków.

Ryż:
  • 2 szklanki ugotowanego ryżu brązowego, 
  • 2 pełne łyżki serka kremowego,
  • 1 łyżka startej skórki z cytryny, 
  • szczypta soli morskiej.

Sos spirulinowy:
  • 1 łyżka spiruliny, 
  • 1 łyżka syropu klonowego, 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek, 
  • szczypta soli morskiej. 

oraz
  • 1 łyżka prażonej quinoa (quinoa puffs)
  • garść pestek granatu, 
  • liście świeżej bazylii, 
  • kilka nitek szczypiorku.

Przygotowanie:

Ugotowany ryż wymieszać dokładnie z serkiem, skórką z cytryny i solą. Przełożyć na patelnię z nieprzywieralną powłoką i podgrzewać powoli na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Łosia umyć, wytrzeć i pokroić na 2 kawałki. Posypać obficie solą, pieprzem i odrobiną goździków. Oba filety obtoczyć dokładnie w mące ryżowej. Usmażyć na łyżce oliwy na patelni grillowej z każdej strony. 

W międzyczasie uprażyć quinoa na suchej patelni przez ok. 20 sekund i przygotować sos. Spirulinę wymieszać ze szczyptą soli i syropem klonowym, dolewać oliwę z oliwek cały czas mieszając. Sos będzie miał konsystencję gęstej pasty; jeśli chcemy, aby był rzadszy wystarczy dodać nieco mniej spiruliny. 

Podawać zaraz po upieczeniu się łososia. Ryż wyłożyć na talerze, umazać je odrobiną sosu, nałożyć rybę i oprószyć quinoa i granatem. Udekorować listkami świeżej bazylii i szczypiorku.


 

Sposób, w jaki "montujemy" nasze talerze ma ogromny wpływ na sam proces jedzenia. Przede wszystkim, estetycznie podane danie będzie cieszyć nie tylko podniebienie, ale też oczy (Alvaro zawsze twierdzi, że ja jem oczami). Ponadto, już na starcie sugerujemy, co w naszej potrawie jest istotne, a co jest jedynie dodatkiem. Naturalnym wydaje się położenie ryby na ryżu, a nie odwrotnie. Jeśli nie jest to risotto z łososiem, a ryż jest tu jedynie dodatkiem - wiemy, co mamy robić. :) Warto też uważać z dodatkami i sosami. Jeśli danie tego nie wymaga starajmy się większą część sosu umieścić obok dania, a nie bezpośrednio na nim. W przypadku sosu ze spiruliny byłoby zabójstwem polać nim gotowego łososia z ryżem ze względu na jego zabójczo, charakterystyczny smak. Każdy ma prawo dozować sobie dodatki tak jak chce i ile chce; a także do ostatniego kęsa.


Spirulina fenomenalnie podkreśla smak dania. Delikatnie sugeruje, że bardzo pasuje do łososia i to nie jedynie kolorystycznie, ale też z pochodzenia. Do tego słodki smak sosu - pasty świetnie kontrastuje z delikatnym, słonym królewskim filetem. // O spirulinie nieco więcej pisałam już tutaj, zapraszam do przeczytania. 


Granat, który został wykorzystany do tego dania był wcześniej zamrożony. To jeden z tych owoców, które można otworzyć, użyć potrzebnej nam części i zamrozić. Ja przechowuję je wyłuskane, gotowe do użycia. Dzięki temu nie potrzebują dodatkowego czasu na rozmrożenie owoca. Wystarczy, że wyjmę potrzebną mi w danym momencie porcję i udekoruje nią danie. Granat rozmraża się w mgnieniu oka, a lekko zmarznięty smakuje jeszcze lepiej, niż ten w temperaturze pokojowej. Podobnie postępuję np. ze świeżymi listkami szpinaku czy domowymi truflami. Są to produkty, których zazwyczaj (wiadomo, bywa różnie) nie zużywam na raz. Szkoda byłoby je marnować, a tak mogę cieszyć się nimi w dowolnej chwili. 

