wtorek, 19 maja 2015

LEKKA SAŁATKA Z INDYKIEM

Chrupiąca zielona sałata, słodkie pomidorki, pikantna szalotka i aromatyczny indyk. Brzmi dobrze? To jeszcze nie koniec. Ta lekka, wiosenna sałatka ma wszystko, co najlepsze. Jest doskonale zbilansowana i syci na dłużej, niż się spodziewacie! Nie ma na co czekać, grillujcie indyka i pakujcie Wasze lunchboxy na drogę. 







Składniki na 1 sałatkę:

Mięso:
  • 80 g piersi indyka, 
  • 1 mały ząbek czosnku, 
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii, 
  • 1/4 łyżeczki tymianku, 
  • 1/4 łyżeczki rozmarynu, 
  • 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego, 
  • sól morska, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek.

Sałatka:
  • 3 garście sałaty masłowej, lodowej lub rzymskiej, 
  • 1/3 czerwonej papryki, 
  • 1 garść pomidorków koktajlowych, 
  • 1/4 ogórka, 
  • 1 szalotka, 
  • 2 łyżka startego parmezanu, 
  • 1 jajko od kury z wolnego wybiegu.

Dressing:
  • 1 łyżeczka bazylii, 
  • 1/4 łyżeczki tymianku, 
  • 1/4 łyżeczki rozmarynu, 
  • 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego, 
  • 1/2 łyżeczki oregano, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 1 łyżka octu winnego, 
  • szczypta soli morskiej.

Przygotowanie:

Mięso wymieszać ze składnikami marynaty, odłożyć na chwilę. Patelnię grillową rozgrzać na średnim ogniu. Indyka usmażyć na złoty kolor z obu stron, uważając, żeby nie przesuszyć zbytnio mięsa. Zdjąć z patelni i odłożyć na kilka minut.

Sałatę umyć i porwać, wkroić paprykę i ogórek. Dodać pomidorki, posiekaną szalotkę i ugotowane jajko (polecam gotować do średnio twardego żółtka - 5 minut). Posypać tartym parmezanem. Udekorować indykiem pokrojonym w szerokie pasy. 

Składniki dressingu dokładnie ze sobą przemieszać, powoli dolewając oliwę. Sałatkę polać sosem tuż przed podaniem.


Jeśli z jakiś powodów przestrzegacie ścisłej diety i Wasze posiłki są dalekie od różnorodnych pewnie jak na zbawienie czekacie na jakieś urozmaicenie Waszego dziennego menu. Oto i one - zioła i sosy. Przygotowując Wasze własne mieszanki nigdy (choć to może za dużo powiedziane) nie znudzicie się kurczakiem z patelni czy pieczoną rybą. Women's Health opracował dla takich właśnie osób listę dodatków, które wspomogą lub odmienią smak nudnawych potraw. Nie przegapcie tego, uratują Wasze niejedno danie!

Mieszanki ziół, które możecie wykorzystać do ryb, mięs, sosów, marynat czy maseł smakowych:

Grecja:
1/4 łyżeczki oregano, 1/4 łyżeczki suszonej mięty (polecam dodać też świeżej), 1/4 łyżeczki suszonego tymianku, 1/8 łyżeczki suszonej bazylii, 1/8 łyżeczki suszonego majeranku, 1/8 łyżeczki suszonej natki pietruszki (też polecam świeżą), 1/8 łyżeczki mielonej cebuli, 1/8 łyżeczki mielonego czosnku.

Włochy:
1/2 łyżeczki mielonego czosnku, 1/2 łyżeczki suszonej bazylii, 1/4 łyżeczki suszonego tymianku, 1/4 łyżeczki suszonego rozmarynu, 1/8 łyżeczki czerwonego pieprzu.

Tajlandia:
2 łyżeczki soku z limonki, 1/2 łodygi trawy cytrynowej (obranej i drobno posiekanej), 1 łyżeczka drobno posiekanego imbiru, 1 łyżeczka sosu rybnego.

Hiszpania:
1 łyżeczka mielonego czosnku, 1 łyżeczka mielonej cebuli, 1 łyżeczka czarnego pieprzu, 1/4 łyżeczki suszonego oregano, 1/4 łyżeczki płatków chilli, 1/4 łyżeczki mielonego kuminu.

