niedziela, 17 stycznia 2016

MUFFINY SZPINAKOWE

Wytrawne muffinki należą do grona moich ulubionych. Są idealne na śniadanie, z gorącą kawą albo jako przekąska. Jeszcze ciepłe, smakowały wyśmienicie i co więcej, zadowoliły też domowego łasucha, buntującego się przeciw jakimkolwiek ogniwom dietetycznego odżywiania. Można więc śmiało stwierdzić, że odniosły sukces.


Składniki na 6 muffinów:
  • 1 szklanka szpinaku (450g mrożonego), 
  • 3/4 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej,
  • 3 wiejskie jaja, 
  • 1/3 kostki sera feta, 
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
  • 3 łyżki słonecznika łuskanego, 
  • 2 łyżki pestek dyni,
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • świeżo zmielony czarny pieprz, 
  • sól morska.

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 185 stopni. Formę na babeczki wyłożyć papierowymi papilotkami. 

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i przyprawami. W osobnym naczyniu wymieszać usmażony (i dobrze odciśnięty) szpinak, jajka, fetę, oliwę z oliwek i słonecznik. 

Dodać składniki mokre do suchych. Wymieszać drewnianą łyżką lub szpatułką do połączenia się składników. Wypełnić foremki na babeczki masą do ok. 4/5 wgłębienia (ciasto będzie rosnąć). Posypać pestkami dyni. Piec 25 minut, przed wyjęciem sprawdzić, czy patyczek wbity w babeczkę jest suchy. Wyjąć i ostudzić.


Wypiekanie muffinów to sport w sam raz dla super zajętych. Wystarczy miska, łyżka, 3 składniki na krzyż i zero talentu kulinarnego. Przyda się też piekarnik, ale na tym koniec, słowo. Ja swoją przygodę ze słonymi babeczkami zaczęłam właśnie od tych ze szpinakiem. Na nich jednak świat się nie kończy. Możecie wypróbować wielu ciekawych połączeń smakowych takich jak: 

kiełbasa chorizo/papryka/suszone zioła
wędzony łosoś/oliwki/zielone pesto
mozzarella/pomidorki koktajlowe/bazylia
oscypek wędzony/żurawina 

To moje ulubione propozycje, zawsze świetnie się sprawdzają i absolutnie zawsze wychodzą. Do wyboru do koloru. A Wy jakie lubicie najbardziej?



Uwagi do przepisu:
  1. Celowo zmniejszyłam nieco ilość oliwy z muffinach, żeby nie były zbyt tłuste. Jeśli lubicie jednak mocno oliwne wypieki możecie dodać jej nieco więcej.
  2. Dodatki można miksować dowolnie. Na podaną ilość składników starajcie się, aby nie przekroczyły one półtorej szklanki.


środa, 13 stycznia 2016

DORSZ Z KARDAMONEM W KOKOSOWEJ PANIERCE

Mój dziadek zawsze mawiał: "jedzcie dorsze, bo są dania jeszcze gorsze". No i faktycznie, miał rację. Świeża, biała ryba to całkiem niezły wynalazek. Zdrowa i przy tym niezwykle smaczna i lekkostrawna. Najlepsza pieczona w folii, na parze lub z grilla - wiadomo. Tym razem jednak przedstawiam Wam bardziej propozycję comfort food, niż danie na pierwszy dzień diety. Jest naprawdę mocne, trzymajcie się stołu, żeby nie paść z wrażenia!



Składniki na 2 porcje:

Ryba:
  • 1 filet z dorsza, świeży (do 200g),
  • 1 jajko wiejskie, 
  • wiórki kokosa do panierowania, 
  • 1 łyżka nierafinowanego tłuszczu kokosowego,
  • 1/2 łyżeczki kardamonu mielonego, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • sól morska.

Mus groszkowy:
  • 1 szklanka zielonego groszku, 
  • 5 łyżek mleczka kokosowego.

oraz
  • 1 średnie jabłko, 
  • 1 łyżka nierafinowanego tłuszczu kokosowego.


