Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rukola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rukola. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 czerwca 2015

BURGERY Z INDYKA Z ZIELONYM SOSEM CZOSNKOWYM I RUKOLĄ

Trochę domowego fast - foodu odchodziło u nas w niedzielne popołudnie. Słońce nie dawało spokoju, więc przenieśliśmy się do zacienionego tyłu ogrodu, zrobiliśmy bułki, rozpaliliśmy grilla i poszło...! Zjedliśmy po jednym, dwóch... a może niektórzy nawet trzy burgery?








Składniki na 8 - 10 hamburgerów:

Burgery:
  • 500g mięsa mielonego z indyka, 
  • 1 garść posiekanej pietruszki, 
  • 3 garści posiekanego lubczyku, 
  • 1 łyżeczka pieprzu ziołowego, 
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku, 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryczki, 
  • szczypta kuminu, 
  • 1 łyżka sosu Worcestershire, 
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej.

 Zielony sos czosnkowy:
  • 2 łyżki majonezu (najlepiej domowego), 
  • 3 łyżki śmietany jogurtowej lub jogurtu greckiego, 
  • 1 ząbek czosnku, 
  • po 1 garści koperku, pietruszki i lubczyku, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • sól morska.

Dodatki:
  • 10 bułek do hamburgerów z tego przepisu*, 
  • 3 duże garści rukoli, 
  • 1 pomidor malinowy, 
  • 1/3 ogórka.
* - tym razem użyłam mąki orkiszowej (2 szklanki) i pszennej pełnoziarnistej (1,5 szklanki).


Przygotowanie:

Mięso wyjąć z lodówki, zmielić w maszynce lub gotowe przełożyć do dużej miski. Wymieszać ze wszystkimi przyprawami i sosem Worcestershire. Odłożyć na chwilę. Burgery smażyć na wolno żarzącym się grillu lub na patelni grillowej z odrobiną tłuszczu. Grillować aż do ciemnej, chrupiącej skórki. 

W międzyczasie przygotować sos. Majonez i śmietanę wymieszać w kielichu blendera. Dodać świeże zioła, czosnek przeciśnięty przez praskę, sól i pieprz. Miksować 1 - 2 minuty na najwyższych obrotach, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Przechowywać w lodówce aż do podania.

Warzywa umyć i pokroić. Bułki podgrzać na grillu, suchej patelni lub w tosterze przez chwilkę. Na ciepłym pieczywie ułożyć burgera, polać 1 łyżką sosu i dodać świeże warzywa. Podawać od razu - póki ciepłe, następne czekają już w kolejce!



Domowe bułki hamburgerowe - po co tyle zachodu?

Już spieszę z odpowiedzią na Wasze niezadane jeszcze pytanie, choć prawda jest taka, że jeśli ktoś faktycznie nie jest przekonany do tego to raczej nie pyta. Zazwyczaj spotykam się z chwilowym podziwem zapału, a potem obserwując moich znajomych i widzę, jak kupują sklepową bułkę, hamburgera na mieście, plastelinę w piekarni. Nie ma co kłamać i zachwycać się na zapas, mam czujne oko i widzę wszystko (tak Alvaro, Ciebie także). 

Wracając jednak to tego dlaczego robimy własne pieczywo... Powodów jest bardzo wiele. Przede wszystkim nasze, domowe jest o wiele smaczniejsze, niż nawet najwymyślniejsze z fast foodu albo półki sklepowej (nie daj boże!). Nie dajcie wmówić sobie, że nie macie ręki do pieczenia albo że pieczywo - okej, upieczecie, ale i tak nie wyjdzie jak to z piekarni - bzdura. Wyjdzie i to rewelacyjnie. Przepis na te bułki to jeden z prostszych, z którym poradzi sobie 8 letnie dziecko. Nic nie ma prawa nie wyjść, no chyba, że sparzycie drożdże, ale wtedy to na nic nie ma ratunku i pozostaje jedynie gorzki lament. 
 