Maroko:
1 łyżeczka cynamonu, 1 łyżeczka mielonej kolendry, 1/2 łyżeczki kurkumy, 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne, 1/4 łyżeczki kardamonu, 1/4 łyżeczki mielonego kuminu (polecam użyć też całych ziaren).

Ponadto, WH wspomina, że warto mieć w domu także: musztardę Dijon, suszone przyprawy, bulion drobiowy lub ekologiczną kostkę, świeży korzeń imbiru, świeże zioła, czosnek, płatki chilli, sok z cytryny, sok z limonki, sos sojowy o niskiej zawartości sodu, pieprz świeżo zmielony, salsę, ocet, chrzan oraz sos Worcestershire. Od siebie mogę też dodać: hummus zwykły i smakowy, guacamole, awokado, szalotki, passatę pomidorową i ekologiczne mleczko kokosowe.

mieszanka włoska, użyta jako baza do marynaty kurczaka i dressingu


... ale to jeszcze nie wszystko! Oprócz tego mowa jest też o marynatach jogurtowych i dipach! Te świetnie skomponują się z mięsami, rybami, warzywami, przydadzą się na grilla, do ziemniaczka i na party z przyjaciółmi.
  • 1/4 szklanki jogurtu greckiego lekkiego, 1 łyżeczka cynamonu, 1 łyżeczka gałki muszkatołowej - używać do owoców, 
  • 1/2 szklanki jogurtu greckiego lekkiego, 1 ogórek, 1/2 posiekanej papryczki, sok z 1/2 limonki, sól pieprz - do ryb i kurczaka, 
  • 1/4 szklanki jogurtu greckiego lekkiego, 1 łyżka musztardy Dijon - do kurczaka, wieprzowiny i warzyw, 
  • 1/4 szklanki jogurtu greckiego lekkiego, 1 łyżeczka świeżego koperku, 1/4 awokado - do kurczaka i warzyw,
  • 3/4 szklanki jogurtu greckiego lekkiego, 1 ząbek czosnku, 1/4 posiekanego ogórka, 2 łyżeczki posiekanej, świeżej mięty.
Ponadto, kiedy zblazowani dobrobytem zupełnie będziemy już grymasić smak można wzbogacić poprze dodatek: miodu, ketchupu, sosu barbecue, sosu marinara, posiekanych orzechów, parmezanu, kakao, wiórków kokosowych, salsy z mango. Od siebie dorzucam jeszcze: syrop klonowy i z agawy, spirulinę i proteiny konopne, sos ze świeżych malin lub mango, szczyptę cukru brzozowego, chrupki quinoa, mozzarellę i suszone owoce.

Mam nadzieję, że przy najbliższej blokadzie smakowej nie dacie się nudzie i pokonacie ją w dobrym stylu! Bez tłuszczu i glutaminianu sodu!



niedziela, 17 maja 2015

BEZGLUTENOWY CHLEB GRYCZANO - KOKOSOWY NA ZAKWASIE

Łatwy do upieczenia chleb z chrupiącą skórką i miękkim środkiem. Długo utrzymuje świeżość i właściwą konsystencję. Dobrze sprawdza się na słono i na słodko. Można delikatnie go tostować lub robić sandwiche na zimno. Brzmi idealnie? Niestety nie. Na taką przyjemność trzeba sobie trochę poczekać, jakieś 3 - 4 dni. Mamy tu do czynienia z prawdziwym chlebem, do gry wchodzi zakwas.







Składniki:

Zakwas:
  • 200 ml wody z kiszonych ogórków, 
  • 100 g mąki gryczanej, 
  • 20 g mąki amarantusowej*,
  • 1/2 łyżeczki cukru.

Ciasto:
  • 200 g mąki gryczanej, 
  • 200 g wiórków kokosowych, 
  • 80 g płatków gryczanych**, 
  • 80 g zmielonego siemienia lnianego, 
  • 20 g amarantusa ekspandowanego, 
  • 2 łyżeczki soli, 
  • trochę ciepłej wody, aby uzyskać ciasto o konsystencji bardzo gęstego budyniu.
* - pominęłam mąkę amarantusową w zakwasie i uzupełniłam ją tą samą ilością mąki gryczanej. Podobnie postąpiłam z amarantusem z ciasta. 
** - ja użyłam płatków owsianych. 