Przygotowanie:

Rybę umyć, przekroić na dwa filety o podobnej wielkości, osuszyć ręcznikiem papierowym. Doprawić solą, pieprzem i kardamonem. Maczać kolejno w rozbełtanym jajku i wiórkach kokosowych. Smażyć na 1 łyżce oleju kokosowego po 2-3 minuty na stronę na średnim ogniu.

W międzyczasie rozgrzać małą patelnię, roztopić na niej łyżkę tłuszczu kokosowego i delikatnie podsmażyć plastry jabłka. 

W kielichu blendera umieścić groszek i mleko kokosowe (jeśli było trzymane w lodówce, to należy je dobrze wymieszać, tak, aby zarówno płynna, jak i stała część znalazły się w naczyniu). Miksować na wysokich obrotach krótką chwilę, żeby w musie wciąż wyczuwalny był groszek. Podawać, jak tylko ryba będzie gotowa.


Tak właściwie to można byłoby to danie podciągnąć pod fish chips & mushy peas. Z rybą i groszkiem to jeszcze ujdzie, ale jabłko udające frytki mogłoby obrazić fanów smażonych ziemniaków. Tak czy owak, nawet jeśli nazwiemy to nowoczesną kuchnią brytyjską, to i tak będzie to zdrowsza i ciekawsza propozycja, niż większość dań z ich typowego menu. Bez urazy, ale wydaje mi się, że czasy bycia posh nieodwracalnie zakończyła epidemia śmieciowego jedzenia na wytwornych Wyspach Brytyjskich.


poniedziałek, 11 stycznia 2016

DELIKATNY KREM PIECZARKOWY

Zima to dla mnie przede wszystkim gorące, treściwe dania, gęste zupy, wszystko, co rozgrzewa i nie pozwala nam zbytnio się wychłodzić. Nie musi to jednak oznaczać objadania się ciężkim i tłustym jedzeniem, które zamiast stać się naszym paliwem, utuczy nas do rozmiaru 3XL. Z potrzeby wykreowania takiego właśnie zimowego menu powstał ten krem - zdrowy, łatwy i szybki w przygotowaniu. Zainspirowany anegdotką Julki o kremie pieczarkowym jej mamy. Być może troszkę go podkręciłam, ale, jak by nie było, od tego tutaj w końcu jestem. 



Składniki na 3 porcje:
  • 40 dag pieczarek (ważonych przed obraniem), 
  • 1 łyżka oliwy truflowej, 
  • 1 średnia cebula, 
  • 2 ząbki czosnku, 
  • 1/2 l dobrego bulionu, 
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego,
  • 1/2 łyżeczki tymianku, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • sól morska.
do podania: kwaśna śmietana, oliwa truflowa, świeżo zmielony pieprz, prażone płatki migdałowe i ziarna słonecznika, nasiona konopi, zielona cebulka, koperek, pietruszka. 


Przygotowanie:

Pieczarki obrać, umyć i pokroić w plastry. Na dużej patelni rozgrzać oliwę, cebulę posiekać i podsmażyć przez chwilę. Dodać pieczarki i czosnek przeciśnięty przez praskę. Smażyć na wolnym ogniu ok. 10 min.

Kiedy pieczarki będą już miękkie, zalać je bulionem, dodać tymianek i gotować jeszcze kilka minut. W międzyczasie uprażyć na suchej patelni płatki migdałowe i ziarna słonecznika. Zawartość patelni wraz z mlekiem umieścić w kielichu blendera i zmiksować na gładki krem. Doprawić do smaku solą i pieprzem. 

Podawać na ciepło z drobno posiekaną zieleniną, śmietaną, kroplą oliwy truflowej, nasionami konopi oraz uprażonymi migdałami i słonecznikiem.



Tak przygotowany krem pieczarkowy to całkiem ciekawa alternatywa dla tradycyjnej i nieco oklepanej już w okresie około świątecznym zupy grzybowej. Naturalnie, jeśli macie taką ochotę podobny krem możecie przygotowanie z nieco szlachetniejszych grzybów, niż tych z rodziny pieczarkowatych. Ponadto, jeśli potrzebujecie kilku dodatkowych kalorii warto dorzucić także ulubiony rodzaj kaszy albo kawałki kurczaka z bulionu. To właśnie od dodatków zależy czy nadacie tej zupie charakter lekkiej przystawki czy pełnego, pożywnego dania. 