Poza tym, co oczywiste nasze bułki są zdrowe. W przeciwieństwie do tych ze sklepu, które zawierają mnóstwo niezrozumiałych i zupełnie niepotrzebnych składników, które szkodzą naszemu zdrowiu, kondycji i samopoczuciu (pozwoliłam sobie na wykorzystanie portalu ile waży i przykładowej bułki hamburgerowej): mąka pszenna, woda, cukier, drożdże piekarskie, olej jadalny (rzepakowy), ziarno sezamu, sól spożywcza, glukoza, emulgatory: E 482, E 471, E 472 e, zagęstnik E 412, substancja przeciwzbrylająca E 526, mąka sojowa, środek przetwarzający mąkę E 300, E 920.Cieszycie się na myśl o tym wszystkim? Och, ile tu smakowitych E, podczas gdy nasze bułki składają się z kilku składników, które sami dodaliśmy i znamy ich pochodzenie.

Dodatkowo, ciężko opisać jaką satysfakcję mamy z własnoręcznego wypiekania bułeczek. Widzimy jak rosną, rumienią się, doceniamy sto razy bardziej ich delikatny, słodki smak i miękką konsystencję. Tak, pieczenie i smakowanie wypieków to duża frajda! Tak więc, wybór jest Wasz. Jeśli zasłaniacie się rzekomym brakiem czasu także jesteście w błędzie. Od rozpoczęcia procesu wypiekania bułek do ich kosztowania mija mniej niż godzina (słowo). Nie potrzeba czekania, godzinnego ugniatania, tygodniowego wyrastania. Wyjdą świetnie bez tych cyrków. Tak więc jak już je upieczecie to odłóżcie kilka dla siebie, na od razu, a resztę zapakujcie grzecznie w koszyczek i przez las - prosto do babci. Tylko z nikim nie rozmawiajcie! Ewentualnie w grę wchodzi także opcja mrożenia. Wybór po raz kolejny należy do Was (taka jestem tolerancyjna...).


Nasz ogródek rozkwita, tętni zielenią. Niedługo zostanie już sama roślinność. Zarośnie ścieżka, zarośnie taras, hamak, dom, zarośniemy my. Mam jednak nadzieję, że zanim to niechybnie nastąpi, to zdążę nacieszyć się naszą ogrodową wersją łóżka i pobujam się z prawo i w lewo, czytając jakaś fajną książkę (też nie za ciekawą, żeby nie odciągała mnie od przeżycia leżenia na hamaku w przyjemnym cieniu). Chwilowo są to niestety dosyć odległe plany, bo jestem pochłonięta obowiązkami z gatunku komputerowych, które wymagają biurka, stabilnego krzesła i mojej nieprzeciętnej uwagi, a szkoda. Chyba już wolałabym, żeby lało...


Formowanie i grillowanie burgerów to dopiero frajda. Obsługa tak skomplikowanego sprzętu jak grill to oczywiście robota męska, bo przecież po co my, piękne kobiety, miałybyśmy zatruwać się w dymie i palić w ogniu, kiedy możemy kroić zielone warzywa, popijając wodę z miętą w kuchni? No a wiadomo, że wysmażenie mięsa doda mężczyźnie minimum +10 punktów do ego, więc #tylewygrać, jak to się mówi...
 

Smacznego!


czwartek, 28 maja 2015

AZJATYCKA SAŁATKA Z KURCZAKIEM

Kto powiedział, że sałatki nie mogą być pełnowartościowym i fascynującym daniem? Z całą pewnością nie ja! Dzisiaj przedstawiam Wam kontynuację moich rozważań nad ekscytującymi sałatkami i zabieram Was w małą podróż na wschód. Moi kochani, witam w Azji! Możecie już wyciągać pałeczki, ale glutaminian sodu lepiej zostawcie w spokoju.




Składniki na 3 porcje:

Kurczak:

  • 30 dag piersi z kurczaka, 
  • 1 łyżka słodkiego sosu chilli, ekologicznego, 
  • 1 łyżka sosu z mango, ekologicznego, 
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryczki, 
  • szczypta mielonego imbiru, 
  • szczypta mielonej ostrej papryczki chilli, 
  • szczypta soli morskiej,
  • odrobina mąki ryżowej do obtoczenia kurczaka, 
  • 2 łyżeczki tłuszczu kokosowego nierafinowanego.