Przygotowanie:

Składniki na zakwas wymieszać w szklanym naczyniu i przykryć. Odłożyć w ciepłe miejsce na 2 - 3 dni, aż zacznie lekko powiększać objętość.

W dzień pieczenia w misce wymieszać wszystkie składniki na ciasto, dodać zakwas i mieszać, powoli dodając wodę, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Odłożyć do ponownego wyrośnięcia na 10 - 12 godzin, najlepiej już w keksówce. Po tym czasie nagrzać piekarnik do 50 stopni i piec chleb 15 minut. Potem temperaturę podnieść do 100 stopni i piec kolejny kwadrans. Po pół godzinie ustawić temperaturę na 190 stopni i termoobieg, piec go jeszcze przez godzinę. Upieczony chleb zostawić 10 minut w piekarniku uchylonym do połowy, a następnie wyłożyć go na kratkę do całkowitego ostudzenia. Przechowywać zawinięty w bawełnianą ściereczkę.

zakwas, dzień 3

Tym razem nie przedstawiam Wam mojego autorskiego przepisu, ale pochodzący z przełomowej książki "Kuchnia polska bez pszenicy" autorstwa Marty Szloser i Wandy Gąsiorowskiej. Jeśli nigdy nie mieliście w dłoniach tej publikacji, to musicie koniecznie to nadrobić. Obie panie wspaniale ułatwiają życie osobom na diecie bezglutenowej doraźnej i stałej. W książce znajdziecie mnóstwo przepisów na tradycyjne dania polskie i nie tylko, które ciężko wyobrazić sobie bez glutenu (pierogi, torty, jak to możliwe?). Poza tym doradzają w selekcji produktów spożywczych i ciekawie piszą o samym zagadnieniu diety bezglutenowej, szczególnie w świetle ostatniej mody na celiakię. Przepis oryginalny zmodyfikowałam nieznacznie do tego, co akurat miałam w szafkach - wyszedł bardzo dobrze.

Chleb, jak już wspomniałam, wyszedł bardzo smaczny i o świetnej konsystencji. Pojawia się jednak pewna problematyczna kwestia. Mianowicie, zakwas ogórkowy jest bardzo wyczuwalny i nieco gryzie się to ze smakiem kokosa. Jestem niezwykle tolerancyjna, jeśli chodzi o takie połączenia, ale tym razem ten smak nieco mnie przytłacza. Być może następnym razem przygotuję ten chleb bez wiórków kokosowych albo z nieco innym zakwasem. Jakie połączenie zaproponowalibyście? 


Od razu zastrzegam, nie cierpię na celiakię ani nie mam stwierdzonej alergii na gluten czy też nietolerancji. Jadam wyroby z mąk glutenowych i bezglutenowych, mimo, że zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to najzdrowszy wybór. A może jednak nie?

Problem pojawia się, kiedy chcemy zdefiniować co tak naprawdę ma znaczyć, że coś "jest zdrowe". Od dłuższego czasu waham się pomiędzy zaleceniami diety sportowej czy też redukcyjnej, która jest pełna mięs, glutenu (przetwory z mąki z pełnego przemiału) i innych zakazanych produktów. Z drugiej strony mamy purytańską dietę ludzi zdrowych, która wyklucza nadmierne zakwaszanie organizmu białkami pochodzenia zwierzęcego, odrzuca każdą chemię, konserwanty (co oczywiste), ale też gluten, cukier i inne produkty z pogranicza. 
Faktem jest, że ten pierwszy wzorzec żywieniowy może zaowocować pewnymi rezultatami wizualnymi (w końcu po to jesteśmy na diecie?!), ale też poprawą naszych badań, sprawności, poziomu cholesterolu itd. Dlaczego więc taka dieta jest tak niezdrowa albo zdrowa za mało? Sama właściwie nie wiem. Dietetycy zalecają na śniadanie chleb tostowy pełnoziarnisty, podczas gdy czytając jego skład włos jeży nam się na głowie. Dlaczego w związku z tym lekarze zalecają nam chemię? Myślę, że nie da się tego przeliczać aż tak zero-jedynkowo. Wszystko zależy oczywiście od paradygmatu, z którego obserwujemy naszą żywieniową rzeczywistość. Nie aż tak drugorzędną sprawą jest nasz cel i motywacja. Z pewnością każdy ma na ten temat swoje własne zdanie, które zaczerpnął z "wiarygodnych źródeł informacji", które jak niestety muszę zauważyć - wielokrotnie same sobie zaprzeczają. 