Poza tym, sama baza dania też może ulec małej zmianie. Jeśli wolicie niezabielaną zupę, zamiast mleka roślinnego (lub zwykłego, według preferencji), wystarczy, że uzupełnicie ją odpowiednią ilością bulionu. Jeśli jednak dodatek mleka w zupie w miejsce śmietany wydaje Wam się co najmniej dziwny, możecie też śmiało zabielić ją w sposób tradycyjny (redukując ilość śmietany do maksymalnie kilku łyżek - w przeciwnym razie zupa będzie bezbarwna, bez charakteru i przede wszystkim tłusta).


Zupa porządnie wszystkich zaskoczyła. Poza jej nieoczywistym smakiem, przełamała też kanony w kwestii doboru dodatków. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kombinować, mieszać i próbować. Zupełnie z innej perspektywy spoglądam na zupę z ciekawie (i zdrowo) skomponowanymi dopełniaczami, niż z dodatkiem białego makaronu albo rozgotowanych ziemniaków. Pomyślcie o tym następnym razem przygotowując obiad. Zaskoczcie siebie samych zamieniając lane kluski w pomidorowej na rwany ser mozzarella i pesto z bazylii. Nawet, jeśli takie połączenie nie przypadnie Wam do gustu, nie zarzucicie sobie, że nie spróbowaliście.



niedziela, 13 grudnia 2015

WYTRAWNA OWSIANKA Z AWOKADO, JAJKIEM, PAPRYKĄ I CZARNYM SEZAMEM

Owsianka na słono, niech się dzieję, a co tam! Proste śniadanie, które w energetyzujący sposób zapewni Wam z pewnością nieco bardziej ekscytujący poranek, niż tradycyjna, słodka owsianka. Trudno, trzeba przełamywać bariery własnego zamknięcia na nowości. Przyznam szczerze, że kiedy zrobiłam ją po raz pierwszy, to miałam do niej nieco ambiwalentny stosunek, ale jest to jednak jedno z tych dań, które zyskują przy bliższym poznaniu.



Składniki na 2 porcje:
  • 6 łyżek płatków owsianych, 
  • 2 szklanki wody, 
  • sól morska, 
  • 1/2 dojrzałego awokado, 
  • 1/2 czerwonej papryki, 
  • 1 jajko na twardo, 
  • 2 łyżeczki czarnego sezamu, 
  • szczypiorek.

Przygotowanie:

Płatki owsiane wsypać do rondelka z grubym dnem, zalać wodą, dodać sól i gotować do uzyskania gęstej papki ok. 10 - 15 minut.

W międzyczasie awokado przepołowić na pół, pokroić, paprykę posiekać w kosteczki. Jajko ugotować na twardo. Podawać jak tylko owsianka będzie gotowa z przygotowanymi składnikami. Posypać czarnym sezamem i szczypiorkiem.

Zauważyłam ostatnio, że z nowymi daniami często bywa tak, że nie od razu stają się naszymi faworytami. Niejednokrotnie potrzebujemy nieco więcej czasu, by się do nich przekonać (i to nie bynajmniej próbując ich po raz kolejny), one jedynie potrzebują czasu w naszej głowie, aby jakoś się tam zadomowić i przygotować organizm na kolejny szok, spowodowany przyjęciem danych składników, zmieszanych w odpowiednie konfiguracje. Ale, ale... czyż nie jest tak naprawdę? Przypomnijcie sobie te wszystkie razy, kiedy w podróży próbowaliście czegoś szalonego, dziwnego, czegoś, czego nazwać nawet nie umieliście i nie wywołało to Waszego głośnego zachwytu. Mimo, to po powrocie z wakacji, oglądając zdjęcia okolicznościowe, czujecie ślinkę napływającą do gardła na myśl o tym ślimaku na musie z biedronki. Przykładowo. 