Szczerze polecam Wam też robienie bulionów na zapas i mrożenie ich w pojedynczych opakowaniach. Dzięki temu zawsze będziecie mieli pod ręką aromatyczny wywar, dzięki któremu każda zupa nabierze niepowtarzalnego smaku. Podobnie postępujcie z zieleniną. Warto przygotować sobie pudełeczka z zamrożonym i posiekanym koperkiem czy pietruszką. Zawsze, kiedy braknie nam świeżych ziół wystarczy, że wyjmiemy je z zamrażarki i wrzucimy do zupy.


Niestety, na biurku zaczyna kotłować się coraz więcej spraw. Terminy gonią terminy, zobowiązania przypominają o sobie z bolesnym naciskiem, a czasu dla siebie jest coraz mniej.

" To było tak, to było tak
Spóźniona biegłam na spotkanie "

~ Maanam
 
Uczono nas, że cytujemy nie aby pokazać nasze oczytanie lub też znajomość tematu, ale wtedy, kiedy nie potrafilibyśmy powiedzieć czegoś trafniej. Stąd właśnie fragment "Do kogo biegłam", choć zupełnie nie w charakterze mojej problematyki. Jak to się potocznie mówi z dupy wyjęty

 

Kącik prawdziwego mężczyzny czyli porządny Chevrolet z lat 60tych, jak na twardziela przystało. Kubańskie cygaro i bardzo hipsterskie zdjęcie z warszawskiego klubu z whisky na barze. 

Niestety musiałam się zabrać za sprzątanie czy też organizację - ? (stąd kocham w j. hiszpańskim różnicę między limpiar i recoger). Nie robiłam tego praktycznie rzecz biorąc od ostatnich świąt. Wszędzie walają się pudła i niedobitki po prezentach, prasa i książki, a nawet jedna bombka się zawieruszyła. Tak to już jest, że wraz z nadejściem wiosny ludzie zyskują jakąś niezbadaną, tajemniczą siłę, którą są napędzani. W wierzeniach ludowych jest potocznie nazywana Słońcem. Nie wiadomo, czy istnieje w naszej szerokości geograficznej, ale podobno byli szczęśliwcy, którzy kiedyś je widzieli. Choć z tym też różnie bywa, bo jeśli już bóstwo S jest na horyzoncie, to świeci tak mocno, że i tak nie można mu spojrzeć w... majestat.

Smacznego,
Dorota


poniedziałek, 2 lutego 2015

JAJKO W KOSZULCE NA ŁOSOSIU WĘDZONYM I ZIEMNIAKACH

 
W jajkach w koszulce zakochałam się, kiedy po raz pierwszy spróbowałam ich w angielskim barze, na chrupiącym muffinie z gravlax'em i sosem holenderskim. Zawsze chciałam odtworzyć to danie, ale rano, jak to bywa, dziwnym trafem, jest za mało czasu. Moja głodna intuicja postanowiła zrobić ze wspomnień użytek i przygotować coś na kształt miksu tego ekskluzywnego śniadania i naszych swojskich jaj z ziemniakiem i kefirem. 

Składniki na 1 porcję:
  • 2 średnie ziemniaki, 
  • 50 g łososia wędzonego, 
  • 1 jajo wiejskie, 
  • odrobina octu, 
  • 1 łyżka maślanki,
  • gałązki świeżego rozmarynu, 
  • świeży szczypiorek, 
  • ostra papryczka (jeśli lubimy),
  • sól morska, 
  • świeżo zmielony pieprz.
 do podania: zimna maślanka do picia

Przygotowanie:
Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Pokroić i ułożyć na talerzu. Pokroić kilka plastrów wędzonego łososia i ułożyć na części ziemniaków. Przygotować jajko poche: zagotować wodę z octem i ostudzić do 80 stopni. Zawirować wodą i wrzucić do niej delikatnie jajko. Gotować chwilę w gorącej wodzie, wyjąć na łyżce cedzakowej i ułożyć na daniu. Posypać solą i pieprzem. Udekorować świeżym rozmarynem, szczypiorkiem i odrobiną chilli. Polać niedbale łyżką maślanki. Podawać na ciepło, jako obiad lub na zimno w charakterze przystawki.