Sałatka:
  • 3 duże garści rukoli, 
  • 2 średnie marchewki, 
  • 6 łyżek mieszanki kiełków na patelnię,*
  • 1 pęczek szczypioru, 
  • 6 łyżek sezamu, 
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek, 
  • 3 łyżki oleju sezamowego, 
  • 3 łyżki octu ryżowego, 
  • szczypta mielonego imbiru.
 * - ja użyłam kiełków soczewicy, ciecierzycy i fasoli mung

Przygotowanie:

Kurczaka umyć, osuszyć i dokładnie oczyścić. Pokroić na 3 małe filety i bardzo delikatnie rozbić. W dużej misce wymieszać sos chilli, sos mango, przyprawy i sól i obtoczyć w nich kurczaka, odstawić na 20 minut do "przegryzienia" się składników. Na dużej patelni z nieprzywieralną powłoką rozgrzać tłuszcz kokosowy. Filety delikatnie obtoczyć w mące ryżowej i smażyć kilka minut na stronę, na złoty kolor (z zewnątrz powinny być chrupiące, a w środku delikatne).

Rukolę umyć, odwirować i rozłożyć pomiędzy 3 talerze. Marchewki obrać i zetrzeć na grubych oczkach. Szczypior grubo posiekać, najlepiej pod kątem. Dodać do rukoli. Kiełki podprażyć na łyżeczce oliwy ok. 4 minuty, mieszając co jakiś czas. Usmażonego kurczaka pokroić w pasy i ułożyć na sałatce razem z kiełkami. Posypać uprażonym sezamem. Olej sezamowy, ocet ryżowy i imbir wymieszać, polewać dressingiem tuż przed podaniem.


Sałatka, daję słowo, była przepyszna. Wspaniale sugerowała azjatyckie smaki, niczego na siłę nie narzucając. Zjedliśmy ją pałeczkami (całą), co nie okazało się jakimś szczególnym wyzwaniem. Zupełnie inaczej jak w przypadku ryżu, którego nigdy nie jestem w stanie skutecznie zjeść bez europejskich sztućców. Co ciekawe, wielu Azjatów w ogóle nie używa niczego. Świetnie radzą sobie jedząc palcami, pomagając sobie kawałkiem pieczywa lub liściem. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Kiedyś podczas pobytu na Sri Lance zabrali nas na popisowy pokaz gotowania ich typowego dania, oczywiście curry. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy nałożyli je nam na kawałek mokrego liścia i pożyczyli smacznego. Każdy zaczął się nieśmiało oglądać na sąsiadów, po czym posłusznie włożył do buzi kawałek rośliny i zaczął z niej wyjadać swoją porcję. Dało się? Pewnie i to jeszcze jak smakowało!


Zostawiam Was dzisiaj bez słowa na niedzielę (czy też czwartek, kto tam liczy) i udaję się świętować. Dzisiaj jest mój wyjątkowy dzień, urodziny! :) 

Adios, 
Dorota


czwartek, 9 kwietnia 2015

RÓŻOWA SAŁATKA Z ŁOSOSIEM

Dzisiaj mam dla Was propozycję na pyszną, kolorową, wiosenną sałatkę z łososiem. Moja słabość do tej królewskiej ryby przekłada się na sporą przewidywalność mojego menu i dlatego dzisiaj, po raz kolejny wylądowała ona na moim stole i blogu. Dobrze przynajmniej, że to od łososia jestem uzależniona, a nie od frytek i fast foodów!







Składniki na 1 sałatkę:
  • 2 garści mieszanki sałat, 
  • 2 rzodkiewki, 
  • 2 łyżki kremowego sera koziego w kawałku, 
  • 100 g łososia wędzonego na ciepło, 
  • 1/4 czerwonej cebuli, 
  • 1 łyżka pestek granatu, 
  • 1 łyżeczka orzeszków piniowych, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • odrobina cytrynowego octu balsamicznego.

Przygotowanie:

Sałatę umyć i odwirować. Rozłożyć na talerzu. Rzodkiewkę pokroić na drobne plasterki, cebulę posiekać na cienkie piórka i dodać do sałaty. Wkruszyć ser kozi, a łososia oderwać widelcem i ułożyć na sałatce. Posypać pestkami granatu i orzeszkami piniowymi. Skropić oliwą z oliwek i octem balsamicznym.