Tak też bywa ze mną. Potrzebuję czasu, aby dopasować się do nowych doznań kulinarnych. Najlepszym tego przykładem jest moja przygoda z hummusem. Jedząc go po raz pierwszy nie doznałam kulinarnego olśnienia, smakował mi owszem, ale był to raczej związek komfortowy, niż wielka miłość. Potem jednak ten smak wracał do mnie, w zapachach, wyobraźni, miałam po prostu ochotę na ten wielki hummus. Co ciekawe, kiedy jadłam go po raz drugi i kolejny, wydawało mi się, że to zupełnie inna potrawa, nowe danie. Nie te smaki, szaleństwo. Rozumiem, hummus hummusowi nie równy, ale ogólne wyobrażenie o smaku pasty z cieciorki miałam i nie różniły się obie od siebie aż tak bardzo. Tak czy owak, interesująca zależność.


Co jednak bardziej interesujące, niż same rozważania kulinarne, to miejsce na mapie kulinarnej Krakowa, które odkryłam w zeszły czwartek dzięki kochanej Julce. Traktuje się tu o Szalom Falafel, który absolutnie położył mnie na kolana swoim fenomenalnym falafelem i nie najgorszym hummusem. Jula, znawczyni Kazimierza, jego restauracji, a tym bardziej kuchni izraelskiej zaprowadziła nas do niepozornego baru take away, który swoim wyglądem bardziej odstraszał, niż zachęcał, ale trzeba przyznać, to co robią - robią cholernie dobrze! 

Jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicach krakowskiego Kazimierza, nie próbujcie omijać tego miejsca, jest świetne, hipnotyzuje autentycznością smaków, jeśli mogę tak stwierdzić.


sobota, 5 grudnia 2015

POMARAŃCZOWA OWSIANKA Z MANGO I KOKOSEM


Co powiecie na pyszną, sycącą pomarańczową owsiankę z nutką kokosa, mango i bananem? To nie wszystko, jest jeszcze świeża melisa i chrupiąca quinoa. Słowem, same pyszności w bardzo zdrowym wydaniu. Ktoś jeszcze nie jadł dzisiaj śniadania?


Składniki na 3 porcje:
  • 1 łyżka oleju kokosowego, 
  • 9 łyżek płatków owsianych, 
  • sok z 1 pomarańczy, 
  • 2 szklanki mleka owsianego, 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych,
  • 1 łyżka syropu z agawy, 
  • szczypta mielonego imbiru i kardamonu.
do podania: plastry świeżego mango, banana, pomarańczy, prażone wiórki kokosowe i quinoa puffs, listki melisy.

Przygotowanie:

Olej kokosowy rozgrzać w rondelku z grubym dnem. Wsypać płatki owsiane i prażyć przez chwilę. Zalać sokiem z pomarańczy i gotować około minutę. Wlać mleko, dodać wiórki kokosowe, syrop z agawy i przyprawy, zmniejszyć ogień. Gotować ok. 10 minut, co jakiś czas mieszając.

Podawać na ciepło, z owocami, melisą, prażonym kokosem i chrupkami quinoa.


Ta owsianka to chyba jedno z moich ulubionych śniadań na słodko. Jej podstawowa forma, z tłuszczem kokosowym i dodatkiem syropu z agawy jest doskonałą bazą do wielu kompozycji smakowych. Jeśli pominiemy słodzidło, to śmiało można przyrządzić owsiankę w wersji wytrawnej, np. z awokado, pomidorem i czarnym sezamem, brzmi dobrze, prawda?


Płatki owsiane, niezależnie od wybranego przez nas rodzaju są cennym źródłem białka i błonnika. Jeśli w sklepie łapiecie się za głowę, zastanawiając się, które tak właściwie są najlepsze - zwykłe, górskie, błyskawiczne czy może otręby, pamiętajcie o jednym: ich wartości odżywcze są tak naprawdę podobne. Najlepiej wybierać oczywiście te najmniej przetworzone, które mają najniższy indeks glikemiczny. Nie należy jednak obsesyjnie unikać błyskawicznych płatków owsianych, które mogą niejednokrotnie uratować nas, kiedy mamy na przygotowanie, zjedzenie i posprzątanie po śniadaniu dosłownie 3 minuty. 