Pomysł użycia maślanki jako sosu do jajek w koszulkach jest całkiem odważny i przełamuje wytworny klimat potrawy, dodając jej wiejskiej nuty. Dzięki temu, oszczędzamy też znaczną ilość tłuszczu (sos holenderski to praktycznie same żółtka i masło!). Całe danie jest tak skomponowane, że można swobodnie zamieniać wszystkie składniki: jeśli nie macie akurat ochoty na jajka w koszulkach możecie je usmażyć lub ugotować na półmiękko. Ziemniaki można zamienić na chleb, a łososia na wędzoną makrelę czy halibuta. Nie bójcie się eksperymentów, a jeśli coś dobrego wymyślicie, to koniecznie podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami.


Zioła w domu, to fantastyczny sposób na urozmaicenie swoich potraw. My zawsze dbamy o to, aby znalazło się u nas przynajmniej kilka podstawowych sadzonek (absolutny must have to mięta i bazylia, do tego cięty koperek, szczypiorek i pietruszka). Dobrze rozważyć zakup nowych sadzonek lub kupno gotowych, przy czym te drugie będą droższe i mogą krócej się trzymać - szczególnie, jeśli nie przesadzimy ich do większych doniczek. Musimy też pamiętać, że zioła kochają słońce. Jeśli uprawiamy je w domu, najlepiej będą czuły się na parapecie czy na balkonie. Nie zapominajmy też o ich podlewaniu. Powołując się na własne obserwacje, do każdej rośliny musicie dobrać optymalny czas nawadniania. U nas, najszybciej schnie bazylia. Zdarza się, że po jednym dniu bez podlewania wygląda na konającą i szantażem wymusza na mnie wodę. Nie czekajmy więc na tak drastyczne znaki, bo jeśli faktycznie zasuszymy zioła, te już się nie podniosą.
 
Więcej na ten temat możecie poczytać w moim artykule tutaj.

czwartek, 26 czerwca 2014

PIKANTNY TATAR Z ŁOSOSIA

Sekret tego łososia polega na jego subtelnej pikanterii - o tyle ciekawej, że nie jest ona podana wprost, ale ukryta w rzodkiewce, rukoli i - wreszcie - w delikatnej oliwie wasabi. Ostrość dania można oczywiście dopasować do swoich indywidualnych upodobań. Gorąco zachęcam do testowania wszystkich połączeń smakowych i do odkrywania swoich ulubionych!







Składniki na 4 porcje (po 210 kcal):
  • 500 g świeżego łososia (najlepiej filet bez skóry),
  • 4 rzodkiewki, 
  • 1 czerwona cebula,
  • garść rukoli, 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 1 łyżka soku z cytryny, 
  • sól morska, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • 1/4 łyżeczki pasty wasabi.
opcjonalnie: przyprawa maggi w płynie (bez glutaminianu sodu).



Przygotowanie:

Łososia umyć, zmielić w maszynce. Doprawić solą, pieprzem i maggi (jeśli używamy). Na tarce z dużymi oczkami zetrzeć czerwoną cebulę. Wymieszać z rybą i odstawić do lodówki na około 1 godzinę. Rzodkiewkę zetrzeć na tarce. Oliwę wymieszać z pastą wasabi. Łososia podawać ułożonego na talerzu z rzodkiewką, rukolą, oliwą wasabi oraz solą gruboziarnistą i pieprzem. Tuż przed podaniem skropić sokiem z cytryny.




czwartek, 13 marca 2014

SUSHI

Już od dawna przymierzałam się do sushi - popołudnia. Dzięki pomocy i mobilizacji Kasi wreszcie mój plan mógł nabrać realnych kształtów. Operacja trwała 3 godziny (wliczając czas przygotowania ryżu to prawie 4), ale było warto. Niesamowite smaki, dużo świetnej zabawy i piękne chwile. Dziękuję! W edukacji nad sushi pomogła mi niezastąpiona książka SUSHI, wydawnictwa Parragon, do której zawsze bardzo chętnie wracam. Polecam ją wszystkim, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z sushi i tym, którzy szukają kolejnych inspiracji.