U nas na stole zagościły już pierwsze wiosenne dekoracje - świeże owoce, tulipany, wesołe serwetki i zielone ozdoby, wiszące z abażurów nad stołem. Dzięki temu, nawet w pochmurne dni czujemy się naładowani pozytywną energią, którą dają nam kolory. Przez otaczanie się wesołymi przedmiotami i my jesteśmy weseli. Barwy wpływają na nasze samopoczucie i aktywność. Niektóre mogą stymulować do działania, a inne usypiać, drażnić i odbierać energię. Uważajmy, szczególnie przy wyborze koloru ścian (może czarny to nie najlepszy pomysł do pokoju dziennego?) i tapet. Tych zmian nie da się aż tak szybko odwrócić. Najbezpieczniejszym wyborem jest oczywiście biel. Ta może być jednak nudna i zachowawcza. Jeśli już decydujemy się na nią, szalejmy z dodatkami, wzorami i kolorami akcesoriów - ostatecznie nikt nie chce mieszać w szpitalu.

Pamiętam, kiedy my wybieraliśmy kolory ścian. Staraliśmy się wybierać stonowane odcienie, które dobrze współgrałyby z kremowym piaskowcem, bielą i brązem. Postanowiłam przełamać nieco śmietankowe ściany zgaszonym, brudnym brązem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ściany okazały się być właściwie... fioletowe. Podobnie było z malowaniem garderoby, która wyszła dwadzieścia razy ciemniejsza, niż faktycznie powinna. Na szczęście przy kolorze elewacji nie daliśmy się już zmylić i celowo wybraliśmy jaśniejszy odcień, który i tak wyszedł wyraziście i nienudno.Teraz wszyscy są zadowoleni, a dom wygląda fantastycznie.


Nawiązując do przepisu, to sałatka z łososiem jest częścią mojego w miarę zdrowego jadłospisu, który ułożyłam sobie na dzisiaj. Postanowiłam zaostrzyć nieco dietę i pozbyć się części zdrowych, ale nieco grzesznych przyjemności. Moje dzisiejsze menu to:

Późne śniadanie
Płatki żytnie bio, namaczane przez noc w wodzie z tarkowanym jabłkiem, 200g serka greckiego lekkiego, łyżką miodu i 5 orzechami pecan.

Wczesny lunch
 Sałatka z łososiem z powyższego przepisu.

Lekki deser 
 Mus z mango (przepis wkrótce).

Wczesna kolacja 
Dwa małe kawałki długo pieczonej wieprzowiny z łyżką sosu winnego, 50g kaszy gryczanej i łyżką grzybków marynowanych.

Wieczorka przekąska 
 Mała sałatka caprese i 2 cienkie wafle ryżowe.

Nieco dziwna, przesunięta pora posiłków wynikła stąd, że wstałam dzisiaj nieco później, niż zwykle, a śniadanie zjadłam praktycznie już w porze I przekąski. Poza tym chodzę spać dość późno i po wczesnej kolacji, wieczorem, czułabym się głodna. Nieprawdą jest, że ostatni posiłek należy jadać o 18 czy 19. Jego porę należy dostosować do godziny, o której normalnie kładziemy się do łóżka. Spokojnie możemy pozwolić sobie na późniejszą kolację, jeśli po posiłku będziemy na nogach jeszcze minimum 2 - 3 godziny. Generalnie, zawsze powtarzam wszystkim, że unikanie lub omijanie kolacji jako sposobu na redukcję wagi jest ogromnym błędem. Nasza przemiana materii nie dostaje pobudzającego bodźca i zwalnia. Organizm stara się też na siłę zmagazynować przyjęte dotychczas jedzenie, w obawie przed długim niedostarczaniem pożywienia. Poza tym, po długiej przerwie między posiłkami, nasze wystraszone ciało może zaabsorbować z kolejnej potrawy więcej, niż powinno. 

To, czego jednak powinniśmy unikać wieczorem to cukry. Darujmy sobie owoce, a już w ogóle zapomnieć należy o słodyczach i deserach - na nie miejsce było przed południem lub najpóźniej wcześnie po obiedzie.