Co więcej, zachęcam Was do jedzenia owsianek nie tylko rano. Warto czasem się przemóc i spróbować jej w wersji wytrawnej na obiad czy kolację. Dodajcie Wasze ulubione dodatki i cieszcie się wspaniałym smakiem, zamieniając popularniejsze risotto czy kaszotto nas coś nowego.


Smacznego!



środa, 11 listopada 2015

NALEŚNIKI PODWÓJNIE GRYCZANE Z FETĄ I ORZECHAMI

Dobre wolne to długie wolne. Najlepiej nieoczekiwane (choć w przypadku 11 listopada ciężko tu o zaskoczenie), w środku tygodnia, leniwe. Nasza Fiesta Nacional pozwala mi podreperować moją nieobecność i dotrzymać rzuconej na wiatr, jak się okazuje, obietnicy, że będę bywać tu częściej. Ale naprawię się, inspiracja będzie gonić inspirację, słowo daję! Wiadomo, nieobecność też jest pewną formą fetyszu - tak przynajmniej zaostrzę Wasz apetyt, w przenośni i mam nadzieję dosłownie. Tak więc znowu zdrowo, lekko i jesiennie. Gryczane naleśniki, dobry farsz. W ogóle wszystko dobre, także smacznego!


Składniki na 4 porcje: 

Naleśniki: 
  • 1 łyżka nasion chia + 8 łyżek wody, 
  • 1 szklanka mąki gryczanej,
  • 1,5 szklanki wody gazowanej, 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
  • szczypta soli.

Nadzienie:
  • 100g ugotowanej kaszy gryczanej, 
  • 100g sera feta, 
  • 2 łyżki sera ricotta, 
  • orzechy włoskie, 
  • świeży szpinak baby, 
  • szczypiorek, 
  • pieprz ziołowy, 
  • kminek mielony. 

Przygotowanie:

Nasiona chia zalać wodą, pozostawić do nasiąknięcia ok. 30 minut. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać wodę gazowaną i chia. Dobrze wymieszać. Smażyć na średnim ogniu po 1-2 minut na stronę. Usmażone naleśniki odłożyć w ciepłe miejsce aż do podania.

Ser feta wkruszyć do miski, dodać ricottę i szczypiorek. Zmiksować na gładki serek. Każdego naleśnika posmarować dwoma łyżkami dipu, dodać kaszę, posiekane orzechy włoskie, szpinak i przyprawy. Podawać letnie lub na ciepło, zapiekane w piekarniku.


Naleśniki są bezglutenowe, wegańskie i jakby się im tak dokładnie przyjrzeć, to nie zawierają praktycznie nic, a przynajmniej nic szkodliwego. Można je oczywiście przygotować w wersji tradycyjnej, z jajkiem zamiast chia i na mące pszennej, żytniej, orkiszowej, kto co lubi. Ale nie warto! Tym razem trzymajcie się przepisu. W takim dobrym składzie nie potrzeba już free style'u. 

Zostawiam Was też bez słowa na niedzielę, zgłaszam dzisiaj nieprzygotowanie. 
Miłego dnia!


środa, 14 października 2015

JESIENNA SAŁATKA Z FIGAMI, BATATAMI I SEREM KOZIM

Mimo, że za oknem śnieg, a wszystkie wskaźniki temperaturomiernicze wskazują - o zgrozo - wartości bliskie zeru, to ja uporczywie lansuję jesień na talerzu. W międzyczasie oglądam prognozy pogody i wypatruję kiedy wreszcie po tej zimie przyjdzie... jesień.








 Składniki na 1 sałatkę:
  • 1 garść świeżego szpinaku baby, 
  • 2 plastry włoskiej szynki suszonej, 
  • 1 bardzo dojrzała figa, 
  • 1 mały batat, 
  • 25g sera koziego, 
  • 1 garść orzechów włoskich, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżka figowego octu balsamicznego. 