Składniki:
  • 8 płatów nori,
  • 400 g ryżu do sushi,
  • 3 łyżki sosu do ryżu sushi (np. taki),
  • wędzony łosoś,
  • surowy łosoś,
  • surowy halibut,
  • marynowana śliwka,
  • marynowany seler,
  • awokado,
  • szczypiorek,
  • ogórek,
  • marchew,
  • serek Philadelphia,
  • majonez wegański,
  • domowy majonez kaparowy,
  • uprażony biały i czarny sezam,
  • kawior.
do podania: sos sojowy, wasabi, marynowany imbir

Celowo nie podaję dokładnych ilości składników - polecam wszystkim sushi freestyle. Rozłóżcie wasze ulubione dodatki i miksujcie je w różnych kombinacjach, odkrywając przy tym wasze ulubione smaki. Świetnie nadają się surowe ryby (łosoś, tuńczyk, halibut, mięso kraba), ale też wędzone! Spróbujcie też paluszków krabowych. Następnie sięgamy po warzywa: klasyki takie jak ogórek, szczypiorek to niemalże must - have, warto jednak dodać warzywa marynowane (seler czy paprykę). Można przygotować też szereg kremowych dodatków, którymi uzupełnicie wasze sushi (majonez, kremowy serek). To jaki kształt nabierze sushi będzie zależało tylko od was!

 
     Przygotowanie ryżu do sushi: 

Na sicie dokładnie płuczemy ryż. Zalewamy go 2 szklankami wody i jak najszybciej doprowadzamy go do wrzenia. Kiedy ryż zacznie się gotować zmniejszamy ogień i gotujemy go 10 minut. Następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut. Podczas całego procesu nie odkrywamy pokrywki garnka i nie mieszamy. Ugotowany ryż wykładamy do niemetalowej misy i polewamy go 3 łyżkami sosu do ryżu, delikatnie mieszając (tak, aby nie zniszczyć ziarenek!). Ryżu używamy kiedy ostygnie. Nie chowamy do lodówki.

    Przygotowanie sushi:

      Razem z Kasią przygotowałyśmy 3 rodzaje sushi: maki, uramaki i nigiri. Są proste do wykonania i bardzo efektowne.

    Maki sushi:
  •  Na matę bambusową kładziemy płat nori, rozkładamy równomiernie ryż zostawiając mały margines. 
  •  Na ryżu układamy wybrane składniki w jednej linii (równolegle do linii zwijania). 
  •  Rolkę delikatnie zawijamy. Jedną ręką przyciskamy matę bambusową do sushi, a drugą ciągniemy ją przed siebie. 
  •  Gotową rolkę sklejamy przez zwilżenie krawędzi nori i dociśnięcie jej.
  •  Sushi kroimy bardzo ostrym i wilgotnym nożem.

   Uramaki:

  •  Płat nori kładziemy na macie bambusowej, rozprowadzamy na nim ryż (można sobie pomóc zwilżając ręce). Nie zostawiamy marginesów.
  •  Przykrywamy folią spożywczą i odwracamy tak, aby folia leżała na macie, a płat nori na wierzchu. 
  •  Na nori układamy dowolne składniki w jednej linii (równolegle do linii zwijania).
  •  Zaginamy matę, rolując sushi. Jedną ręką dociskamy matę, drugą wyciągamy ją przed siebie.
  • Gotowy rulon obtaczamy w uprażonym sezamie.
  •  Kroimy na małe kawałki bardzo ostrym i wilgotnym nożem.

     Nigiri:

  •  Ryż formujemy wilgotnymi rękoma w małe, prostokątne bryły.
  •  Układamy na nich filety ryb lub plastry awokado.
  •  Można przewiązać je w połowię wąskim paskiem płata nori.
    

maki odwrócone - uramaki, ich robienie okazuje się prostsze, niż można się tego spodziewać po nieco skomplikowanym opisie, wychodzą już od pierwszego zrobienia, a do tego satysfakcja jest niemała.


... krojenie też nam nie straszne!