To, co także działa na naszą korzyść to fakt, że wiosną przestrzeganie zdrowej diety staje się łatwiejsze. Wszędzie dookoła nas są świeże owoce i warzywa, a słońce i temperatura odbierają nam apetyt na ciężkie i tłuste jedzenie. Wystarczy przestrzegać kilku prostych wskazówek, aby poczuć się świeżo, lekko i zdrowo. 

  • Zamień napoje farbowane i gazowane na wodę, herbatę, świeżo wyciskane soki. Pij dużo. Niech ciągłe picie stanie się Twoim znakiem rozpoznawczym!
  • Zjadaj ok. 75% porcji, którą spożywasz obecnie. Często ulegamy łakomstwu i zjadania zbyt wiele. Warto przed dokładką zrobić sobie 10 minut przerwy, aby zweryfikować, czy jest nam ona niezbędnie potrzebna, czy to jedynie kaprys.
  • Poszukaj dobrych zamienników - zamień chleb pszenny na pełnoziarnisty, majonez na jogurt, ciastka maślane na te owsiane. Dzięki temu krok po kroku, prawie niezauważalnie możesz wykluczyć wszystkie tuczące produkty.
  • Ruszaj się! Aktywność fizyczna jest najistotniejszym elementem dbania o siebie. Podkręca metabolizm, który spala tłuszcze nawet do 24h po treningu!
  • Usuń z kuchni niezdrowe produkty, które mogłyby Cię kusić (słodycze, wysoko przetworzona żywność, słodzone napoje). Dzięki temu, będziesz mieć pewność, że na pewno po nie nie sięgniesz.
  • Nie omijaj posiłków, nie głódź się, doprowadzi to tylko do spowolnienia metabolizmu i odkładania się tłuszczu, a przecież nie o to Ci chodzi?
  • Przestań na siłę liczyć kalorie! Jeśli lubisz matematykę, to śledź ilość białka, węglowodanów i tłuszczów w posiłkach oraz indeks glikemiczny. 
  • Obserwuj swoje ciało, jego reakcje, zmiany w nim zachodzące i ciesz się sukcesami, żyj zdrowo z uśmiechem na ustach :)



środa, 21 stycznia 2015

SAŁATKA Z RUKOLI, SERA MANOURI, MANGO I SUSZONEJ POLĘDWICY

Ta sałatka to mistrzostwo świata w doborze składników. Właściwie jej treścią są same składniki przez duże S - to hołd złożony produktom dobrej jakości. Zaserwujcie ją na lunch albo jako przystawkę na przyjęciu. Gwarantuję, ta sałatka zawstydzi wszystkich gości. Ona aż krzyczy ' I'm too sexy... '








Składniki na 1 porcję:
  • 2 garści świeżej rukoli, 
  • 50g sera Manouri
  • 10 plasterków cienko pokrojonej suszonej polędwicy lomo de cerdo,
  • 1 dojrzałe mango, 
  • 1 garść orzechów pinii, 
  • 5 plastrów suszonej figi, 
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia, 
  • ocet balsamiczny.

Przygotowanie:

 Rukolę dokładnie umyć i rozłożyć na talerzu. Dodać obrane i pokrojone mango oraz bardzo cienko pokrojoną polędwicę. Ser Manouri pokruszyć do sałatki. Posypać orzeszkami piniowymi oraz pokrojoną suszoną figą. Skropić oliwą z oliwek i octem balsamicznym.


 Po co tyle szumu o tę jakość produktów?

Szczególnie, że w Biedronce można kupić to samo o połowę taniej. Błąd - jeśli obliczymy, ile faktycznie produkty z B. mają sera w serze i mięsa w wędlinach okaże się, że kupowanie oryginalnych produktów wcale nie wychodzi drogo. A tak na poważniej... Liczy się przede wszystkim smak. Dlatego produkt oryginalny, jest produktem oryginalnym i tyle za niego płacimy. A płacimy przede wszystkim za jakość produktów pierwotnych, z których jest wytwarzany, sposób jego obróbki, przechowywania. Za tajemne receptury z tysiąc osiemset..., za transport, za brak wypełniaczy. Za to, że to, co kupujemy, jest tym, co kupujemy. Dlatego warto. Nawet, jeśli nasz portfel pojechał na zakupy do Lidla i już do niego dojeżdża.