Przygotowanie: 

Słodkiego ziemniaka dobrze wyszorować. Upiec w piekarniku, ugotować lub w ostateczności przyrządzić w mikrofali. Pokroić w łódeczki. 
Szpinak umyć, rozłożyć na talerzu, dodać szynkę parmeńską, pokrojoną figę, orzechy. Na wierzch pokruszyć ser kozi. Polać oliwą i octem balsamicznym. 



Takie jedzenie to prawdziwa kapryśna przyjemność. Esencja smaków francuskiej jesieni. Jesteśmy w prawdzie w Polsce, nie zapominam się, ale wiadomo - każdy ma jakiś bagaż wspomnień kulinarnych. Moje to właśnie figi. Chyba najtrudniej dostępne owoce w Polsce. Już częściej można potknąć się o turlającą się na podłogę papaję czy uraczyć się liczi. Niestety, mimo, że do figowych rajów mamy znacznie bliżej, niż do tropików, to sezon na te wspaniałe owoce trwa relatywnie krótko, a niestety nie spotkałam się ze sklepem, który importowałby je przez cały rok. 

To właśnie figi są podstawą mojego ulubionego dania - widmo, jesiennej ekstazy: placków dyniowych z chevre, figami i kasztanami. Zawsze do pełni szczęścia brakuje mi któregoś ze składników (najczęściej są to kasztany albo figi). W USA udało mi się dostać wszystkie produkty, problemem okazała się... dynia, niewiarygodne, prawda? Kiedy w Hiszpanii wreszcie dopadłam kasztany, nie było mowy o figach i tak w kółko. 
Obecnie, w Krakowie brakuje mi jedynie kasztanów. Jako że zima przykryła grubym puchem nawet te na plantach, to muszę mieć oczy szeroko otwarte.


Co ciekawe zazwyczaj takim obsesyjnym wspomnieniem i poszukiwaniem smaków darzymy nasze dania z dzieciństwa. Kluseczki, pomidorową z ryżem, puleciki, czy co tam każdy z nas jadał. W moim przypadku tak nie jest, bo musiałabym poszukiwać chleba z pomidorem, solą i pieprzem. Tak, ta prosta kanapka właściwie była moją ulubioną "potrawą", która mama serwowała mi co wieczór, być może dlatego, że nie umiała przyrządzić nic innego? Tak czy owak, to chlebek jest moim comfort food, a pomidor do dzisiaj ulubionym warzywem.


Chętnie posłucham też o Waszych tęsknotach kulinarnych. Prowadząc moje pseudo badania nad psychologią jedzenia spotkałam się z wieloma przypadkami osób odizolowanych od możliwości spożywania swojej ulubionej potrawy, produktu, obserwując traumę jaką to u nich wywoływało. Może brzmieć to zabawnie czy absurdalnie, ale jedzenie nie jest jedynie paliwem, które przyjmujemy, aby móc podtrzymać czynności życiowe organizmu, to coś znacznie więcej. To wspomnienia, uczucia, emocje, oczekiwania. Może dlatego właśnie tak bardzo je kochamy? 

Warto zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie jemy? Otóż, oprócz oczywistości pojawiają się spostrzeżenia takie jak lubię ten smak, z nudów, dla poprawy humoru, ze złości, z potrzeby zjedzenia danego produktu. A co z produktami, których nie lubimy? Jak na nas wpływają? Ich zjedzenie wywołuje traumę, obrzydzenie, odrzuca. Posuńmy się jeszcze dalej - jak kształtują się takie preferencje? Na którym etapie? oraz wreszcie - dlaczego się zmieniają?

Na te wszystkie pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi, nie ma także rzetelnych badań naukowych, które w interesującym mnie kontekście opisywałyby tą zależność. Lekarze twierdzą jednak, że gdyby jedzenie było jedynie kwestią naszej psychiki, to rozwiązywać problemy dietetyczne chodzilibyśmy do psychologa a nie dietetyka. Owszem, mają w tym punkcie wiele racji, bo często zaburzenia odżywiania, otyłość itd. wynikają właśnie ze źle zbilansowanej diety, ale co z czynnikiem psychologicznym? Jak wielkie ma on znaczenie?


niedziela, 11 października 2015

DUSZONY KRÓLIK Z WARZYWAMI

Białe mięso królika, długo duszone w śmietanowym sosie. Danie aromatyczne, pełne warzyw i lekkie. Brzmi dobrze, prawda? Królik zawsze był dla nas daniem rezerwowanym na specjalne okazje. Może nawet nie tylko specjalne, co po prostu wspólny posiłek. Zawsze jak go przygotowuję, to razem zasiadamy do stołu, najczęściej w wolny dzień i długo delektujemy się smakiem dania i dzielimy się spostrzeżeniami na temat jego smaku i przyrządzenia.