W tym wypadku nie pozostaje nam nic innego, jak samemu testować na sobie zalecenia lekarzy i stosować się do wszystkiego, ale z umiarem. Nie mam alergii na gluten, ale ten może być szkodliwy? Ok, nie wykluczę go z jadłospisu, ale wyraźnie ograniczę. Cukier jest niepożądanym składnikiem diety? Tak, nie kupię musztardy czy dżemu słodzonego cukrem, ale od czasu do czasu upiekę ciasto z cukrem kokosowym albo innym słodkim odpowiednikiem tradycyjnej białej śmierci.


Swój sposób odżywiania uważam za zdrowy i sama świetnie się po nim czuję. To, co bez względnie wykluczyłam z diety już kilka lat temu to mleko krowie i zastępuję je mlekiem sojowym (choć niechętnie), ryżowym, owsianym lub kokosowym. Jadam mięso, jaja, ryby, wszystkie warzywa i owoce (nawet banany, mimo, że te mają sporo cukru, olaboga). Nie kupuję natomiast produktów przetworzonych czy puszkowanych (no, chyba, że to tuńczyk...), nie używam białej mąki, a już z pewnością nie tej wybielanej w młynie, o białym cukrze też nie ma mowy. Dbam o kaloryczność i różnorodność potraw. Jadam regularnie, 5 razy dziennie. Zdarzają mi się odstępstwa, od czasu do czasu zjem drożdżówkę babci albo pierogi ruskie, wiecie, takie nawet ze śmietaną! I o ile nie zdarza mi się to nagminnie, to jest ok. Jestem aktywna, ćwiczę regularnie minimum 5 razy w tygodniu. Potrzebuję jeść, być silna i zdrowa. Jedzenie ma rozwijać moją sprawność i regenerować po treningu, a poza tym jest przyjemnością! :)


Mała kromka z ricottą, bezcukrowym dżemem malinowym, melisą, płatkami kokosa i chrupkami quinoa to pyszne śniadanie, dodatkowo uzupełnione kawą z niesłodzonym mlekiem sojowym. Dało mi energię na dobrych kilka godzin! Dacie się skusić?


piątek, 15 maja 2015

GRUSZKA NA CIEPŁO Z GRANOLĄ Z GORZKIEJ CZEKOLADY

Co zrobić, kiedy za oknem wita nas szary dzień, a chlupiący deszcz w niczym nie przypomina ciepłej, letniej mżawki? Najlepiej oczywiście zaserwować sobie energetyczne śniadanie, które pobudzi nas do działania. Niech będzie nawet na szarym talerzu, a co tam!








Składniki na 1 porcję:
  • 1 średnia gruszka, 
  • 1 łyżeczka tłuszczu kokosowego, 
  • 2 łyżki jogurtu greckiego lekkiego, 
  • 4 łyżki domowej granoli*, 
  • 2 łyżeczki dżemu malinowego, bez dodatku cukru, 
  • 1 łyżeczka płatków migdałów, 
  • 1 łyżeczka wiórków kokosa, 
  • szczypta kardamonu.
* - ja wykorzystałam bazującą na kaszy gryczanej, domową granolę z gorzkiej czekolady. Jeśli nie mamy pod ręką Waszej, zdrowej wersji, najlepiej sięgnąć po niesłodzone płatki kukurydziane lub owsiane. Ważne, aby nie miały dodatku cukru - całe danie jest już wystarczająco słodkie.

Przygotowanie: 

 Gruszkę umyć i przekroić na pół, delikatnie wydrążyć gniazdo nasienne. Tłuszcz kokosowy rozgrzać na patelni z nieprzywieralną powłoką. Gruszki podsmażać na małym ogniu po ok. 1 minutę na stronę. Przełożyć na talerz. Do wgłębiania w środku nałożyć dżemu malinowego, posypać granolą, płatkami migdałów i kokosa, doprawić szczyptą kardamonu. Podawać z jogurtem greckim.