Od czasu do czasu pozwólmy pójść sobie na zakupy do delikatesów i weźmy to, na co naprawdę mamy ochotę. Przestań zamieniać ser feta na ser typu feta, kup mozzarellę z mleka bawolic, wrzuć do koszyka niesiarkowane bakalie. A z następnej podróży przywieź sobie lokalne specjały i butelkę wina, zamiast kiczowatych sandałków (i tak jedzenie dłużej Ci posłuży).


Ta sałatka aż krzyczy: jestem z południa. Swoim gorącym temperamentem zachwyca wszystkich koneserów i smakoszy. Jest rewelacyjnym dowodem na istnienie przyjaźni włosko - hiszpańsko - greckiej. Począwszy od typowych wyznaczników tych kuchni, aż po wspólny mianownik, czyli... oliwę z oliwek. Tak jest moi drodzy. O ile można byłoby dopatrzyć się wspólnych cech hiszpańsko - włoskich, hiszpańsko - greckich, czy grecko - włoskich, ciężko mi pomyśleć o sztandarowym produkcie, czy potrawie, które te trzy kuchnie miałyby wspólne. No, może poza bakłażanem (hiszpańskie berenjenas con miel de caña, grecka moussaka i włoski bakłażan zapiekany). Cieszmy nasze podniebienia tym nietypowym połączeniem i płaczmy, kiedy już się skończy.

Smacznego!



niedziela, 16 listopada 2014

CARPACCIO WOŁOWE

Przyznam szczerze, że przez długi czas nie jadałam surowego mięsa. Surową rybę - tak, zawsze, jak najbardziej, w każdych ilościach. Ale mięso?! Nie mogłam się przemóc, aż do pewnego razu... Siedziałam z przyjaciółką w restauracji. Nie widziałyśmy się kupę czasu. Pomyślałam, w porządku, kieliszki od wina stukają o siebie radośnie co chwilę, a w brzuchu pusto! No i zamówiłam... carpaccio. Wtedy się zaczęło..., ta trochę miłość jednostronna, trochę fascynacja i respekt do surowego mięsa.
 
 
 
 
 
Składniki na 1 porcję:
  • 70 g wołowiny na carpaccio*,
  • mała garść rukoli,
  • 1 łyżka tartego parmezanu,
  • kilka kaparów,
  • kilka orzechów włoskich,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek,
  • 1 łyżeczka musztardy pikantnej,
  • szczypta soli morskiej.
* - w większości sklepów można kupić gotowe tacki z idealnie cienkim pokrojonym mięsem, jest ono niemalże przezroczyste. Mięso można pokroić także samodzielnie. Musimy upewnić się, że to może być jedzone na surowo, lekko je zmrozić i pokroić na plasterki o grubości 1 mm. Bardzo ważne, by było świeże. Nie wolno robić carpaccio z mięsa, które przekroczyło datę przydatności do spożycia!
 
Przygotowanie:
 
W szklance wymieszać musztardę z odrobiną soli, powoli wlać oliwę, cały czas mieszając. Dressing wyłożyć na talerz, na którym będziemy podawać carpaccio. Wołowinę wyłożyć delikatnie na talerz (bardzo uważać, może się rozpadać, "kruszyć", nie wolno jej rozciągać! trzeba do tego dużo cierpliwości). Posypać grubo startym parmezanem i rukolą. Udekorować posiekanymi orzechami włoskimi i kaparami. 


Carpaccio można podawać z dowolnymi dodatkami. Zawsze warto przygotować odrobinę sosu, który będzie dobrą bazą i przełamaniem smakowym do surowego mięsa. Ja najczęściej przygotowuję: sos musztardowy (jak w przepisie), sos wasabi, oliwę truflową lub pieprzową z odrobiną soli. Dodatki to również kwestia gustu. Wyrazisty ser świetnie podkreśla smak tego dania, ale można go spokojnie zastąpić czymś innym. Dobre kombinacje to: rzodkiewka - ser biały - wasabi, grana padano - gruba sól morska - kolendra czy szczypiorek - jajo na twardo - majonez sojowy.