Składniki na 6 porcji:
  • 1 mała tusza królika, 
  • 6 łyżek oliwy z oliwek, 
  • 1 duży por, 
  • 3 ząbki czosnku, 
  • 2 marchewki, 
  • 1 korzeń pietruszki, 
  • 1 mały seler razem z natką, 
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego, 
  • 1 łyżeczka tymianku, 
  • 1 łyżeczka pieprzu ziołowego, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • 3/4 szklanki białego wina, 
  • 800 ml bulionu drobiowego, 
  • 5 średnich ziemniaków, 
  • 3 łyżki śmietany 18%, 
  • sok z 1/2 cytryny, 
  • sól morska. 

Przygotowanie: 

Królika umyć i podzielić na kilka części (kończyny przednie, tylne oraz część środkową). Na dużej patelni z nieprzywierającą powłoką rozgrzać 2 łyżki oliwy z oliwek. Mięso obsmażyć delikatnie z każdej strony i zdjąć z patelni.
W dużym garnku z grubym dnem rozgrzać pozostałą oliwę. Pora umyć i pokroić jego białą część w talarki. Dusić kilka minut na średnim ogniu. Kiedy por się nieco zarumieni dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, marchewki, pietruszkę oraz seler wraz z natką. Warzywa smażyć jeszcze kilka minut. Doprawić kuminem, tymiankiem, pieprzem, papryczką i solą i dokładnie wymieszać. Zalać białym winem i gorącym bulionem. Przykryć i dusić kolejne 10 minut. 

Po tym czasie dodać królika, zmniejszyć ogień i gotować przez 1 godzinę pod przykryciem na wolnym ogniu. Dodać obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki i dusić kolejną godzinę. Pod koniec czasu dodać zaprawioną sokiem z cytryny śmietanę, uważając, by ta się nie zważyła. Pozostawić na całą noc w chłodnym miejscu.

W dzień serwowania, dusić królika jeszcze godzinę. Podawać w małych porcjach, obficie polane sosem i posypane świeżą pietruszką.


Drodzy czytelnicy, wybaczcie mi moją długą nieobecność na blogu. Była ona spowodowana czynnikami ode mnie niezależnymi. Obiecuję się poprawić w najbliższej przyszłości i dbać o regularność publikowanych artykułów. 

Tymczasem zapraszam Was na rozpływającego się w ustach i delikatnego królika "w śmietanie". Ujmuję tą nieszczęsną śmietanę w cudzysłowie, bo wychodzi jej pół łyżki na porcję. Danie jest naprawdę smaczne, aromatyczne i bardzo delikatne. Wspaniała propozycja dla całej rodziny, szczególnie z małymi dziećmi. 
Ten królik jest całkowicie odmienny od mojego - dotychczas - ulubionego królika duszonego w winie z suszonymi śliwkami. Po dzisiejszym obiedzie sama zaczynam mieć wątpliwości, który jest moim faworytem. Cóż, dwa różne danie, różne smaki i doznania, ale z pewnością na oba jest miejsce w naszej kuchni.


Tego typu dania zawsze są pożądane w okresie zaawansowanej jesieni, jak para ciepłych kapci i herbatka. Miło jest wpaść zmarzniętej do domu i podgrzać gotowe już, rozgrzewające danie. Generalnie nie jestem zwolennikiem bardzo ciężkiej kuchni na jesień czy zimę, ale fakt faktem - nasze dania stają się nieco bardziej treściwe, sycące wraz z nadejściem niskich temperatur. 
Jak u Was wygląda menu jesienno - zimowe? Korzystacie z sezonowych produktów?