Parę słów o eko-zakupach

Coraz częściej stajemy przed trudnym wyborem pomiędzy zwykłymi produktami, a tymi, które są certyfikowane jako żywność bio, eko, czy bez cukru / glutenu / innych cudów. Zazwyczaj decydujemy się na te drugie w trosce o nasze zdrowie, prewencję czy też ze względu na konkretną dietę, alergię czy nietolerancję. Często nie mamy niestety wyboru i jesteśmy zmuszeni do wydatków na produkty z wyższej półki. Jednak ciężko ukryć, że zakupy takiej ekstra żywności wiążą się ze znacznie większym kosztem i uciążliwymi poszukiwaniami. Co więc warto zrobić, aby ułatwić nam nieco zakupowe życie i przyciąć trochę koszty?

- Zaopatrujmy się w sklepach on-line. To te mają najczęściej najbardziej konkurencyjne ceny w porównaniu z małymi sklepami lub zdrowym działem w tradycyjnych marketach. Ze swojej strony mogę polecić podrzucony mi przez ciocię adres strony dr Pelc. Ceny są bardzo przystępne, a sklep oferuje dowóz lub darmowy odbiór na miejscu (Kraków), 

- Sprawdzajmy czy w naszym mieście lub okolicy nie organizują targów zdrowej lub lokalnej żywności. Sprzedawcy na tego typu imprezach zawsze przygotowują specjalne ceny, nieco niższe od regularnych, sklepowych, 

- Kupujmy w dużych gabarytach. Mowa tu oczywiście o produktach o długiej dacie ważności, takie jak tłuszcz kokosowy, kasze, białka czy ziarna, 

- Poświęćmy raz a porządnie czas na znalezienie i wytypowanie naszych ulubionych produktów. Dzięki temu zakupy pójdą znacznie szybciej, bo nie będziemy tracić czasu na każdorazowe czytanie etykiet, 

- Spróbuj przygotowywać niektóre rzeczy samodzielnie. Jeśli nie pijesz mleka krowiego to wiesz, że większość mlek roślinnych oscyluje w granicach 7 - 10 zł za 1 litr (poza mlekami z Rossmana, które bardzo polecam), możesz jednak bez żadnego wysiłku przygotować je samemu. Podobnie jak ekologiczne kostki rosołowe, ziołowe przyprawy, aromatyczne oliwy czy zdrowe pieczywo, 

- Wymieniajmy się doświadczeniami ze znajomymi. Może oni wiedzą, gdzie i kiedy warto kupować dane produkty. Z własnego doświadczenia wiem, że poszukiwania w grupie są owocniejsze. W końcu co kilka par oczu to nie jedna,

- Zapoznaj się z właścicielami gospodarstw rolnych w okolicznych wsiach. Od czasu do czasu chętnie dorzucą kilka wiejskich jajek lub domowy serek gratis na stałych klientów, słowo!

 

czwartek, 14 maja 2015

PIECZONY DE VOLAILLE Z SUSZONYMI POMIDORAMI I BAZYLIOWYM PESTO

Kotlet de volaille to jedno z najpopularniejszych dań barowych kuchni polskiej. Zazwyczaj kojarzymy go z chrupiąca panierką, wypływającym masełkiem i frytkami. Nieźle, prawda? Powiem Wam jedno: może być jeszcze lepiej! Poczciwy de volaille może mieć wiele twarzy, także tą zdrową. Już czas porzucić smażenie kurczaka w głębokim tłuszczu i wypróbować zapiekania go w panierce z otrębów owsianych. Drogie panie i panowie, przed Wami obiad przyszłości - De Volaille 2.0.





Składniki na 2 porcje:
  • 2 piersi kurczaka, 
  • 2 łyżki mąki ryżowej, 
  • 1 jajko, 
  • 3 - 4 łyżki otrębów owsianych, 
  • 2 łyżeczki pesto bazyliowego, 
  • 2 suszone pomidory w oleju, 
  • 1 łyżka tłuszczu kokosowego, 
  • 1 łyżeczka słodkiej papryczki, 
  • świeżo zmielony pieprz, 
  • sól morska.
do podania: sałata masłowa z łyżką śmietany jogurtowej i jogurtu greckiego, przyprawiona szczyptą soli i cukru brzozowego. 


Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Piersi kurczaka umyć i dokładnie oczyścić. Bardzo delikatnie rozbić tłuczkiem na cienki filet. Obie piersi posmarować łyżeczką pesto, dodać drobno posiekane suszone pomidory osączone z oleju i delikatnie zrolować. Spiąć dwiema lub trzema wykałaczkami, aby kotlet nie rozpadł się podczas smażenia.

Na patelni z nieprzywierającą powłoką rozgrzać tłuszcz kokosowy. Kotlety delikatnie obtaczać w mące ryżowej, wymieszanej z przyprawami, jajku i otrębach. Obsmażyć na złoty kolor z każdej strony. Przełożyć do naczynia żaroodpornego i zapiekać 20 minut. 

W czasie pieczenia przygotować sałatkę z sałaty masłowej i jogurtu. Podawać na ciepło.


Jeśli nie jesteście wizjonerami i nie przekonała Was moja oświecona wersja de volaille'a to dajcie mi jeszcze drugą szansę i pozwólcie opowiedzieć o korzyściach, jakie płyną z przygotowywania kotleta właśnie w taki sposób. Otóż, po pierwsze, piekąc go w piekarniku zaoszczędzamy ogromną ilość tłuszczu, którą wchłonęłaby panierka w trakcie smażenia. Takie przygotowywanie posiłku może nawet podwoić jego kaloryczność. Nie wspominając już o bombie cholesterolowej, jaką mielibyście na talerzu. Fakt, ja też uprzednio smażyłam kurczaka, ale robiłam to na jednej łyżce tłuszczu kokosowego, a nie na litrze wątpliwej jakości oleju. Jeśli wolicie pominąć ten krok też będzie ok, jedynie panierka może być nieco mniej chrupiąca, ale z pewnością równie smaczna (w taki sposób przygotowywałam kurczaka w panierce cytrynowo - orzechowej czy paluszki z kurczaka z piekarnika).

Dodatkowym benefitem, który zyskujemy moderując nieco tradycyjny przepis to wspaniała panierka. Zamieniając bułkę tartą na otręby owsiane otrzymujemy zdrowe, smaczne i pełnowartościowe danie z serii comford food, które można jeść bez wyrzutów sumienia nawet na diecie.


Osobną kwestią jest także nadzienie. Ja zaproponowałam Wam nieco włoski klimat, ale jeśli nie chcecie, to nie sugerujcie się i wymyślcie coś własnego albo wykorzystajcie to, co macie w lodówce. Doskonale sprawdzą się sery, szynki, zioła, warzywa, pasty, jednym słowem wszystko. Jeśli macie jednak ochotę na tradycyjną wersję z masełkiem to koniecznie pamiętajcie, aby przyrządzić je samodzielnie w domu. Wystarczy, że zimny kawałek masła starkujecie na grubych oczkach i dodacie do niego świeżych lub suszonych ziół i ulubionych przypraw. Musicie jedynie dokładnie wszystko wymieszać i zawinąć w folię, nadając jej kształt rulonu i schować do zamrażarki. Tak przygotowane masło ziołowe może Wam posłużyć do nadziewania de volaille'a (tuż przed smażeniem!) lub do podania z warzywami na parze, rybami i mięsami z grilla czy grzankami z domowego pieczywa.


Kotlet był przepyszny. Panierka była złota i chrupiąca, a mięso delikatne. Dodatki idealnie się komponowały, a całość dopełniała lekka sałatka. Od teraz z całą pewnością będę przygotowywać taki obiad znacznie częściej, próbując różnych wariacji smakowych. A wy macie swoje ulubione?


poniedziałek, 11 maja 2015

WIOSENNY MAKARON Z CUKINIĄ I SZPARAGAMI

Moja intensywna eksploatacja wiosennych warzyw nadal trwa i ma się dobrze. Kiedy cena szparagów spadła do racjonalnej, zaczęliśmy kupowanie na kontenery, a nie pęczki. Można je serwować na tysiąc różnych sposobów. Przepisy na szparagi nigdy się nie kończą, a to właśnie jeden z nich.




Składniki na 4 porcje:
  • 250g makaronu z pszenicy durum, 
  • 2 cukinie (ja użyłam zielonej i żółtej), 
  • 250g sera mozzarella, 
  • 500g szparagów, 
  • 3 łyżki bazyliowego pesto*, 
  • 4 łyżki sera ricotta, 
  • 1 łyżka oliwy z oliwek, 
  • 2 szalotki, 
  • 1 ząbek czosnku,
  • listki świeżego oregano, 
  • listki świeżej bazylii, 
  • sól morska.
* - najlepiej użyć domowego lub sklepowego, o jak największej zawartości bazylii i oliwy z oliwek. 

Przygotowanie:

Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie (ok. 8-9 minut lub wg informacji na opakowaniu). Szparagi umyć, oderwać zdrewniałe końce (najlepiej samemu wyczuć, w którym miejscu będą się łamać). Gotować kilka minut w osolonej wodzie na stojąco. Bardzo ważne, aby ich nie rozgotować, bo mogą się rozpadać i być gorzkie. Po ugotowaniu ochłodzić i pokroić na 3 lub 4 części każdą sztukę.

Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Szalotkę drobno posiekać i zeszklić na złoty kolor. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę i cukinię pokrojoną w małe kawałeczki. Dusić na wolnym ogniu ok. 15 minut. Pod koniec czasu duszenia wymieszać ugotowany makaron z bazyliowym pesto i przełożyć na patelnię, do usmażonej cukinii. Dodać szparagi i pokrojony ser mozzarella, delikatnie przemieszać i pozostawić na minutę pod przykryciem, aż do rozpuszczenia się sera. Dosolić, jeśli jest taka potrzeba. Podawać od razu z łyżką sera ricotta, świeżą bazylią i oregano.


Halo, szparagi

To jeden obowiązkowych trendów sezonu, szczególnie, że ten trwa jedynie 2 miesiące. Chodzi tu jednak o znacznie więcej, niż o modę i bycie w temacie. Szparagi to prawdziwy kaprys natury. Są przepyszne a do tego niezwykle niskokaloryczne - 100g to tylko 18 kcal. Składają się w ponad 90% z wody, a do tego najczęstszą formą ich przygotowania jest właśnie gotowanie, co nie odbiera im dietetycznego wizerunku. Mimo to są bogatym źródłem witamin i minerałów. Można je jadać praktycznie w dowolnych ilościach, o każdej porze dnia. Ważne jednak, aby właściwie je przygotować i nie pozwolić im się zepsuć - szparagi powinniśmy przechowywać w lodówce i zużyć do 3 dni od zakupu.

Jak wspomniałam wyżej sposobów na podanie szparagów jest tyle, ile kucharzy na świecie. Jeśli nie jesteście zbyt zaprzyjaźnieni z tym warzywem zacznijcie od najprostszego - ugotowania go w wodzie lub na parze. Podajcie je z dodatkiem sera, masła lub delikatnego sosu czy jajka. Zaprzyjaźnijcie się z ich smakiem, opanujcie do perfekcji sposób gotowania ich na chrupko, a jednak miękko. Kiedy już znudzicie się tym purytańskim serwowaniem szparagów zacznijcie prawdziwą zabawę. Zróbcie z nich zupę, dodawajcie do risotta, makaronów, kanapek i koreczków. Uzupełniajcie nimi dania mięsne i rybne. Spróbujcie szparagowego koktajlu i sosów na bazie tego królewskiego warzywa. Eksperymentujcie i koniecznie dzielcie się wrażeniami i przepisami.


piątek, 8 maja 2015

BORÓWKOWE CIASTO ŚNIADANIOWE Z PALETNI

Delikatne i puszyste ciastko kokosowo - jagodowe. Zdrowe, smaczne i bez glutenu. Do tego błyskawiczne w przygotowaniu i niezmiernie przyjemne w konsumpcji :) Warto przygotować więcej, niż zamierzacie zjeść, uwierzcie - warto. Znika zdecydowanie szybciej, niż powinno. 








Składniki na 1 porcję:

Ciasto:
  • 1 jajko wiejskie, 
  • 2 łyżki mąki sojowej,
  • 2 łyżki mąki owsianej, 
  • 2 łyżki wiórków kokosowych, 
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego, 
  • garść borówek amerykańskich, 
  • 1 łyżka ksylitolu, 
  • tłuszcz kokosowy do smażenia, 
  • szczypta soli morskiej.

Kokosowy cukier puder:
  • 1 łyżka ksylitolu, 
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
do podania: jogurt grecki, listki melisy, kwiaty bzu, świeże borówki amerykańskie.


Przygotowanie: 

Żółtko oddzielić od białka. Dodać do niego obie mąki, wiórki kokosowe, mleko, ksylitol i dobrze wymieszać. Białko ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Delikatnie połączyć z drugą masą i jagodami. Patelnię rozgrzać na średnim ogniu z odrobiną tłuszczu kokosowego. Smażyć kilka minut pod przykryciem, aż ciastko upiecze się na złoty kolor i zetnie w środku. Delikatnie przewrócić i smażyć jeszcze przez około 1 minutę. 

Ksylitol i wiórki kokosowe umieścić w kielichu blendera. Zmiksować na pyłek. Biszkopt podawać od razu z kokosowym cukrem pudrem, melisą, świeżymi borówkami i listkami melisy. Można udekorować można kwiatami bzu.



Ostatnimi czasy pojawiło się w mojej głowie wiele ciekawych i kreatywnych pomysłów. Mam nadzieję, że po wakacjach przybiorą one realniejszych kształtów i staną się rzeczywistością. Dużo się ostatnio dzieje. Jak to maj i wiosna, wszystko przyspiesza, a życie staje się dynamiczniejsze.

Majówkę spędziliśmy w Krakowie, przechadzając się po mieście w deszczu, chodząc do kina i biorąc udział we wspanialej grze w stylu wyjdź z pokoju w godzinę. Przyznam szczerze, że było to moje pierwsze doświadczenie z tego typu grą i zrobiła ona na mnie niemałe wrażenie. Wybraliśmy pokój postapocalyptia, który samym wystrojem nawiązywał nieco do wnętrz więziennych czy wojennych. Gra opierała się na zagadkach logicznych, dopasowywaniu kodów, haseł i szyfrów i oczywiście na nieszablonowym myśleniu i pracy zespołowej. Jest to fenomenalny sposób na spędzenie wolnego czasu w kreatywny sposób. Warto zebrać zgraną, kilkuosobową grupę i zmierzyć się z wyzwaniem.

Dla zainteresowanych - Challenge Accepted, miejsce, w którym się bawiliśmy.



Wiosna w naszym ogrodzie już w pełni zakwitła. Cieszymy się majowym bzem, tulipanami i zapachem świeżo skoszonej trawy. W planach mamy długie godziny spędzone na grillowaniu i podziwianiu zieleni. Pogoda zachęca do działania i spędzania czasu na powietrzu. Placyk targowy obok naszego domu kusi dojrzałymi owocami i warzywami, mieni się kolorami wiosny. Czy Wy też to czujecie? Tą całą pozytywną energię, którą czerpiemy ze słońca i jego wpływu na naturę? 
Wszystko rozkwita, budzi się do życia. Promienie słoneczne delikatnie grzeją, a lekki wiatr przyjemnie orzeźwia w parne dni. Wiosna jest piękna, a jednak niezwykle krótka. Och, co byśmy dali, aby zatrzymać te cudowne dni na znacznie dłużej. Albo, żeby cieszyć się nimi o wiele wcześniej. 

Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych pór roku. Po długich, depresyjnych miesiącach bez słońca i przyjemnej temperatury nasz organizm odżywa. To, co istotne, to aby pamiętać, że nasz ciało w ciągu wiosny ma nieco inne potrzeby niż zimą. Podstawową sprawą przestaje być ogrzanie i dokładne odżywienie organizmu, ale zmiana menu na lekkie i pełne sezonowych owoców i warzyw. To najlepsza pora roku na detoks czy długofalową dietę oczyszczająca. Dzięki dostępnym produktom staje się to dużo prostsze, niemal instynktowne. To właśnie teraz najczęściej sięgamy po zdrowe przekąski, zawierające dużo witamin, a unikamy ciężkiego i tłustego jedzenia, które jakoś nam "nie pasuje". Nasz organizm sam sugeruje nam, co jest dla nas dobre i właściwie. Mimo, że od siedemnastowiecznego życia zgodnie z prawami natury trochę się zmieniło, akurat o tą jedną rzecz warto dbać. Sezonowość menu.